Centrum im. Adama SmithaPierwszy Niezależny Instytut w Polsce od 16 września 1989 roku

ETATYZM CZY INDYWIDUALIZM W GOSPODARSTWIE PAŃSTWOWEM

DR. JAN BOBRZYŃSKI

ETATYZM CZY INDYWIDUALIZM W GOSPODARSTWIE PAŃSTWOWEM

 

Każde poważne ugrupowanie polityczne, zdolne naprawdę do życia, musi posiadać w swym programie pewną zasadniczą myśl przewodnią, pod której impulsem się rodzi i która stanowi jego rację bytu i platformę działania. Brak lub zanik takiej idei twórczej pociąga za sobą w nieuchronnem następstwie rozkład i upadek każdego stronnictwa, któremu w takim wypadku ani silna organizacja techniczna, ani wpływy polityczne, ani nawet środki materialne, ani nawet popularność nie są w stanie dopomódz.

Ale idea twórcza tego rodzaju, powołująca do życia nowe prądy opinji publicznej i nowe silne ugrupowania polityczne, nie da się stworzyć sztucznie. Musi wyłonić się sama przez się, żywiołowo, z biegu wypadków i konjunktur politycznych, jakim podlega w danym okresie społeczeństwo. Stronnictwo, które powstaje pod jej impulsem, ujmuje ją tylko i doskonali w szczegółach, buduje na niej swój program i doktrynę – ale jej nie stwarza. Ideę, bowiem, stworzone sztucznie przez ambitne jednostki lub żądne władzy kliki polityczne, nie mają siły twórczej i nie są niczym innem, jak polityczną lub socjalną spekulacją. Nie pomogą im też nawet znaczne chwilowe sukcesy.

Stronnictwo Prawicy Narodowej stoi w tej chwili na przełomie swej historii. Wyszedłszy z murów Krakowa i rozszerzając swą akcję na całe państwo, niesie wszędzie swój bardzo cenny dorobek tradycji, dyscypliny organizacyjnej i taktyki, która objektywizmem swym i umiarem góruje bezsprzecznie nad innymi, bardziej uczuciem lub porywem dyktowanymi kierunkami polskiej myśli politycznej. Ale działa w tym momencie tym właśnie tylko dorobkiem, ustosunkowując się na tej, raczej tylko technicznej platformie działania do wypadków dnia. Nie może bowiem przenieść w obecne warunki swej naczelnej idei, która niegdyś, po upadku powstania styczniowego, stała się motorem jego genezy i działania. Była to idea realnej pracy nad odrodzeniem pognębionego politycznie narodu, opartej na lojalizmie wobec monarchji austro-węgierskiej, a specjalnie wobec dynastji Habsburskiej. Ta idea, to podstawowe założenie, najzupełniej usprawiedliwione ówczesną sytuacją i realnością widoków powodzenia, które je konserwatystom krakowskim wprost narzuciły jako jedyny środek ratowania i wzmocnienia życia narodowego pod obcym zaborem, straciło oczywiście aktualność z chwilą wskrzeszenia państwa polskiego. To też energja i prężność Stronnictwa oraz cały jego sześćdziesięcioletni zasób doświadczenia oprzeć się muszą w niepodległej ojczyźnie o nową platformę działania, nową myśl przewodnią, równie realną i aktualną i równie owocną dla kraju, jaką była dawna w okresie zaborów. 

A idei takiej i tym razem szukać nie trzeba, bo narzucają ją znowu historyczne warunki. Wyłania się istotnie żywiołowo, jako naturalny odruch, dyktowany wszystkim zdrowo myślącym sferom społeczeństwa polskiego przez pewien państwowy instynkt samozachowawczy. Unosi się i akcentuje coraz wyraźniej, coraz intensywniej w obecnej atmosferze szybkiej ewolucji wewnętrznych stosunków państwa. Ma zaś dwa fronty: jeden wialki z doktryną wywrotu, drugi twórczy na polu przedewszystkiem gospodarczem, a za niem i na innych. 

Aby tę myśl przewodnią tem lepiej uchwycić, sięgnąć trzeba nieco w przeszłość.

 

*      *      *

 

Do upadku dawnej Rzeczypospolitej Polskiej przyczynił się w wysokim stopniu nadmierny przerost indywidualizmu w rządzącej wówczas państwem warstwie szlacheckiej, który jej doraźną, krótkowzroczną korzyść postawił na piedestale polskiej racji stanu, z niemal zupełnem pominięciem interesu ogólnopaństwowego. To też, w zrozumieniu tej wielce szkodliwej anomalji, wszystkie hasła i usiłowania naprawy Rzeczypospolitej, podejmowane przed i po rozbiorach, miały właśnie na celu przedewszystkiem przywrócenie równowagi między interesem publicznym a prywatnym, okrojenie zbytnich wybujałości indywidualizmu prywatnego na rzecz niezbędnych potrzeb państwa. 

