Centrum im. Adama SmithaPierwszy Niezależny Instytut w Polsce od 16 września 1989 roku

CO ZROBIŁBY POLSKI REAGAN: JAKIE PODATKI POWINNIŚMY PŁACIĆ?

Poszukując odpowiedzi na postawione w tytule pytanie należałoby najprzód rozważyć kwestię, czy istnieją jakiekolwiek powinowactwa między sytuacją panującą w Stanach Zjednoczonych lat 80-tych i w Polsce u progu dekady otwierającej wiek XXI. Przy wszystkich różnicach dzielących oba organizmy państwowe można jednak znaleźć pewne cechy wspólne. Jedną z nich znajdziemy w sferze realnej – będzie nią kryzys gospodarczy w jaki popadły Polska pod koniec lat dziewięćdziesiątych i USA po roku 1973. Wyrazem kryzysu amerykańskiego były: wysoki poziom inflacji (w 1980 osiągnęła 13,5%), wysoka rosnąca i stopa bezrobocia, niskie tempo wzrostu gospodarczego (w dziewięcioleciu 1972 – 1980 trzy lata przyniosły spadek PKB).  W Polsce kryzys wyraża się przede wszystkim wysokim bezrobociem, przybierającym rozmiary społecznej katastrofy, oraz bardzo niskim, na pograniczu stagnacji, tempem wzrostu PKB.

Tabela 1. Podstawowe wielkości makroekonomiczne w USA 1972 - 1980

Pozycja

1972

1973

1974

1975

1976

1977

1978

1979

1980

Wzrost PKB (w proc.)

5,7

5,5

-1,7

-1,8

5,9

5,3

4,4

2,8

-0,2

Inflacja (w proc.)

3,3

6,2

11,0

9,1

5,8

6,5

7,7

11,3

13,5

Stopa bezrobocia (proc.)

5,2

4,9

5,6

8,5

7,7

7,1

6,1

5,8

7,1

Druga cecha wspólna dla obu przypadków mieści się w sferze mentalnej i jest nią uświadomione przekonanie, że sytuacja jest na tyle zła, iż wymaga głębokich zmian w polityce gospodarczej. Jeśli tak, to sukces polityki Ronalda Reagana – nawet, gdyby miał to być sukces umiarkowany – mógłby stanowić dobrą podstawę dla odwołania się do amerykańskiego wzorca w kształtowaniu nowej polityki gospodarczej w Polsce.

Analiza fenomenu polityki ekonomicznej prezydenta Reagana prowadzi do wskazania jej źródeł we wczesnych latach siedemdziesiątych, kiedy to poczęło się kształtować środowisko – początkowo niezbyt liczne – kontestujące ukształtowane w ciągu poprzednich dwóch dekad teoretyczne podstawy prowadzonej w USA i zachodniej Europie polityki gospodarczej, opierającej się na przełomowym dziele Johna Maynarda Keynesa „Ogólna teoria zatrudnienia, procentu i pieniądza”. Sprzyjał temu ujawniający się coraz silniej kryzys teorii Keynesa, zwłaszcza zaś włączonej do niej hipotezy Philippsa wskazującej na związki zachodzące między inflacją i bezrobociem. Mówiąc najkrócej, przebieg zjawisk gospodarczych nie mieścił się w keynesowskim modelu, święcącym triumfy jeszcze tak niedawno (lata 1948 – 1967 nazywano w Stanach „epoką Keynesa”). Istotą tej teorii jest odwrócenie klasycznej zasady dającej pierwszeństwo podaży wobec popytu. Keynes twierdził zaś, że popyt jest wobec podaży pierwotny i to on kształtuje podaż (a nie odwrotnie, jak uważali klasycy). Konsekwencją upowszechnienia się modelu keynesowskiego musiał być prymat makroekonomii nad mikroekonomią. „Sterowanie popytem” miało być najskuteczniejszym i niezawodnym sposobem wpływania na gospodarkę. Trzeba powiedzieć w tym miejscu, że model „popytowy” okazał się niezwykle atrakcyjny dla polityków i ekonomistów: dla pierwszych, ponieważ dowodził, że gospodarka jest sterowalna przy użyciu środków politycznych; dla drugich, gdyż czynił z nich interpretatorów zjawisk gospodarczych i doradców ekonomicznych polityków, bez których ci nie mogli się obejść (z czasem ekonomiści coraz częściej pełnili funkcje polityczne). Tak więc teoria owa, obok aspektu czysto naukowego miała (ma go zresztą do dzisiaj) wymiar interesu dwóch kluczowych korporacji zawodowych – polityków i ekonomistów.

