Centrum im. Adama SmithaPierwszy Niezależny Instytut w Polsce od 16 września 1989 roku

Polska konjunktura gospodarcza w świetle teorji przesileń i przewidywań.

Adam Krzyżanowski

Polska konjunktura gospodarcza w świetle teorji przesileń i przewidywań.

 

PRZEDMOWA

W roku 1928 polskie towarzystwa ekonomiczne z inicjatywy Towarzystwa ekonomistów i statystyków w Warszawie wyłoniły z siebie Komitet, któremu zleciły zorganizowanie pierwszego zjazdu polskich ekonomistów i statystyków. Zjazd odbył się w Poznaniu w ostatnich dniach maja 1929 roku 1 N a skutek zaproszenia, wystosowanego o mnie przez Komitet organizacyjny, przemawiałem w toku obrad zjazdu na temat konjunktur gospodarczych. Zgodnie z charakterem zjazdu i z intencjami jego organizatorów mówiłem przedewszystkiem o teorji konjunktur. Obecnie ogłaszam uwagi podówczas wypowiedziane z pewnemi uzupełnieniami, a mianowicie zastanawiam się nad pytaniem, pominiętem przezemnie w Poznaniu, czy i o ile moja teorja konjunktury oraz zeszłoroczne przewidywania moje, jak niemniej innych publicystów i polityków okazały się zgodne : przebiegiem ostatnich wypadków w Polsce. Nadto rozpatruję główne współczynniki teraźniejszego i przyszłego rozwoju polskiej konjunktury gospodarczej.

Rozprawka, którą obecnie drukuję, stanowi znaczne rozszerzenie artykułu, zawartego we wrześniowym zeszycie „ Przeglądu Współczesnego". Rozdział IV dopisałem w całości.

Kraków, 20 września 1929 r.

1. "Pamiętnik I Zjazdu Ekonomistów Polskich", Poznań 1930, str. 400 zawiera tekst referatów i przebieg dyskusji o teorji konjunktury (P. S).

 

 

 

 

ROZDZIAŁ I

Kapitalizacja jako czynnik rozstrzygający

o przebiegu konjunktur

Słowo " konjunktura " zawdzięcza swe pochodzenie bogatej i szczodrej łacińskiej skarbnicy językowej. Stanowi aluzję do łączności procesów ekonomicznych. Przypomina, że życie gospodarcze jest współżyciem osób gospodarujących, a nie ich odosabnianiem się. Terminologja życia codziennego jest w tym wypadku zgodna z etymologją. Ciągle obija się o nasze uszy pogląd, że źródłem zysków i strat przedsiębiorców bywają nietylko ich uzdolnienia. Vox populi niejednokrotnie szuka przyczyny zwycięstwa i klęsk w łączności, zachodzącej między przedsiębiorstwami. Widzi powód bankructw w zlej, a sukcesów w dobrej konjunkturze.

Ekonomiści, badając zazębianie się losów gospodarstw indywidualnych, wychodzili z różnych złożeń. Ponieważ chodzi o ekonomiczne badanie zagadnienia konjunktury, przeto temu zadaniu chyba najlepiej zadośćuczynię, jeżeli będę rozważał ten problem jako proces rentowności, boć przecie dążenie do osiągnięcia zysku stanowi istotę zjawisk gospodarczych, a zatem także właściwy przedmiot badań ekonomicznych.

Że chodzi o proces rentowności, a nie o co innego, tego przekonywującym dowodem zjawisko konjunktury szczególnej i jego związek z konjunkturą ogólną. Oddawna nauka ekonomji bada konjunktury. pojmowane jako falowania intensywności cale go życia gospodarczego w granicach państwa lub jako falowania międzynarodowe. Już w opowieściach biblijnych znajdujemy wiadomość o latach tłustych i chudych. Po czasokresach ogólnej pomyślności gospodarczej następują lata powszechnej depresji. Chodzi o określenie istoty powodzenia i upadku ekonomicznego, a powtóre o wyjaśnienie, dlaczego falowania intensywności życia gospodarczego mają charakter ogólny, a nie indywidualny. Zdaje mi się, że nauka ekonomji zbyt mało zwróciła uwagi na konjunktury poszczególne i na ich związek z ogólnemi.

Fakt istnienia konjunktur poszczególnych jest bez- sporny. Istota ich jest stosunkowo łatwo zrozumiała. Koniunkturą ściśle indywidualną będą losy poszczególnego gospodarstwa. Starość przedsiębiorcy, niedołęstwo lub rozrzutność dziedzica niejednokrotnie podkopują byt dawniej kwitnącego przedsiębiorstwa. Zdarza się, że przestaje istnieć. Przebieg wypadków jest w oczywistym związku z dochodowością przedsiębiorstwa. Przedsiębiorstwo rozrasta się, póki odrzuca zyski znaczne, umożliwiające zaoszczędzenie ich części, a zatem powiększanie majątku przedsiębiorcy. Z chwilą gdy dochody przedsiębiorstwa nie pokrywają wydatków, wówczas straty uszczuplają majątek, co doprowadza do upadku przedsiębiorstwa i ruiny gospodarza.