Dzisiaj, po wskrzeszeniu niepodległości, jesteśmy świadkami wprost przeciwnego zjawiska. Mimo demokratycznych haseł wyzwolenia społecznego i wolności osobistej, rzuconych rozgłośnie przez wszystkie ugrupowania postępowe, mimo niemniej rozgłośnego potępienia przez cale społeczeństwo polskie, zwłaszcza w stolicy, dawnego biurokratyzmu rządów zaborczych, ogarnął Polskę prawdziwy zalew etatyzmu i biurokracji, hamujący od początku dotkliwie normalny rozwój Państwa, nakładający na społeczeństwo i jego pracę publiczną nieznośne pęta i przewyższający naprawdę najprzykrzejsze doświadczenia w tym względzie okresu zaborów. 

Jesteśmy świadkami wcielanego w czyn paradoksu, że w miarę rozpowszechniania się haseł i idei demokratycznych, coraz radykalniejszych, obiecujących szerokim warstwom społeczeństwa raj wolności, w miarę niemal nieograniczonego rozszerzania praw obywatelskich, państwo-moloch zagarnia coraz dalsze dziedziny prywatnego życia i pracy, ingerując wszędzie, hamując coraz dotkliwiej swobodę osobistą, regulując drobnostkowo każdy niemal ruch i krok obywatela, wydzierając jednostce i inicjatywie prywatnej coraz większe obszary z ich dotychczasowego zakresu działania i wprowadzając wszędzie swój ciężki, zbyt często nieudolny, a zawsze wielce kosztowny aparat biurokratycznej administracji. Formalistyka etatystyczna święci też z dnia na dzień swe tryumfy i to takie, o jakich w czasach przedwojennych nikomu się nawet nie śniło.

Wszystko, co się w kraju tworzy lub ma tworzyć w jakiejkolwiek dziedzinie, robi i ma zrobić panstwo, Rząd lub wyłonione przez niego instytucje oficjalne, albo już conajmniej samorządy, występują w coraz szerszym zakresie nietylko jako kierownicy gospodarki narodowej, ale wprost jako przedsiębiorcy, eliminując z dnia na dzień coraz więcej przedsiębiorców prywatnych, utrudniając im różnymi ciężarami i więzami inicjatywę i chęć do pracy. 

Państwo obejmuje siecią monopolów lub conajmniej ścisłej kontroli najważniejsze gałęzie produkcji krajowej, utrzymuje własne banki, odgrywające dominującą rolę finansową w życiu gospodarczem, zakłada fabryki, uczestniczy w największych przedsiębiorstwach. Jakkolwiek pomyślne są same w sobie wszystkie te fakta powstawania wielce użytecznych instytucyj gospodarczych oraz doniosłych inwestycyj, to jednak słuszne w innych warunkach uczucie zadowolenia hamuje tu przygnębiająca świadomość, że są zarazem rezultatem wzmagającego się etatyzmu'

CO więcej, ustrój państwowy podrywa i niszczyć zaczyna zasadnicze podstawy najproduktywniejszych prywatnych warsztatów pracy, stanu posiadania i prawa własności wogóle. Przymusowe wywłaszczenia, dokonywane pod różnemi postaciami, znaczne ograniczenie praw właścicieli realności miejskich, nieracjonalny ustrój podatkowy, skierowany wyraźnie ku pognębieniu doskonalszych warsztatów pracy, przeróżne reglamentacje finansowe i formalne oraz niezliczona moc wszelakich nakazów i zakazów w każdej dziedzinie, w których współzawodniczą na wyścigi wszystkie nasze dykasterje urzędowe - oto wymowne symptomy tego postępowego etatystycznego paraliżu, na który choruje od lat ośmiu polska myśl państwowa.

Zaraża się nim i inicjatywa prywatna, o ile mimo wszystko gdzieniegdzie jeszcze wegetuje, bo - consuetudo altera natura. Stopniowo przyzwyczajają się wszyscy w swych zamierzeniach myśleć tylko przez państwo i to tak dalece, że dzisiaj już prawie żaden projekt nie rodzi się w niczyjej głowie bez równoczesnej kalkulacji na pomoc państwa. 

Zważyć zaś przytem i to jeszcze należy, że panuje w kraju nastrój wybitnie antykapitalistyczny, mimo wszelkich pozorów walki ze socjalizmem i komunizmem. Rozwichrzony, bezmyślny radykalizm, podsycany ustawicznie przez demagogów, a nie zwalczany dostatecznie przez rząd oraz warstwy posiadające, przerobił psychikę oficjalną i opinję szerokich mas w kierunku jeżeli już nie wprost nienawiści, to conajmniej niechęci do wszelkiego większego stanu posiadania, wyższej kultury i doskonałości produkcji, uprawianej przy pomocy większych środków. Idea proletaryzacji społecznej, konsekwentny rezultat współdziałania przerostu etatyzmu oraz rożnych idei radykalnych i wywrotowych, zatacza coraz szersze kręgi, wżerając się w krew i kość społeczeństwa, wytwarzając ferment, nieprzyjazny wzrostowi kultury i prywatnego dobrobytu. Faktem jest, że ludzie, którzy coś mają i coś umieją, są zmuszeni tego się wstydzić.