W latach 60-tych paradygmat Keynesa ostatecznie zawładnął umysłami elit. Ale już u progu następnej dekady zaczęło się w USA kształtować środowisko kwestionujące powszechnie uznaną doktrynę. Tworzyli je głównie naukowcy: Artur Laffer, Paul Craig Roberts, Martin Feldstein,  Robert Mundell, Michael Boskin i dziennikarze: Jude Waniski (The National Observer), Robert Bartley (The Wall Street Journal), Irving Kristoll (The Public Interest), George Gilder. Owocem ich dyskusji i dociekań było powstanie idei, która w 1976 zyskała miano „ekonomii podaży” (ukute zresztą przez jej przeciwnika – Herberta Steina). W połowie dekady środowisko zyskało polityczne poparcie Jacka Kempa, kongresmena partii republikańskiej, i za jego pośrednictwem pewien wpływ na kształtowanie programu gospodarczego republikanów. W roku 1978 ukazała się książka Jude’a Waniskiego „The Way The World Works”, a w roku 1981 „Bogactwo i ubóstwo” George’a Gildera. Po 9 latach od pierwszego spotkania Arthura Laffera z Jude Waniskim ekonomia podaży stała się podstawą programu wyborczego Partii Republikańskiej i jej kandydata na prezydenta Ronalda Reagana w  wyborach 1980 roku.

Ekonomia podaży odwoływała się do klasycznego dziedzictwa ekonomii, a swoją nazwą manifestacyjnie przeciwstawiała się dominującej dotąd „ekonomii popytu” Johna Maynarda Keynesa.

Ekonomia podaży została więc politycznie wykorzystana przez republikanów w kampanii wyborczej 1980 roku i stała się podstawą programu gospodarczego prezydenta Reagana, realizowanego w ciągu kolejnych dwóch kadencji. Przedstawiając w Kongresie dokument „Amerykański początek. Program ekonomicznej odbudowy” (luty 1981) prezydent wskazywał najważniejsze cele nowego rządu: „Plan ten ma na celu zmniejszenie wzrostu wydatków rządowych i opodatkowania, zreformowanie i wyeliminowanie niepotrzebnych i antyproduktywnych regulacji oraz wspieranie konsekwentnej polityki monetarnej skierowanej na utrzymanie wartości pieniądza.” Zapowiedziane zmiany zostały, przynajmniej w części, zrealizowane. Krańcowa stopa podatku od dochodów osobistych została zredukowana z 70 do 28 procent, a sam podatek uległ znacznemu uproszczeniu. Zmniejszyły się stawki podatku od dochodów firm i równocześnie złagodzono przepisy dotyczące rachunkowości. Nastąpiła daleko idąca deregulacja działalności gospodarczej. Nie powiódł się zamiar zrównoważenia budżetu, ale powodem były w tym przypadku raczej obciążenia wynikające z konieczności narzuconych przez politykę zagraniczną  niż wewnętrzną politykę gospodarczą. Ostatecznie, dekada lat osiemdziesiątych mierzona wskaźnikami makroekonomicznymi okazała się niekwestionowanym sukcesem.

Tabela 2. Podstawowe wielkości makroekonomiczne w USA 1980 - 1988

Pozycja

1980

1981

1982

1983

1984

1985

1986

1987

1988

Wzrost PKB (w proc.)

-0,2

1,2

1,3

4,6

4,8

4,6

4,2

1,8

2,0

Inflacja (w proc.)

13,5

10,3

6,2

3,2

4,3

3,6

13,9

3,6

4,1

Stopa bezrobocia (proc.)