W tem samem znaczeniu mówimy o konjunkturze w stosunku wzajemnym zawodów lub stanów między sobą, a także o konjunkturze w obrębie danego obszaru w stosunku do konjunktur w granicach innych terytorjów. Niech mi wolno będzie przytoczyć kilka notorycznych przykładów.

Sto kilkadziesiąt lat temu powstaje wielki przemysł fabryczny. Jego rozwój jest równoznaczny z ujemną konjunkturą dla rzemiosła, trwającą po dziś dzień. Rodzicem licznych fi znacznych, przeważnie ujemnych, atoli także i dodatnich konjunktur stała się wielka wojna, rozpoczęta w r. 1914. Wojna i jej następstwa doprowadziły do zwiększenia się wahań konjunkturalnych (ut infra). Wojna była okresem lat tłustych dla przemysłu wojennego, np. dla przemysłu metalurgicznego. Przejście do gospodarki pokojowej zaznaczyło się silną depresją w przemyśle metalurgicznym. Wszystkie państwa finansowały wojnę poczęści inflacyjnie, jedne w mniejszej mierze, inne w stopniu większym. Inflacja stała się klęską dla posiadaczy gotówki i wierzycieli, a wzbogaciła dłużników. Po inflacji musiała nastąpić deflacja, przybierająca zazwyczaj formę stabilizacji, połączona z kryzysem deflacyjnym, który był poniekąd odwróceniem kryzysu inflacyjnego. Inflacja sprzyjała pośrednictwu handlowemu i bankowemu. Deflacyjne przesilenia są okresem ciężkim dla przedsiębiorstw handlowych i bankowych, zwłaszcza dla mniejszych, które prosperowały w czasach inflacji.

Wojna zmniejszyła kapitały społeczeństw, utrudniając tem samem uskutecznianie nakładów długoterminowych. Powszechnie znany jest powojenny kryzys budowlany w państwach europejskich, obciążonych w znacznym stopniu wojennemi stratami gospodarczemi. Powszechne znane jest także zagadnienie t. zw. nożyc. Przeżywamy właśnie w tej chwili międzynarodowy kryzys agrarny. Rolnicy niemal wszystkich państw stwierdzają istnienie hiperprodukcji l pszenicy, cukru, żyta, ziemniaków i innych produktów roślinnych. Przesilenie dotknęło przedewszystkiem gospodarstwo roślinne, w mniejszym stopniu hodowlane i leśne. Mowa jest także często o hiperprodukcji węgla.. Konjunktura. wewnętrzna jest lepsza od międzynarodowej. Depresja objawiła się silniej na targu międzynarodowym. Produkcja i handel nastawione przeważnie na eksport są zarazem bardziej na sztych wystawione.

Powojenny przebieg wypadków był korzystniejszy dla płac kobiet i dla płac za pracę niekwalifikowaną niż dla plac mężczyzn i dla płac robotników kwalifikowanych, pod naciskiem nietylko politycznych zwycięstw demokracji, ale także rozwoju technicznego, zacierającego niejednokrotnie różnicę między pracą kwalifikowaną a niewykwalifikowaną, zmniejszającego liczebność personału kwalifikowanego. 

Postępy techniki ułatwiły niepomiernie wyrównanie strat wojennych. Konjunktura pomyślna zaznaczyła się przedewszystkiem w tych gałęziach przemysłu, w których postępy techniki umożliwiły znaczne obniżenie kosztów produkcji lub w gałęziach nowowykwitłych, posiadających szczególnie korzystne warunki zbytu. Dość przypomnieć przemysł elektryczny, chemiczny, jedwab sztuczny, automobile, radjo, kina. Coprawda zazwyczaj te pomyślne konjunktury były równocześnie powodem depresji w działach współzawodniczących. Niejednokrotnie odzywają się glosy, wskazujące niekorzystne warunki rozwoju kolejnictwa, a zwłaszcza miejskich kolei elektrycznych, wobec postępów automobilizmu, telegrafów i telefonów, wobec radja. Przesilenie dawniejszej produkcji tekstylnej, ogarniające obecnie wiele krajów, jest niewątpliwie poczęści wynikiem wynalezienia i rozwoju fabrykacji sztucznego jedwabiu. Rozwój sportu rozpowszechnienie się dzienników wpłynęły ujemnie na księgarstwo. Sport ścieśnia z byt fortepianów i bilardów. Kino uszczupla możliwości rozrostu teatru. 

Istnieje zagadnienie konjunktur terytorjalnych. Ostatnio przejawiło się wyraziście w przesunięciu się sił gospodarczych na korzyść krajów zamorskich, zwłaszcza na rzecz Stanów Zjednoczonych w stosunku do Europy. Angija od kilku lat przeżywa wybitną depresję, przejawiającą się wysokiem bezrobociem z powodu swej silnej zależności od handlu międzynarodowego, którego konjunktura jest obecnie gorsza od konjunktur wewnętrznych w granicach poszczególnych państw. Sytuację Angiji utrudnia także poprzedni silny rozwój jej przemysłu tekstylnego. Fabrykacja sztucznego jedwabiu rozwija się w wysokiej mierze w innych państwach. Także i w Polsce przemysł tekstylny znaj- duje się w tej chwili naogół w położeniu mało korzystnem. Moment terytorjalny występuje na jaw w tej okoliczności, że przesilenie w Łodzi jest stanowczo większe niż w innych polskich ośrodkach tekstylnych. Łódź żywi wysoką cyfrę bezrobotnych, Górny Śląsk małą. Łódź odczuła najsilniej obecne osłabienie rozwoju gospodarczego w Polsce, natomiast nie znać recesji na Górnym Śląsku, przyczem mam na myśli w obu wypadkach okręgi terytorjalne, a pomijam odchylenia, zachodzące między działami produkcji.