Nie należy się tu łudzić i stanu rzeczy obsłaniać. Stoimy pod znakiem powolnej i spokojnej, ale niemniej postępującej naprzód socjalizacji, która z roku na rok, to wyraźnie, to nieuchwytnie, prawem i lewem, bez względu na zmiany rządów 

i przemiany w naszych ugrupowaniach politycznych, ogarnia nie tylko cały ustrój państwowy, nie tylko stan posiadania i pracę prywatną, ale równocześnie i psychikę społeczeństwa. Walcząc z komunizmem i socjalizmem, zwalczamy tylko formę, a nie zwalczamy wcale ich treści – etatyzmu. Wśród zawieruchy zmagań partyjnych, klasowych, narodowościowych i wyznaniowych, wśród całej walki naszej wewnętrznej, niestety zbyt dorywczej, o ustrój i mocarstwowy rozwój państwa, która absorbuje całkowicie nasze myśli i wysiłki, nie dostrzegamy, nie czujemy nawet tego żelaznego walca etatyzmu i socjalizacji, który toczy się naprzód nieubłaganie, nie hamowany na serjo przez nikogo, niwelując coraz bardziej usiłowania i swobodę jednostki na rzecz machiny państwowej, w myśl założeń socjalistycznych. 

Na ten stan rzeczy złożył się szereg przy- czyn, których działanie kumuluje się od samego początku wskrzeszonej niepodległości, a miano- wicie: 

Wszechświatowy ruch socjalistyczny, który po wielkiej wojnie rozwinął się ze spotęgowaną intenzywnością w większości państw i zaakcentował. się niemniej w całej rozbudowie podstaw ustrojowych młodego państwa polskiego, podporządkowując swej komendzie wszelkie inne tendencje radykalne, rozpowszechnione wśród szerokich warstw ludowych. U nas ruch ten socjalizujący, zwłaszcza od czasu swego dość znacznego narodowego zabarwienia, powołać się może na pewne niezaprzeczone zasługi. Z łona bowiem socjalizmu polskiego wyszła pierwsza inicjatywa walki o niepodległość, która skrystalizowała się potem w Legjonach a w pewnej naturalnej konsekwencji i w pierwszych rządach oswobodzonego państwa. Nie należy przy tem przeoczyć ważnej okoliczności, że jakkolwiek fatalne były te pierwsze rządy pod względem ustawodawczym, administracyjnym j gospodarczym, to jednak charakterem swym zdecydowanie narodowym przeciwstawiły się skutecznie silniejszemu wtargnięciu do Polski bolszewizmu. A działo się to w okresie, kiedy, poza narodową demokracją – zawsze skrajnie jednostronną, demagogiczną, a pod względem twórczym nieudolną – wszystkie najwięcej wartościowe czynniki w społeczeństwie polskiem skapitulowały nagle wobec olśniewającego faktu niepodległej, demokratycznej Ojczyzny i pozornie nasrożonego, chociaż w istocie niezbyt groźnego widma swojskiego radykalizmu. Nie trzeba nadto zapominać, że wśród członków obu naszych kolejnych ciał ustawodawczych socjaliści mieli bodajże najtęższych, politycznie i parlamentarnie najbardziej wyrobionych przedstawicieli.

Nic więc dziwnego, że w takich warunkach musiała w nowopowstającej strukturze państwa zapanować w bardzo znacznej mierze, jeżeli nie wprost doktryna, to przynajmniej ogólna tendencja socjalistyczna, wyrażając się wybitnie w naszem ustawodawstwie i praktyce administracyjnej, poczynając od idei wszechwładzy państwa, reformy rolnej i innych „zdobyczy ludowych”, aż po zwalczanie szkoły polskiej na kresach, zgodne z pewnemi narodowościowemi założeniami światopoglądu socjalizującego. 

Gospodarka wojenna, która ze względów militarnych i aprowizacyjnych spowodowała chwycenie w rękę przez rządy państw wojujących najważniejszych gałęzi gospodarstwa krajowego oraz niebywałe przedtem skrępowanie swobód obywatelskich. Rządy młodej Polski, pod wpływem nieszczęsnego hasła gospodarki przejściowej, nie potrafiły uczynić z początku nic innego jak przejąć się tym systemem, zużytkowując aż nazbyt gorliwie stworzony przez władze zaborcze i okupacyjne stan rzeczy i aparat administracyjny. 

Niewyrobienie ogółu urzędników państwowych, którzy objęli w pierwszych latach funkcje i odpowiedzialność, przerastające znacznie ich wiedzę fachową i doświadczenie. Wszystkich, zwłaszcza zdolniejszych i zasłużonych urzędników z czasów przedwojennych, którzy z natury rzeczy byli predestynowani do stworzenia zdrowej podstawy przyszłej administracji polskiej, ogłoszono za sprzedawczyków i biurokratów, a w ich miejscu stworzono naprędce nowy aparat, oczywiście zupełnie niefachowy, który właśnie swym brakiem zawodowego wykształcenia i doświadczenia zapoczątkował od razu system etatyzmu i całkiem swoistej biurokracji, w skutkach wielekroć gorszej i przykrzejszej od dawnej rutyny urzędowej państw, administracyjnie wyrobionych. 