7,1

7,6

9,7

9,6

7,5

7,2

7,0

6,2

5,4

W moim przekonaniu ważniejsze od zmian w sferze realnej były zmiany, jakie dokonały się w mentalności. Oto zachwiało się przeświadczenie o decydującej i kreatywnej roli ośrodka rządowego na rzecz uznania, że rozwój ma swoje źródła w aktywności setek tysięcy i milionów firm, najczęściej bardzo małych, operujących w amerykańskiej gospodarce. Sukces ekonomii podaży i towarzyszący mu sukces polityki brytyjskiej, odwołującej się do podobnych podstaw ideowych, były ważnymi zjawiskami kształtującymi myślenie o gospodarce. Zwróćmy uwagę, że przełom, mający miejsce w Polsce w latach 1989 – 1990 miał za podstawę ten właśnie ideowy i teoretyczny ferment, jaki dokonał się w ekonomii za sprawą środowiska, które stworzyło „ekonomię podaży”.

Z upływem czasu wpływ fenomenu ekonomii podaży stawał się coraz słabszy. Ekonomia głównego nurtu wracała powoli w swoje keynesowskie łożysko, wchłaniając, przetrawiając i rozwadniając dorobek swoich kontestatorów. Po kilkunastu latach spór nie dotyczy już kwestii  czy centralny planista może arbitralnie sterować gospodarką, ale o to tylko, czy sterować w kierunku przyspieszenia czy też zwolnienia tempa wzrostu (sławne polskie „schłodzenie” z 1998 roku). Współczesny paradygmat ekonomiczny jest całkowicie i bez zastrzeżeń oparty na teorii Keynesa, a ekonomia podaży została zredukowana do interesującego epizodu w historii gospodarczej świata. Stało się tak być może dlatego, że za ekonomią popytu stoi wspomniany wcześniej korporacyjny interes polityków i ekonomistów. Tak czy owak, ekonomia popytu jest dzisiaj tym teoretycznym narzędziem, które wyjaśnia naturę zjawisk gospodarczych. Konsekwencja tego faktu jest marginalizowanie znaczenia mikroekonomii. Mikroekonomia jest już tylko funkcją makroekonomii. Przedsiębiorstwa nie są podmiotem, lecz przedmiotem decyzji makroekonomicznych. Tak rozumie się gospodarkę na świecie i w Polsce. Rzecz w tym, że sytuacja gospodarcza w Polsce jest katastrofalna. Bezrobocie wśród młodzieży, pokolenia dobrze wykształconego i pełnego uzasadnionych oczekiwań od świata, sięga 40 procent. 40 procent statystycznie w skali kraju. To oznacza, że są obszary, gdzie ta straszliwa plaga obejmuje większość młodych ludzi.

Amerykańskie doświadczenie uczy, że przeprowadzenie naprawy musi być dokonane środkami politycznymi, ale te muszą być wcześniej wyposażone w pewną koncepcję teoretyczną. W przypadku zmian głębokich musi to być koncepcja różniąca się zasadniczo od dominującej wcześniej. W naszym przypadku oznacza to odrzucenie ekonomii popytu, ekonomii koncentrującej się na zjawiskach skali makro, ekonomii skupiającej uwagę na działaniach politycznego i gospodarczego centrum – na rzecz ekonomii podaży, ekonomii odwołującej się do teorii klasycznej, ekonomii wysuwającej na plan pierwszy przedsiębiorstwa, zwłaszcza przedsiębiorstwa małe. Za wyborem ekonomii podaży przemawia dzisiaj doświadczenie „reaganomiki”, ale także nasze własne osiągnięcia z pierwszej połowy lat dziewięćdziesiątych. Wynika z nich, że skuteczna polityka gospodarcza zasadzać się musi na deregulacji i zmianie systemu podatkowego. Deregulacja – skądinąd nieodzowna – nie jest jednak przedmiotem tych rozważań. Zajmiemy się więc jedynie zmianą systemu podatkowego.