Wszystkie te poszczególne konjunktury są całkiem wyraźnie falowaniami zyskowności. Zwycięska konkurencja wielkiego przemysłu z rzemiosłem nie może oznaczać niczego innego, jeno silniejszą dochodowość wielkiego przemysłu. Depresja gospodarcza Europy w porównaniu ze Stanami Zjednoczonemi jest równoznaczna z nadzwyczaj korzystną rentownością gospodarstwa społecznego Stanów Zjednoczonych, przejawiającą się niedwuznacznie w wysokich dywidendach, w silnem dotowaniu funduszów rezerwowych, w zawrotnych kursach akcyj w Stanach Zjednoczonych.

Powiedziałem, że istnienie oraz istota konjunktur poszczególnych rzucają się w oczy. Inaczej, gdy chodzi o konjunkturę ogólną. Zachodzi przedewszystkiem pytanie, czy istnieje, ewentualnie w jakiem znaczeniu, boć przecie stale i powszechnie konjunktury poszczególne dodatnie i ujemne istnieją obok siebie, a nawet niejednokrotnie dodatnie są, jak wspominałem, uwarunkowane ujemnemi. 

Zgodnie z communis opinio doctorum przyjmuję istnienie konjunktur ogólnych. Z naciskiem jednak zaznaczam że konjunktura ogólna jest pochodną w stosunku do poszczególnych. Jest poprostu ich wypadkową. Oznacza, że w pewnych czasokresach konjunktury ujemne, a w innych dodatnie są zjawiskiem wyjątkowem. Dobra konjunktura ogólna oznacza, że w porównaniu z okresem poprzednim ilość i rozmiary szczegółowych konjunktur ujemnych kurczą się. Ich rozrost doprowadza zczasem do załamania się dobrej konjunktury na rzecz przesilenia, którego napięcie oczywiście może być bardzo różne. Innemi słowy, dobra konjunktura ogólna jest dobrą jedynie per saldo, nie wyklucza zatem poszczególnych zjawisk ujemnych. Oczywiście także lata ujemnej konjunktury bywają równocześnie pomyślnemi dla pewnych jednostek i grup.

Wszystkie konjunktury poszczególne stają się ogólnemi w miarę intensywności ich rozwoju. Gdy rozrastają się, muszą oddziaływać coraz silniej na inne odcinki frontu gospodarczego. Obecnie w New- Yorku doszło do niezwykle wielkiej zwyżki kursu akcyj przemysłowych, posiadającej charakter wybitnie spekulacyjny, czego dowodem wysokość dywidend, sama w sobie wysoka, jednak nieproporcjonalnie niska w stosunku do kursu akcyj. Niektórzy uczeni (prof. Cassel) dowodzą, że spekulacja giełdowa, nawet nadmierna, nie może podbić stopy procentowej z ujmą dla produkcji. Podzielam poglądy przeciwników tego zapatrywania. Sądzę, że także i ta konjunktura poszczególna może wycisnąć swe piętno na konjunkturze ogólnej 1.

Uważam konjunktury ogólne za pochodne w stosunku do poszczególnych i dlatego, mojem zdaniem, istota konjunktury ogólnej nie może być odmienna od istoty konjunktur poszczególnych. Innemi słowy uważam zagadnienie konjunktury ogólnej za zagadnienie zbiorowego falowania rentowności całego gospodarstwa społecznego.

1 Późną jesienią 1929 roku doszło do gwałtownego spadku kursów na giełdzie w New-Yorku, a w r. 1930 do wielkiej zniżki dywidend, produkcji i konsumcji (P. S.).

 

Wynika stąd, że konjunktura pomyślna nie jest niezbędnie uwarunkowana wzrostem cen, a ujemna ich zniżką. Cena za kilowat prądu elektrycznego spada. Auta tanieją, a jednak przemysły elektrotechniczny i automobilowy znaj- dują się w stanie pomyślnego rozwoju, bo w danej chwili obniżka kosztów produkcji jest większa niż cen. Chodzi o stosunek tych dwóch wielkości, decydujący o rentowności. Obecnie szereg przemysłów przeżywa szczególnie pomyślne konjunktury. Są to gałęzie produkcji, w obrębie których postęp techniki wyraża się największem potanieniem kosztów produkcji. W tych wypadkach wybitnie taniej pomnażalności dóbr przedsiębiorstwa mogą odrzucać duże zyski choć podnoszą płace robotników i obniżają ceny towarów. Do tej kategorji zjawisk należy prócz produkcji elektrycznej i automobilowej przemysł chemiczny, kinematograficzny radjowy, wyrobu sztucznego jedwabiu. Coprawda w innych wypadkach zwyżka cen jest sposobem powiększenia dochodowości przedsiębiorstw. Pomyślna konjunktura ogólna odznacza się tendencją do powszechnej zwyżki cen, atoli tylko w odniesieniu do dóbr drogo pomnażalnych istnieje niezbędne uwarunkowanie pomyślnej konjunktury podrożeniem towaru.