Jedną z najważniejszych przyczyn postępu etatyzmu był i jest jeszcze po dziś dzień niedostatek kapitału prywatnego. Pomijając krótki okres inflacji i szału spekulacyjnego, który dodał pewnego chwilowego bodźca inicjatywie prywatnej, co prawda w skutkach częstokroć nieszczęśliwie, jest państwo u nas dotąd jedynym naprawdę poważnym szafarzem kapitału i kredytu. Ta anormalna preponderancja finansowa państwa nad zredukowanym do minimum kapitałem prywatnym musiała pociągnąć za sobą tem większy rozrost etatyzmu. Zubożały obywatel oraz prywatne instytucje finansowe poczuły się tak dalece bezsilne i od państwa zależne, że nie śmią nawet występować z inicjatywą gospodarczą, która przechodzi żywiołowo w ręce państwa, samorządów i różnych oficjalnych instytucji ekonomicznych. 

Ostatnią wreszcie, może, najciekawszą ze wszystkich przyczyną rozrostu etatyzmu jest obecne bankructwo indywidualizmu polskiego, wykazane przez wszystkie stronnictwa sejmowe pod względem zdolności rządzenia państwem i gospodarstwem narodowem. Wszak zamach majowy nie był w gruncie rzeczy niczem innem, jak reakcją wobec nadmiaru lekkomyślności, niesumienności i nieudolności tego hiperindywidualizmu narodowego, wcielonego w politykę partyjną – i smutną regenerację tych samych mniej więcej tendencji, które sprowadziły niegdyś katastrofę rozbiorów, a które rok temu jeszcze gnały nawę państwową w odmęt ruiny gospodarczej i politycznej. Zamach stanu był reakcją żywiołową, gdyż znalazł nie tylko odpowiednią siłę, ale również głośną lub co najmniej cichą aprobatę całego umiarkowanego, partyjnie nie zaślepionego społeczeństwa. Nie była to jedynie uległość wobec chwilowej przemocy militarnej, ale równocześnie i przekonanie, wynikłe z uświadomienia sobie zgubnych skutków poprzedniego regimu i nieodzownej konieczności gruntownej sanacji stosunków. 

Ale tenże sam przewrót majowy, zakończony w pierwszej swej ostrej fazie znaną groźbą bata, rzuconą pod adresem poprzedniej gospodarki i korupcji partyjnej, był zarazem ostatecznem stłumieniem tego wybujałego indywidualizmu, który – raz jeden tylko w ciągu naszych dziejów nowożytnych chwilowo i niestety bezskutecznie zwyciężony, a raczej zaskoczony przez twórców konstytucji 3-go maja – zwalczał uparcie wszelką zdrową myśl państwowo-twórczą w Polsce i uniemożliwiał wszelkie racjonalne reformy. Przewrót majowy był jak gdyby reakcją idei silnej władzy państwowej przeciw swawoli indywidualnej, personifikowanej dawniej przez szlachcica - warchoła i bezmyślny egoizm warstwowy, dzisiaj przez partyjnego demagoga i niemniej bezmyślną walkę klasową. W rezultacie utrwalił więc jeszcze silniej panowanie etatyzmu, całkiem nawet niewspółmiernego z łagodną i paktującą z resztkami dawnego parlamentaryzmu dyktaturą, pod którą żyjemy. Bo dyktatura ta wcale nas nie przymusza do oglądania się we wszystkiem na dyrektywę i współdziałanie, przeciwnie, składa dowody, że chciałoby wybyć na wierzch ze społeczeństwa jakąś samodzielną energię twórczą i organizacyjną i do niej w znacznym stopniu dalsze swe rządy dostosować. Ale społeczeństwo. jak dotąd. nie wiele uje w tym kierunku tężyzny i inicjatywy. Nawet poważne jego ugrupowania, politycznie jeszcze nie wytarte i rozporządzające wielkimi walorami moralnymi i materjalnymi, stoją jeszcze dość niezdecydowane, obawiając się każdej śmielszej akcji, każdego bardziej zdecydowanego publicznego występu, wyczekując zbyt biernie dalszego biegu wypadków, a nade wszystko wykazując zbyt mało zdolności czy chęci organizacyjnych. Stąd też rząd obecny musi z konieczności brać na siebie w dalszym ciągu cały odziedziczony ciężar gospodarki statystycznej, a nawet ją rozszerzać, bo rozwój Państwa, a zwłaszcza jego rozwój gospodarczy, nie może stać na miejscu. Zgnieciono chorobliwy, warcholski indywidualizm, a ponieważ ten zdrowy, twórczy, tkwiący w lepszych elementach naszego społeczeństwa, nie miał dotąd odwagi i mocy się ujawnić, więc w naturalnej konsekwencji etatyzacja czyni tymczasem dalsze postępy. 

Rzućmy okiem objektywnie na prawdziwy stan gospodarstwa krajowego. Ministerjum Skarbu, Ministerjum Przemysłu i Handlu, Bank Polski, Bank Rolny i Bank Gospodarstwa Krajowego, pozatem zaś tu i ówdzie zamożniejsze samorządy – oto niemal jedyne obecnie czynniki inicjatywy gospodarczej i akcji twórczej.  Pozatem jeden wielki zastój inicjatywy, jeśli pominąć nader nieliczne wypadki zainteresowania się kapitału zagranicznego jakiemś przedsiębiorstwem krajowem, wyjątkowo dobrze sytuowanem. Mowy niema o skuteczności wystąpienia z jakąkolwiek twórczą inicjatywą prywatną, nie tyle dlatego, żeby brak było środków na jej realizację – bo na przedsięwzięcia w umiarkowanych rozmiarach znajdą się jednak w kraju fundusze – ile przedewszystkiem dlatego, że przedsiębiorcy, banki i ogół społeczeństwa odwykły od wszelkiej inicjatywy, straciły do niej chęć, wiarę i rzeczowe zrozumienie. Jesteśmy jak niemowlę, które bez państwa-piastunki boi się kroku postawić. Wymownym wyrazem tej psychiki jest treść wszelkich – zresztą  dzisiaj niezmiernie rzadkich – prywatnych  projektów gospodarczych, w których zakłada się z góry co najmniej pewien procentowy udział Rządu, jako rzecz, która się sama przez się rozumie.