Polska nie posiada zbyt wiele kapitału. Jej bogactwem są za to zasoby pracy i przedsiębiorczości – większe niż gdziekolwiek indziej w Europie. Praca zaś jest w wielu przypadkach jedynym czynnikiem, do którego odwołać się może przedsiębiorca. Jeśli przyjrzeć się strukturze dochodów publicznych – a będziemy tu rozpatrywać wszystkie rodzaje danin, bez względu na ich formalną definicję – a więc jeśli przyjrzeć się tej strukturze, nie sposób nie zauważyć, że 30 procent wpływów (blisko trzecia część!) pochodzi z bezpośredniego opodatkowania pracy podatkiem PIT i pozapodatkowymi obciążeniami płac (ZUS, FP, FGŚP, PFRON itp.). W odniesieniu do płacy netto łączne obciążenia sięgają 90 procent. Praca jest przedmiotem podatkowej dyskryminacji, jest traktowana jak najgorszy towar akcyzowy – jak tytoń czy alkohol. Ofiarą tej sytuacji padają przede wszystkim te przedsiębiorstwa, w których podstawowym czynnikiem produkcji jest praca. Są to w naszym przypadku przeważnie firmy małe. Te firmy, które w pierwszej połowie tamtej dekady utworzyły w Polsce kilka milionów miejsc pracy. I które dzisiaj miejsca te tracą.

Trzeba koniecznie zmniejszyć obciążenia pracy – przynajmniej o połowę. Byłby to poziom bliski punktowi wyjścia w roku 1990. Ale oznacza to przecież kilkunastoprocentowy uszczerbek w dochodach publicznych; uszczerbek, który trzeba w jakiś sposób skompensować.

Tak oto dobrnęliśmy do kwestii postawionej w tytule: jakie podatki powinniśmy płacić? Postulat znaczącego obniżenia kosztów pracy pociąga bowiem za sobą konieczność przebudowy całego systemu dochodów publicznych. Rozpocząć to dzieło musi ocena poszczególnych danin, zakończyć – zaprojektowanie systemu alternatywnego. Trzeba w tym miejscu powtórzyć za mądrym Janem Baptystą Sayem: nie ma dobrych podatków, są tylko mniej złe. Co do mnie, rozszerzyłbym ten podział o podatki okrutne i głupie. Horrendalnie wysokie podatki i składki obciążające pracę to daniny okrutne, ponieważ odbierają ludziom pracę i skazują ich na upokarzający status klienta opieki społecznej. Podatek głupi to ten, który każe właścicielom samochodów osobowych montować w autach żelazne kraty – tak, jakby mieli w nich na co dzień przewozić dzikie zwierzęta, chociaż, dalibóg!, nigdy nie przewiozą choćby kota. Głupi podatek to podatek od dochodów firm, czyniący cnotę z poniesionych kosztów; podatek, który sprawia, że upragnionym wynikiem bilansu firmy jest strata. Podatek niemądry to podatek VAT nakładany na małe firmy; podatek bardzo trudny i kosztowny; podatek tym się charakteryzujący, że każde jego rozszerzenie podmiotowe wiąże się z ubytkiem w dochodach fiskalnych. Zmiana systemu musi być podporządkowana postulatowi zmniejszenia obciążeń nakładanych na pracę, uproszczenia podatków płaconych przez firmy najmniejsze i likwidacji podatków jaskrawo szkodliwych. Likwidacja podatku od dochodów firm czy ograniczenie zakresu podmiotowego VAT do większych przedsiębiorstw nie przyniosłaby istotniejszego uszczerbku w dochodach fiskalnych, zaowocowałaby za to z pewnością racjonalniejszym wykorzystaniem ograniczonych zasobów. Inaczej ma się sprawa z postulatem silnego zmniejszenia kosztów pracy. Ich obniżenie o połowę wymagałoby wypełnienia uszczerbku w dochodach nałożeniem nowych podatków – „mniej złych”. Mógłby to być np. podatek od obrotów firm wysokości 1 – 2 punktów procentowych czy podatek od wartości ich majątku, również jedno- czy dwuprocentowy.