Pogląd, wedle którego zmiany konjunktury są falowaniami rentowności gospodarstwa społecznego, znajduje po- twierdzenie w zapatrywaniu, że wahania kursu akcyj są zwiastunami zmian konjunktury. Na tej podstawie polega konstrukcja barometru trzech rynków ogłaszanego przez Harvard Economic Service. Giełdziarze przewidują wzrost rentowności przedsiębiorstw, który doprowadzi do wypłaty większych dywidend. Kupują akcje ich kurs a wzrastają, poczem następuje wzmożenie produkcji, a na końcu zwyżka stopy procentowej, obniżająca kurs akcji, zwiastująca załamanie się konjunktury.

Falowania rentowności życia gospodarczego wyciskają swe piętno na jego intensywności. Zniżka zysków wywołuje skurcz, a ich zwyżka rozrost życia gospodarczego. Związek wydarzeń w pierwszym z tych dwóch wypadków jest odwróceniem związku, zachodzącego w razie wejścia w grę drugiej ewentualności o której będzie mowa. 

Zmianom w wielkości zysków odpowiadają przedewszystkiem zmiany w ilości towarów sprzedawanych i kupowanych. Gdy wzrastają zyski w obrębie gospodarstwa społecznego, równocześnie mamy do czynienia ze wzrostem obrotów. Konjunktura ogólna pomyślna nie może polegać na dłuższą metę na sprzedaży coraz mniej sztuk, równoważonej, i to z nawiązką, powiększaniem się zysku na sztuce. Proces bogacenia się polega na przyśpieszaniu obrotów w danym czasokresie, a zatem na ich mnożeniu dzięki postępom techniki i organizacji, przyczem przedsiębiorca we własnym dobrze zrozumianym interesie obniża zarobek na sztuce. Nieurodzaj może być dla rolnika korzystnym w razie silnej zwyżki cen jego produktów, ale ten przebieg wypadków jest wybitnie wyjątkowy. Nawet dla rolnikakorzyść z tego źródła pochodząca może być tylko chwilowa, bo podkopuje zdolność nabywczą ludności miejskiej. W razie istotnie pomyślnej i trwalej konjunktury wzrastają obroty wewnętrzne i zewnętrzne. Saldo bilansu handlowego jest zjawiskiem drugorzędnem w porównaniu z jego wielkością. Nietyle zależy na tern, czy bilans handlowy jest bierny, czy czynny, natomiast rozstrzygające znaczen~e przypisuję okoliczności, czy suma eksportu i importu rośnie, czy spada.

Oczywiście wzrost obrotów handlowych jest nie do po- myślenia bez powiększenia się produkcji i konsumcji. Wzmożenie produkcji wyraża się niejednokrotnie wzrostem kosztów produkcji pod wpływem wzmożonego popytu za pracą i kapitałem, wynikającego z powiększania produkcji. Rosną płace, dzięki czemu zwiększone ilości wyprodukowanych towarów znajdują zbyt, co jest równoznaczne ze wzrostem konsumcji.

Skutek przeciwny wywołuje mniej lub więcej powszechny wzrost cen, który niejednokrotnie towarzyszy dobrej konjunkturze. Często mówi i pisze się, że drożyzna jest nierozerwalnie związana z pomyślną konjunkturą. Nie podzielam tego zapatrywania. Uważam nie ruch cen jako taki, ale zmiany w ustosunkowaniu się cen do kosztów, a zatem rentowność za zjawisko rozstrzygające. Konjunktura jest pomyślna, póki ceny rosną szybciej niż koszty, lub póki spadają w mniejszym stopniu niż obniżają się koszty produkcji. Możnaby na to odpowiedzieć, że przecie istnieje dążność wyrównywania się cen i kosztów. Tern można uzasadnić konieczność załamania się z czasem dobrej konjunktury. Niepodobna jednak przeczyć możliwości istnienia dobrej ogólnej konjunktury przy równoczesnym spadku ogólnego poziomu cen.