Na głosy, które się przeciw tej psychice i temu stanowi rzeczy podnoszą, słychać odpowiedź. że inaczej być nie może skoro radykalne tendencje czynników miarodajnych w państwie, podcinając prawo własności i wprowadzając ustrój istotnie antykapitalistyczny uniemożliwiają wszelką twórczą działalność. Ale odpowiedź taka jest tylko wymówką. Jeżeli radykalizm szerzy się i panoszy, to głównie dlatego, że nikt mu się na serjo nie przeciwstawia. Duch społeczeństwa polskiego ma w gruncie rzeczy bez porównania mniej wrodzonego radykalizmu, niżby to można sądzić po pewnych zewnętrznych, dorywczych pozorach. Natomiast autorytet warstw państwowo-twórczych, reprezentujących największe walory intelektualne i materjalne, jest zawsze jeszcze tak wielki, że przy odpowiedniej ich konsolidacji i śmiałej, zdecydowanej inicjatywie mogłyby wywrzeć wpływ ogromny na reformę stosunków w duchu umiarkowanym. Ale nie widać jeszcze z ich strony dość zdecydowanej woli organizacyjnej, odwagi i inicjatywy – i dlatego żyjemy wciąż jeszcze pod wszechwładnem panowaniem etatyzmu i zabójczych skutków ideologii demagogicznej.

Zresztą, o ile chodzi o moment obecny, mylnem byłoby twierdzenie, że i rząd dzisiejszy dąży programowo do przedłużenia tego demagogicznego status quo. Rząd nasz bowiem, wstrzymując się ogółem od jakiejkolwiek bardziej stanowczej interwencji w kształtowaniu się opinii społeczeństwa i pozostawiając ten proces mniej więcej samoistnemu przefermentowaniu, składa jednak od dłuższego czasu niedwuznaczne dowody, że pragnie wytworzenia się w kraju silniejszego frontu czynników rozumu politycznego i umiarkowania i trzymając na wodzy, a nawet gdzieniegdzie energicznie hamując rozwój elementów zbyt radykalnych na lewicy i prawicy, ułatwia tem samem rozwój żywiołów umiarkowanych i państwowo-twórczych w ogóle. Ale rząd nie chce rzucić przedwcześnie wszystkiego na jedną szalę i to jest powodem jego polityki „wachlarzowej”, czyli tendencji do grupowania w jeden wspólny front, wszystkich odłamów politycznych, które uważa za państwowo-twórcze – od konserwatystów do daleko posuniętych lewicowców. Zatrzyma się w tej grze i oprze się niewątpliwie na tych, którzy w międzyczasie wykażą największą siłę, żywotność i talent organizacyjny. Nie ulega też wątpliwości, że przyszłe reformy ustrojowe pójdą, przynajmniej w ogólnym zarysie, po myśli tego kierunku, który w tej grze wachlarzowej zwycięży. 

To gamo mniejwięcej dotyczy kwestji inicjatywy prywatnej, czy też dalszej etatyzacji naszego życia publicznego. Rząd obecny nie popiera programowo etatyzmu, ale powitałby niewątpliwie bardzo chętnie silną inicjatywę prywatną. Tymczasem, skoro jej brak, rozwój stosunków idzie dalej w kierunku etatyzmu, przybierając częstokroć nawet zabarwienie niemal socjalistyczne. Ustałoby to z pewnością wobec silnego naporu zdrowego i dobrze zorganizowanego indywidualizmu gospodarczego. Wszak i tu rząd obecny dał niedwuznacznie do poznania, że nie zamierza spieszyć się z realizacją uchwalonych w poprzednim okresie ustaw, podcinających prawo własności. Ale pójdzie z czasem niewątpliwie w kierunku opinji tych warstw społeczeństwa, które wykaże największą żywotność i tężyznę. 