Zrozumiałe, że zmiany tu postulowane, zmiany idące tak daleko, w niektórych przypadkach nie znające precedensów, byłyby bardzo trudne do przeprowadzenia. Są konieczne, ale czy są możliwe? Odpowiedzi nie sposób udzielić. Trzeba się liczyć z oporem grup interesu, ale i z oporem materii wynikającym z obawy przed jakąkolwiek zmianą[1].  Pewne jest jednak, że projekt polityczny musi być poprzedzony koncepcją intelektualną. Jej przygotowaniu stanąć może na przeszkodzie wyłącznie brak odwagi lub niedostatek samodzielności w myśleniu

Krzysztof Dzierżawski
3 października 2002


[1] Działanie tego mechanizmu opisał Milton Friedmann w „Tyranii status quo”. James Buchanan w książce „The Limits of liberty” postawił hipotezę, że instytucje państwowe ze swej natury rozrastają się stale i ograniczając wolności obywatelskie „staja się współczesnym Lewiatanem”.

Reddit icon
Technorati icon
Yahoo! icon
e-mail icon
Twitter icon
Facebook icon
StumbleUpon icon
Del.icio.us icon
Digg icon
LinkedIn icon
MySpace icon
Newsvine icon
Pinterest icon
czwartek, 2017-06-01

Raport "Koszty wychowania dzieci 2017"

KOSZTY WYCHOWANIA DZIECI 2017

RAPORT CENTRUM IM. ADAMA SMITHA

Centrum im. Adama Smitha liczy koszty wychowania dzieci w Polsce od 2008 roku i prezentuje szóstą edycję raportu na ten temat (ostatni w roku 2016). Centrum szacuje, że koszt wychowania jednego dziecka w Polsce (do osiągnięcia osiemnastego roku życia) mieści się w przedziale od 176 tys. do blisko 200 tys...

wtorek, 2017-05-16

Konferencja "Czy UE może być Stanami Zjednoczonymi Europy?"

W piątek 12 maja w jednej z sal Senatu RP miała miejsce konferencja zatytułowana: "Czy Unia Europejska może być Stanami Zjednoczonymi Europy?".

Głównym gościem spotkania był nieoficjalny kandydat na ambasadora Stanów Zjednoczonych przy Unii Europejskiej Ted Malloch. W konferencji uczestniczył również Prezydent Centrum im. Adama Smitha Andrzej Sadowski. 

...
piątek, 2017-09-29

Andrzej Sadowski zaleca zastąpienie CIT podatkiem przychodowym o stawce 1 proc.

Z raportów najwyższej Izby Kontroli wynika, że większość firm w Polsce nie płaci podatku CIT. Podatek od dochodów przedsiębiorstw należałoby zastąpić podatkiem od przychodu – postuluje Andrzej Sadowski, prezydent Centrum im. Adama Smitha w rozmowie z serwisem eNewsroom. Jest na to prosty sposób.

...
piątek, 2017-09-29

Opinia Roberta Gwiazdowskiego i Andrzeja Sadowskiego na temat wniosku o powołanie komisji śledczej ds. wyłudzeń VAT.

Walka z wyłudzeniami VAT zasługuje na uznanie i poparcie; trudno sobie wyobrazić skalę takich strat w wyniku działalności wyłącznie samych przestępców – ocenili eksperci Centrum im. Adama Smitha Robert Gwiazdowski i Andrzej Sadowski, komentując wniosek o powołanie komisji śledczej ds. wyłudzeń VAT.

 

Całość wypowiedzi znajduje się na stronie: ...

czwartek, 2017-06-01

Raport "Koszty wychowania dzieci 2017"

KOSZTY WYCHOWANIA DZIECI 2017

RAPORT CENTRUM IM. ADAMA SMITHA

Centrum im. Adama Smitha liczy koszty wychowania dzieci w Polsce od 2008 roku i prezentuje szóstą edycję raportu na ten temat (ostatni w roku 2016). Centrum szacuje, że koszt wychowania jednego dziecka w Polsce (do osiągnięcia osiemnastego roku życia) mieści się w przedziale od 176 tys. do blisko 200 tys...

wtorek, 2017-05-16

Konferencja "Czy UE może być Stanami Zjednoczonymi Europy?"

W piątek 12 maja w jednej z sal Senatu RP miała miejsce konferencja zatytułowana: "Czy Unia Europejska może być Stanami Zjednoczonymi Europy?".

Głównym gościem spotkania był nieoficjalny kandydat na ambasadora Stanów Zjednoczonych przy Unii Europejskiej Ted Malloch. W konferencji uczestniczył również Prezydent Centrum im. Adama Smitha Andrzej Sadowski. 

...