W latach 1926 i 1927 konjunktura ogólna w Stanach Zjednoczonych była bezspornie pomyślna mimo pewnej depresji rolniczej. Równocześnie konjunktura w Niemczech'

i w Polsce była także pomyślna. Poziom ogólny cen w Niemczech i w Polsce był w tym czasie mniej więcej stały, a w Stanach wyraźnie zniżkowy, zwłaszcza w odniesieniu do cen towarów rolniczych. We wszystkich trzech krajach doszło do rozszerzenia obiegu pieniężno-kredytowego, do zniżki procentu, do zwyżki płac robotniczych. Wzrosły zyski przedsiębiorców. Poszły w górę akcje oraz place budowlane i domy w mieście. W Stanach Zjednoczonych posiadłości rolne taniały, w Niemczech, a zwłaszcza w Polsce, podrożały. Bez

wzrostu obiegu pieniężno-kredytowego ogólna dobra konjunktura jest nie do pomyślenia. Ten wzrost jest potrzebny celem finansowania zwiększonych obrotów, wzmożonej produkcji i konsumcji, zwyżki płac i wartości dóbr kapitałowych (ziemi, budynków, akcyj. Wzmożony obieg pieniężno- kredytowy przeciwdziałał dążnościom do zniżki cen, znajdującym oparcie w potanieniu kosztów produkcji dzięki postępom techniki, ale nie doprowadził do zwyżki cen. Wyraził się silniej na targu pieniężno-kredytowym i kapitałowym niż na towarowym. Zwyżka kursu akcyj okazała sięistotniejszem znamieniem konjunktury niż zwyżka cen towarów.

Wielu uważa, i nie bez powodu, zwyżkę kursu akcyz za zwiastuna poprawy konjunktury. Z chwilą gdy wzrost ,popytu za kapitałem, wynikający ze wzmożonej intensywności życia gospodarczego, doprowadza do zwyżki procentu, kursa akcyj muszą spaść, a ich spadek wróży załamanie się konjunktury.

Przystępuję do bliższego objaśnienia falowań stopy procentowej, stanowiących spiritus movens przebiegu wypadków. Pouczającem jest pojmowanie układu zjawisk gospodarczych jako ciągłych zakłóceń równowagi, istniejącej w danej chwili, wywołujących reakcję, skierowaną ku zrównoważeniu sil gospodarczych na innym poziomie. Wspominałem o ciągłem parciu ku wyrównaniu się cen i kosztów. Istnieje bezsprzecznie także dążność wyrównywania się procentu pochodnego, przypadającego wierzycielowi, i pierwotnego, uzyskiwanego przez przedsiębiorcę. Rzuca wiele światła na istotę falowań konjunktury ich rozpatrywanie jako wyrazu dążności wyrównywania się procentu pochodnego i pierwotnego.

Zanim do tego przejdę, gwoli uniknięcia nieporozumień zaznaczam, że przez procent pochodny rozumiem tę jego wysokość, która ustala się na wolnym targu pieniężnym jako samorzutny wynik popytu i podaży kapitałów pieniężnych. Za regułę uważam pobieranie przez bank emisyjny procentu, odpowiadającego wysokości procentu targowego. Jeżeli bank emisyjny pobiera procent wysoki w po- równaniu z targowym, ludzie przestaną zapożyczać się w banku. Jeżeli trwale liczy procent znacznie niższy od targowego, wówczas traci wpływ na przebieg konjunktury.

Depresja polega na równoczesnym spadku rentowności w wielu gałęziach działalności gospodarczej. Obniżają się zyski przedsiębiorców. Innemi słowy procent pierwotny spada. Przedsiębiorcom opłaca się wycofywać kapitał czynny w ich przedsiębiorstwach celem ulokowania go w bankach na procent pochodny. Podaż kapitału, który niełatwo wypożyczyć przedsiębiorcom, słania banki do wypożyczania go na procent niższy od dotychczasowego, co oczywiście pociąga za sobą obniżenie procentu, który banki płacą swoim klientom od ich depozytów. Zniżka procentu pochodnego, i wywołana depresją, jest obniżeniem się procentu pochodnego pod naciskiem zniżki pierwotnego. Jest więc dążeniem : do wyrównania wysokości jednego i drugiego, miarodajnem i w dalszym przebiegu konjunktury.

Niski procent, który banki liczą przedsiębiorcom, sta- nowi zachętę do zwiększenia produkcji, boć przecie jest równoznaczny z obniżeniem kosztów produkcji, czyli ze wzro- stem dochodowości przedsiębiorstw. Jest równoznaczny z obniżeniem kosztów produkcji, ponieważ procent od kapitału stanowi poważną część kosztów, produkcji. Jeżeli więc inne składniki kosztów nie ulegają zmianie, obniżka procentu wywołuje ściśle odpowiedni wzrost zysków, który jest tern większy, im więcej kosztów przypada na opłatę procentów.

Dlaczego jednak ożywienie produkcji musi doprowadzić do załamania się tego procesu ? Dlaczego ożywienie nie da się utrzymać w granicach przyrostu kapitału ? Rozwój wypadków wypacza ustosunkowanie się kapitału stałego do obrotowego na niekorzyść obrotowego, ponieważ niepodobna zgóry obliczyć stosunku, który okaże się najodpowiedniejszym. Inwestycje muszą służyć do zaspokojenia potrzeb, których nasilenie z biegiem czasu ulega wahaniom. Przedsiębiorcy obawiają się strat, jeżeli nie rozbudują swych warsztatów do granic, umożliwiających zaspokojenie maksymalnych potrzeb, prawdopodobnie w grę wchodzących. Powtóre, wiadomo przecie, że często zwiększenie produkcji umożliwia obniżenie kosztów produkcji, a więc wzrost zysków. W tym stanie rzeczy byłoby zgoła dziwnem, gdyby przedsiębiorcy nie dążyli do rozbudowy swych trwałych urządzeń wytwórczych 1, 2 Po trzecie, drożenie robocizny skłania przedsiębiorców do zastępowania jej maszynami. Pod naciskiem tych przyczyn zniżka stopy procentowej doprowadza do hiperinwestycyj, wyczerpujących kapitał obrotowy, oddziaływujących zwyżkowo na stopę procentową. Z chwilą jej zwyżki rosną koszta produkcji, spadają zyski, zmniejsza się procent pierwotny. Zwyżka procentu obniża najpierw kurs akcyj, a potem zmusza przedsiębiorców do skurczenia produkcji. Konjunktura doznaje osłabienia, następuje wycofanie kapitałów z produkcji, ich lokowanie na procent pochodny. Zniżka pierwotnego procentu doprowadza do zniżki pochodnego. Falowanie koniunktury wyrównuje wysokość jednego i drugiego procentu.