Coprawda, taka polityka czynników miarodajnych, usuwająca się odwszelkiej zdecydowanej dyrektywy i oddająca przyszłą strukturę państwa zanadto na los nieobliczalnych fluktuacyj, nie może być zbytnią zachętą dla pobudzenia do aktywności żywiołów umiarkowanych w kierunku politycznym, a inicjatywy indywidualnej w kierunku gospodarczym. Robi ona nawet wiele szkody, bo społeczeństwo nasze, politycznie i gospodarczo niedość wyszkolone, nie jest narazie w stanie zgrupować się i ruszyć karnie i twórczo w pożądanym kierunku, a tymczasem źle się w kraju dzieje, co zamierzenia sanacyjne ogromnie utrudnia i wypacza, a co przy pewnej wyraźniejszej dyrektywie rządu z pewnością dałoby się uniknąć i ułatwiłoby usiłowania wszystkich rozumnych żywiołów w społeczeństwie. Niemniej jednak jest faktem, że w tej chwili zarówno zwycięstwo ideologji umiarkowanej, jak i inicjatywy prywatnej w państwie zależy w pierwszym rzędzie od tężyzny i zmysłu organizacyjnego żywiołów zachowawczych. Rząd nie odnosi się do nich nieżyczliwie, a często nawet wprost z wyraźną chęcią wciągnięcia ich do pracy państwowej na większą skałę. Szerokie zaś warstwy społeczeństwa, zniechęcone jałową gospodarką demagogiczną, a politycznie po zamachu majowym wielce zdezorjentowane, pójdą chętnie za każdym, który im jakąś wyraźną drogę w sposób zdecydowany wskaże. Wielkie więc atuty leżą w ręku sfer, reprezentujących zasady umiarkowania, rozumu politycznego, własności prywatnej i swobody indywidualnej, atuty tak wielkie, jakich sfery te od niepamiętnych czasów w ręku nie miały. Chodzi więc tylko o to, czy je potrafią należycie wykorzystać. 

Ustrój i rozwój gospodarczy państwa idzie więc narazie w kierunku stopniowej socjalizacji, jaki mu pośpiesznie a sprytnie narzucili demagodzy, którzy w pierwszych rządach po wskrzeszeniu niepodległości dorwali się do steru. Jesto jedyny ze wszystkich a zdecydowany prąd, który nurtuje wytrwale a konsekwentnie pod zmienną powierzchnią wszelakich fluktuacyj politycznych, społecznych i gospodarczych od ośmiu lat w Polsce. Dużo się u nas politykuje na różne tony, i szerzą się rozmaite hasła i porywy, dziś głośne, i silne, jutro słabnące. Ale pod tą wiotką powłoką powierzchownych zmagań politycznych tworzy się zwolna gmach ustroju, w którym państwo i jego administracja będą wszystkiem, jednostka niczem i w którym z konieczności zwyciężyć będą musiały pojęcia, paraliżujące wrodzoną zdolność i prężność społeczeństwa polskiego i obracające w niwecz cały nasz narodowy dorobek tradycji, ideałów i kultury. 

W ten gmach uderzyć trzeba z całą energią i świadomością położenia i zburzyć go zanim się wzmocni. Żywioły państwowo - twórcze, a w pierwszym rzędzie zachowawcze, muszą się skonsolidować i zorganizować od podstaw i pójść śmiało a bezwzględnie pod sztandarem walki z etatyzmem, obrony własności prywatnej i wzmożenia inicjatywy obywatelskiej. Stanąć musi pod tym sztandarem wszystko, co przedstawia poważny stan posiadania i produktywny warsztat pracy, a więc rolnictwo, przemysł, handel, rzemiosło, własność nieruchoma i banki. Powstać musi silny, jednolity front gospodarczy. wyzwolić się z pod, opieki prądów i ugrupowań demagogicznych, które bezkarnie dotąd dokonywały na nim dotkliwych eksperymentów i wiwisekcji i zaważyć potężnie, z całą świadomością swych walorów i celów, na szali losów własnych i państwa. Życie gospodarcze, które jest główną, realną podstawą bytu państwa oraz jego polityki wewnętrznej i zewnętrznej, musi bezpośrednio na niej rękę położyć, nie wyręczając się w tem bezkrytycznie różnymi niepowołanymi pośrednikami, jak to się działo dotąd z wielką szkodą dla niego samego i dla całego państwa.

A w tym skonsolidowanym w ten sposób froncie gospodarczym odrodzić się musi inicjatywa prywatna i wyrwać z rąk etatyzmu ster wytwórczości narodowej. Musi żądać od czynników miarodajnych w państwie swobody działania, pełnego uznania, poparcia i odpowiedniego swym walorom stanowiska, któregoby zmniejszać ani niszczyć nie mogły zachłanne ambicie partyjne ani bezmyślna ideologia wywrotowa. Nietrudno to będzie osiągnąć, bo nurty naszego swojskiego radykalizmu są wprawdzie hałaśliwe ale płytkie, a etatyzm nasz zbyt młody jest i chwiejny i zbyt przeciwny polskiej naturze, aby energicznemu, zrzeszonemu naporowi sfer gospodarczych mogły na serjo stawić czoło. Ale warunkiem jest, aby zrzeszony front powstał i inicjatywa silnie się ujawniła. 

Objąć ona musi wszystkie działy pracy gospodarczej, wyzwolić się samorzutnie z pod przesadnej kurateli oficjalnej i zaznaczyć się śmiało przede wszystkiem w zaprojektowaniu i stopniowem realizowaniu nowych twórczych zamierzeń, odpowiadających ważnym postulatom ekonomicznym niepodległego państwa w obecnych jego granicach oraz konieczności należytego wyzyskania jego bogactw naturalnych. Zapewne, nie można się porywać zaraz z początku na wielkie rzeczy. Brak na to na razie odpowiedniego kapitału. Ale musi się najpierw pojawić wola. Bez zdecydowanej woli do reorganizacji naszego życia gospodarczego w kierunku twórczym, nie tylko jak dotąd zachowawczym, nie pomoże nawet obecność kapitału, któryby w tym wypadku niechybnie się zmarnował. Gdy natomiast w naszych prywatnych instytucjach finansowych i gospodarczych, a za niemi i w szerokiej opinji publicznej, znajdzie się szczera wola do rewizji dotychczasowej ideologii zachowawczego kwietyzmu i ujawni się przedsiębiorczość i inicjatywa choćby tylko w zaczątku, to zareagują na nią giełdy i ściągną ze wszech stron kapitały. A moment obecny, moment walki o polityczne przeobrażenie społeczeństwa polskiego i reformę ustroju państwa, moment ustabilizowania waluty i znacznego wzrostu zaufania zagranicy, jest szczególnie korzystnym dla podjęcia tej podwójnej akcji: stworzenia wewnętrznego gospodarczego frontu i odrodzenia inicjatywy prywatnej. 