 

1. Inwestycje są największe w działach, których wytwory w danej chwili są szczególnie tanio pomnażalne w razie wzrostu produkcji (cement w Polsce na przełomie 1927 i 1928 r.).

2. Biret i Gross: "Struktura przemysłu cementowego w Zagłębiu Krakowskiem., Rocznik XXVI "Czasopisma prawniczego i ekonomicznego", Kraków 1930, str. 131-173 (P. S.).

Zadaniem przedsiębiorców, zarządzających gospodarstwami indywidualnemi, jest ustosunkowanie kapitału stałego i obrotowego, czynnego w poszczególnych przedsiębiorstwach. Wysokość zysku zależy od pomyślnego rozwiązania tego zadania. Zupełnie to samo zadanie jest do rozwiązania w gospodarstwie społecznem. Spełniają je falowania konjunktury.

Postępy kapitalizacji powodują osłabienie falowań konjunktury, czyli zmniejszenie różnicy między szczytem pomyślnej a najniższym szczeblem ujemnej konjunktury. Gdy

kapitały są znaczne, wówczas łatwiej o równomierność postępu w różnych gałęziach konjunktury. Stosunkowo nadmierna produkcja w jednym dziale zostaje szybko zrównoważona udoskonaleniami w innych działach, potęgującemi ich siłę kupna w odniesieniu do działów, w których pojawiła się hiperprodukcja. Tym sposobem lokalne przesilenie zanika, a nie rozszerza się. Umniejszenie kapitałów przez wojnę przejawia się tern, że ten proces wyrównania przed 1914 r. działał szybciej i sprawniej. Rozwój kapitalizacji ułatwia stabilizację wzajemną walut i dalsze utrzymanie na niezmiennym poziomie. Wyrównanie różnicy w bilansie płatniczym odbywa przecie przedewszystkiem zabiegami kredytowemi, dopiero w ostateczności złotem. Po czwarte, rozwój kapitalizacji łagodzi klęski elementarne, np. nieurodzaje, bo ułatwia tworzenie zapasów i dowóz z okolic, po. siadających nadmiar w danej chwili. Ułatwia wyrównanie zapotrzebowania w czasie i w przestrzeni, dzięki czemu przestaje także. być groźną różnica cen jako skutek obfitych , żniw. W ostatnich pięćdziesięciu latach przed wojną na Ziemiach polskich znaczne urodzaje lub nieurodzaje przestały wywierać wpływ wybitnie ujemny. Po wielkiej wojnie nastąpiła pod tym względem zmiana. I tak obecnie niektórzy w Polsce mówią o klęsce nadmiernego urodzaju, bo ceny wytworów rolnych spadają. Zjawisko to jest wynikiem po- wojennej dekapitalizacji zwłaszcza w handlu, który nie jest w stanie kupić taniejącego zboża w zamiarze zarobku na późniejszej zwyżce cen. Nie tworzy zapasów, stabilizujących ceny. Rezerwy zbożowe są korzystne w ręku kupców, ale nie w ręku urzędników.

Czy postępy kapitalizacji mogą doprowadzić do zaniku falowań koniunktury ? Tylko wtedy, gdyby rozwój społeczeństw uległ zahamowaniu, gdyby ludzkość weszła w stan bezwzględnej statyki. Jeżeli założymy niezmienną liczbę ludzi, stan nasycenia potrzeb, technikę i organizację niezmienną, wówczas źródłem przesileń mogłyby być jedynie klęski elementarne. Społeczeństwa dynamiczne są nadto narażone na falowania konjunktury, wynikające z istnienia rozwoju jako takiego.

Falowania konjunktury są koniecznem .następstwem dokonywania zmian w ustosunkowaniu kapitału stałego do obrotowego, które nie mogą dochodzić do skutku bez tarć. W społeczeństwie statycznem, o ileby per maxime inconcessum stało się rzeczywistością, ex definitione niedokonywanoby tych zmian, a zatem odpadłyby falowania.

W społeczeństwie statycznem kapitalizacja zanika, bo jest zbędna. Procent spadłby do zera. Falowania konjunktury są przedewszystkiem zmianami wysokości stopy procentowej. Z chwilą gdy niema procentu, odpadają także jego wahania, a wraz z niemi falowania konjunktury.