Na czele tej akcji stanąć powinna przede wszystkiem Prawica Narodowa, jako stronnictwo i zarazem szkoła polityczna o ideologji na wskroś realnej, dostosowywanej zawsze do trzeźwej, objektywnej oceny rzeczywistości. Chwycić winna w rękę tę inicjatywę, która się jej niejako sama narzuca, także i dlatego, że dawne jej podstawowe założenia, które jej dały początek, moc i pełen zasług rozwój pod obcym zaborem, straciły obecnie rację bytu, a natomiast na tej właśnie drodze zyskać może w niepodległej ojczyźnie nową, potężną podstawę do wszechstronnej, bardzo owocnej działalności. Wszak walka o prywatny stan posiadania, o swobodę pracy i inicjatywy obywatelskiej, o byt i rozwój warsztatów przemysłowych i rolnych i o konsolidację wszystkich twórczych żywiołów społeczeństwa w jeden wielki narodowy front gospodarczy – to zarazem walka o byt i pomyślność państwa, o nasze ideały narodowe i moralne, o całą naszą cywilizację i kulturę, zagrożone dziś więcej .niż kiedykolwiek zalewem doktryn socjalizujących i proletaryzujących, których postęp, wzmagający się z dniem każdym, niesie zagładę nie tylko życiu gospodarczemu, ale i polskości w ogóle. To zarazem wałka o zdrową realną myśl polityczną w społeczeństwie, wytoczona jałowemu, bezmyślnemu politykowaniu, oszukańczym hasłom radykalnym oraz niesumiennemu żerowaniu na ciemnych instynktach mas. To z innej strony również dostosowanie się do pulsu nowoczesnego postępu w świecie cywilizowanym, gdzie moment ekonomiczny odgrywa dzisiaj kapitalną rolę, górując istotnie nad wszelkimi innymi impulsami międzynarodowej polityki. A pierwszem, najbliższem zadaniem w tej walce jest odrodzenie prywatnej inicjatywy gospodarczej i zniszczenie wybujałości etatyzmu, idącego zawsze w przedniej straży doktryn socjalistycznych i urabiającego im wygodne podłoże. 

Podniesienie tego sztandaru, tej idei przewodniej, ze wszystkiemi jej konsekwencjami, stworzy zarazem Stronnictwu Prawicy Narodowej i wszystkim tym, którzy staną z nią we wspólnym froncie, bardzo mocną i pewną platformę do traktowania wszelkich innych zagadnień z zakresu polityki wewnętrznej i zewnętrznej oraz ułatwi racjonalne, programowe ustosunkowywanie się do wypadków dnia, eliminując z góry chwiejny a zawsze niebezpieczny oportunizm, który każdą pracę polityczną, pozbawioną własnych podstaw, silnego rdzenia pacierzowego i konkretnego celu, musi prędzej czy później zepchnąć na mieliznę. 

Dla uniknięcia ewentualnych nieporozumień wyjaśnić zaraz należy, że pod wyrażeniem „front gospodarczy” nie rozumiemy bynajmniej zrzeszenia najzamożniejszych tylko sfer gospodarczych celem obrony przede wszystkiem ich własnych interesów i opanowania wzorem trustów lub karteli życia ekonomicznego i finansów krajowych. Takie postawienie sprawy sprzeciwiłoby się wprost poglądom wyżej włożonym. Chodzi nam o front „racjonalnego gospodarstwa” w państwie, któryby przeciwstawił się kategorycznie dotychczasowemu politycznemu żerowaniu na materialnych i moralnych walorach państwa, jak 

również i na kieszeniach wszystkich sfer prywatnych, wprowadzając na jego miejsce rozumne, trzeźwe zasady myślenia i działania. Racjonalne pojęcia i zasady  ekonomiczne dostarczą nam najlepszej podstawy do zreformowania naszego życia publicznego, a w konsekwencji naszego państwa, w duchu realnych korzyści wszystkich warstw społeczeństwa i wszystkich narodowości, kraj nasz zamieszkujących i ustalą zarazem formę i wytyczne dla realnej polityki w każdym kierunku. A w tak pojętym froncie gospodarczym jest miejsce nie tylko dla sfer materjalnie zamożniejszych, ale właśnie i dla szerszych warstw ludowych, reprezentujących pewne walory, gospodarcze, a w szczególności dla włościan, rzemieślników i robotników, gdyż front „racjonalnej gospodarki” ma dać im, w miarę rozwoju sił gospodarczych kraju, polepszenie bytu materjalnego i warunków pracy, czego nie dały im i nie dadzą nigdy hałaśliwe a zawodne obietnice doktryn demagogicznych. Ustalenie platformy gospodarczej, to wprowadzenie do całego życia narodowego trzeźwej zasady ekonomicznej kalkulacji i przywrócenie do waloru we wszelkich zamierzeniach i pociągnięciach politycznych oczywistego aksjomatu, że dwa a dwa to cztery – ani mniej, ani więcej. 