Miarodajne jest wyłącznie przeciwstawienie statyki i dynamiki. Nie jest prawdą, jakoby falowania konjunktury były jedynie właściwością społeczeństw liberalnych, gospodarujących na zasadzie wolnego współzawodnictwa. Trudności w ustosunkowaniu kapitału stałego do obrotowego pojawiają się także w społeczeństwach dynamicznie gospodarujących, w których etatyzm jest systemem, wyciskającym silne piętno na życiu gospodarczem, bo władza nie jest nie- omylna. W tych społeczeństwach banki emisyjne nie są w stanie trafną polityką łagodzić falowań konjunktury. Przeciwnicy etatyzmu twierdzą, że mniej on sprzyja kapitalizacji niż system wolnego współzawodnictwa gospodarczego. O ile przyjmiemy, że zarzut jest słuszny, wówczas nieuchronną konsekwencją tego założenia jest dalszy wniosek: etatyzm zwiększa falowania konjunktury. Całkiem pewnem jest, że etatyzm nie może liczyć na wyrównywujące działanie banku emisyjnego, przejawiające się o wiele silniej w ustroju wolnego współzawodnictwa. Przebieg wypadków w Rosji sowieckiej jest potwierdzeniem tego, co napisałem o stosunku etatyzmu do zagadnienia konjunktury. Etatyzm może się uporać z falowaniami konjunktury tylko w razie popadnięcia w zupełną statykę, w bezwład.

ROZDZIAŁ II

Odmienne teorie konjunktury

Jestem zwolennikiem poglądu, wedle którego proces kapitalizacji stanowi źródło falowań konjunktury (a). Inni szukają tego źródła b) w procesie produkcji, c) w zjawiskach obrotu, d) w procesie rozdziału dochodu społecznego. Wśród teoryj, które widzą w ciągłem następstwie po sobie lat chudych i tłustych przedewszystkiem wynik rozwoju produkcji, wyróżnić można teorje przyrodnicze i techniczne.

W społeczeństwie statycznem przesilenia i czasokresy nieprzeciętnej pomyślności mogą być jedynie wynikiem przyczyn przyrodniczych. Próbowano także operować tym argumentem w odniesieniu do społeczeństw nowoczesnych, wysoce dynamicznych, wskazując przykład Stanów Zjednoczonych z końcem zeszłego wieku. Dobry urodzaj powoduje wzrost przewozów kolejowych. Przedsiębiorstwa kolejowe powiększają zamówienia szyn, lokomotyw, wagonów. Przemysł metalurgiczny i węglowy wchodzą w fazę ożywienia, które staje się ogólnem. Teorje tego typu są chyba zbyt ciasne. Wyjaśniają proces ekonomiczny zjawiskami pozagospodarczemi, co z pewnością nie stanowi ich zalety.

Teorje techniczne odwołują się także do czynników, leżących poza sferą ekonomiczną. U doskonalenia techniczne w obrębie poszczególnego działu życia gospodarczego po- wodują częściową hiperprodukcję, która przekształca się w fazę ogólnej pomyślności gospodarczej, jeżeli w danej chwili udoskonalenia techniczne, obniżające koszty produkcji, doznają zastosowania w wielu działach życia gospodarczego. Znaczne zasoby kapitału są niezbędnym warunkiem równomierności postępu w różnych działach życia gospodarczego. 

Przechodzę do rozpatrywania teoryj pieniężno-kredytowych. Ich zwolennicy zwracają uwagę na istnienie ogólnego poziomu cen. Uważają jego wahania za istotne znamię konjunktury. Zwyżka tego poziomu oznacza dobrą, zniżka złą konjunkturę. Wahania ogólnego poziomu cen są zrozumiale jedynie jako odbicie wahań w ilości pieniądza. Źródłem dobrej konjunktury, a już co najmniej jej niezbędnym warunkiem jest szczodre szafowanie kredytem przez banki, zwłaszcza przez banki emisyjne. Przejście do wstrzemięźliwej, do deflacyjnej polityki kredytowej staje się punktem wyjścia osłabienia konjunktury.

Teorje te oparte są na założeniu istnienia ogólnego poziomu cen. Już to samo dowodzi, że fundament teoryj pieniężno-kredytowych nie jest całkowicie ustalony.

Ich poplecznicy nadają im sformułowanie radykalniejsze lub ostrożniejsze. Jedni uważają zmiany w obiegu pieniężno-kredytowym za przyczynę falowań konjunktury. Drudzy zadowalają się stwierdzeniem, że zmiany w obiegu pieniężno-kredytowym stanowią konieczny warunek falowań konjunktury. Ten drugi pogląd wydaje mi się bardziej uzasadnionym, ponieważ jego zwolennikom nie można przeciw- stawić zarzutu, że zmiany w obiegu pieniężno-kredytowym bywają następstwem ruchu cen. Nowoczesne państwa finansują wojny inflacją. W tych wypadkach jest rzeczą widoczną, że zmiana w obiegu pieniężno-kredytowym poprzedza i wywoluje falowanie konjunktury. Jeżeli jednak wchodzi w grę pokojowa polityka banków emisyjnych, ścieśniająca lub rozszerzająca obieg pieniężno-kredytowy, wówczas sprawa staje się sporną. Można przytoczyć silne argumenty w obronie tezy, że niejednokrotnie ruch cen towarów daje asumpt do rozwoju wydarzeń pieniężno-kredytowych.