Ustalenie tej zasady wytycznej i zastosowanie jej z całą konsekwencją we wszystkich kierunkach działania, będzie dla Prawicy Narodowej równoznaczne z gruntowną rewizją jej programu, do której niezwłocznie powinna przystąpić, jeżeli chce w dalszym ciągu pełnić swą doniosłą, historyczną rolę w społeczeństwie. Oczywiście, samo Stronnictwo nasze, jako takie, nawet przy największym możliwym rozwoju, nie będzie w stanie zapełnić tego frontu gospodarczego, o którym mowa. Może mu dać impuls i programowe podstawy, kształtując je i rozwijając w teorji i praktyce. Ale sam front gospodarczy wypełnić mogą tylko rzesze i instytucje, reprezentujące bezpośrednio poszczególne działy życia gospodarczego. Uświadamianie i organizowanie ich w tym kierunku. oswobadzanie ich z dotychczasowej zależności od ugrupowań i doktryn politycznych czy socjalnych, najżywotniejszym ich interesom, a zarazem i realnie pojętym interesom państwa w gruncie rzeczy przeciwnych, a natomiast kierowanie ich do bezpośredniego zainteresowania się sprawami ogólnopaństwowemi i zaważenia na nich całym swym autorytetem i walorem – oto zadanie i system działania, prowadzący do wskazanego wyżej celu. 

Zadanie to niezmiennie wdzięczne dla naszego Stronnictwa i dla wszystkich tych, którzy zechcą pójść za jego apelem, gdyż program racjonalnej platformy gospodarczej przemawia z jednej strony do najrealniejszych, najbliższych każdemu interesów materjalnych, z drugiej zaś daje możność do rozwinięcia najwznioślejszych sztandarów obrony państwa, polskości i wszelkich naszych walorów moralnych i kulturalnych przed zalewem doktryn i żywiołów wywrotowych. A jest to sprawa obecnie jedna z najważniejszych i racjonalne jej rozstrzygnięcie zadecyduje w bardzo znacznym stopniu o przyszłym rozwoju, ustroju i losach państwa. 

 

 

Reddit icon
Technorati icon
Yahoo! icon
e-mail icon
Twitter icon
Facebook icon
StumbleUpon icon
Del.icio.us icon
Digg icon
LinkedIn icon
MySpace icon
Newsvine icon
Pinterest icon

Ankieta

niedziela, 2018-08-12

Mariusz Łuszczewski ekspertem ds. rynku indyjskiego

Mariusz Łuszczewski decyzją zarządu Centrum jest nowym ekspertem ds. rynku indyjskiego. Oficjalne wręczenie tytułu eksperta miało miejsce 8 sierpnia 2018 roku.

niedziela, 2018-08-12

Spotkanie z Ambasadorem Indii J.E. Tsewangiem Namgyalem

9 sierpnia 2018 r. miało miejsce spotkanie z Ambasadorem Indii J.E. Tsewangiem Namgyalem (drugi od prawej) oraz Pierwszym Sekretarzem V.S.D.L. Surendra (czwarty od prawej) z ekspertem Centrum ds. rynku indyjskiego Mariuszem Łuszczewskim (trzeci od prawej).

niedziela, 2018-08-12

Mariusz Łuszczewski ekspertem ds. rynku indyjskiego

Mariusz Łuszczewski decyzją zarządu Centrum jest nowym ekspertem ds. rynku indyjskiego. Oficjalne wręczenie tytułu eksperta miało miejsce 8 sierpnia 2018 roku.

niedziela, 2018-08-12

Spotkanie z Ambasadorem Indii J.E. Tsewangiem Namgyalem

9 sierpnia 2018 r. miało miejsce spotkanie z Ambasadorem Indii J.E. Tsewangiem Namgyalem (drugi od prawej) oraz Pierwszym Sekretarzem V.S.D.L. Surendra (czwarty od prawej) z ekspertem Centrum ds. rynku indyjskiego Mariuszem Łuszczewskim (trzeci od prawej).

niedziela, 2018-08-12

Mariusz Łuszczewski ekspertem ds. rynku indyjskiego

Mariusz Łuszczewski decyzją zarządu Centrum jest nowym ekspertem ds. rynku indyjskiego. Oficjalne wręczenie tytułu eksperta miało miejsce 8 sierpnia 2018 roku.

niedziela, 2018-08-12

Spotkanie z Ambasadorem Indii J.E. Tsewangiem Namgyalem

9 sierpnia 2018 r. miało miejsce spotkanie z Ambasadorem Indii J.E. Tsewangiem Namgyalem (drugi od prawej) oraz Pierwszym Sekretarzem V.S.D.L. Surendra (czwarty od prawej) z ekspertem Centrum ds. rynku indyjskiego Mariuszem Łuszczewskim (trzeci od prawej).