Zachodzi jeszcze jedna doniosła różnica w sformułowaniu teoryj pieniężno-kredytowych. Wiadomo, że zmiany obiegu pieniężno - kredytowego, a więc zarówno jego rozszerzenie, jak niemniej ścieśnienie, oddziaływują równocześnie na wysokość nietylko cen towarów, ale także stopy procentowej. Ich zwolennicy podzielili się na dwie grupy. Jedni kładą nacisk na oddziaływanie zmian obiegu na wysokość cen towarów. Drudzy sądzą, że oddziaływanie na wysokość stopy procentowej ma rozstrzygające znaczenie dla powstania i przebiegu falowań konjunktury 1.

Z poprzednich wywodów wynika, że ta druga teorja wydaje mi się trafniejszą. Uważam za zgodne z mojemi poglądami zapatrywanie, wedle którego warunkiem falowań konjunktury są zmiany obiegu pieniężno-kredytowego, przyczem szczególnie ważnym jest wpływ tychże zmian na wysokość stopy procentowej. Atoli nie uważam tego zapatrywania za wystarczające wyjaśnienie problemu, ponieważ z jego istotnej treści wynika, że może służyć jedynie do oświetlenia procesów, zachodzących w obrębie gospodarki pieniężno-kredytowej, natomiast nie może mieć żadnego za- stosowania w odniesieniu do gospodarki odosobnionej, a więc także do socjalistycznej, która w razie jej urzeczywistnienia, zgodnego z postulatami integralnego socjalizmu, miałaby znamiona gospodarki odosobnionej. W jej obrębie byłyby wykluczone falowania, związane z procesem pieniężno- kredytowym, atoli istniałyby, prócz wahań uzasadnionych zjawiskami przyrodniczemi, falowania, wynikające z dążeń odpowiedniego ustosunkowania kapitałów stałych do obrotowych, o ile gospodarka socjalistyczna nie zatraciłaby znamion dynamicznych. To źródło falowań jest zatem zjawiskiem powszechniejszem w porównaniu z ich źródłem pieniężno-kredytowem, obejmuje bowiem zarówno gospodarkę pieniężno-kredytową, jak niemniej odosobnioną. Już przez to samo ten sposób wyjaśnienia zagadnienia zasługuje na pierwszeństwo. Zasługuje na nie także dlatego, ponieważ sięga głębiej w istotę zjawisk. Wydarzenia pieniężno-kredytowe są ostatecznie jedynie formą gospodarowania, gdy tymczasem rentowność i kapitalizacja stanowią właściwą treść gospodarowania.

Starałem się wykazać, że mylny jest pogląd, jakoby teorje pieniężno-kredytowe stanowiły bezwzględne przeciwieństwo teoryj, wyjaśniających falowania konjunktury procesem rentowności i kapitalizacji, że trafnie sformułowane teorje pieniężno-kredytowe są raczej uzupełnieniem, a nie przeciwieństwem poglądów, których bronię.

 

1 J. M. Keynes wystąpił ostatnio w obronie tego zapatrywania

("A Treatise on Money", London 1930, Vol I, str. 362; Vol II, str. 424) (P. B.).

Adam Krzytanowski: Polityka i Gospodarstwo. 34

Powołuję się na jeszcze jedną okoliczność, świadczącą o łączności obu teoryj. Teorje pieniężno-kredytowe są zastosowaniem teorji ilościowej wartości pieniądza do wyjaśnienia kryzysów. Wedle teorji ilościowej zmiany w cenie towarów zależą od ilości pieniądza, zakładając niezmienną objętość obrotów towarowych i niezmienną sprawność obiegu pieniężno-kredytowego. Innemi słowy, zmiany w cenach towaru mogą być także skutkiem zwolnienia lub przyśpieszenia obiegu pieniędzy. Zwolnienie obiegu pieniędzy nie jest niczem innem, jeno zwiększeniem, a przyśpieszenie - zmniejszeniem oszczędności. Okazuje się stąd dobitnie, że teorje pieniężno-kredytowe, choć, mojem zdaniem, nie doceniają znaczenia procesu kapitalizacji w przebiegu falowań konjunktury, przecież nie zapoznają całkowicie doniosłości tego czynnika.

Istnieje jeszcze jedna grupa teoryj kryzysów. Szereg autorów dopatrywał się ich źródła w rozdziale dochodu społecznego, w zbyt niskich płacach robotniczych. Obrońcy tych zapatrywań uważają zazwyczaj stosowanie udoskonalonych metod techniczno-organizacyjnych za punkt wyjścia rozwoju wydarzeń, o którego wytłumaczenie chodzi. Wprowadzenie nowych maszyn, przejście do wielkiej produkcji zmniejsza zapotrzebowanie robocizny, wywołuje bezrobocie i zniżkę płac, skutkiem czego powstają trudności zbytu. Zmniejsza się siła kupna szerokich warstw ludności. Przedsiębiorcy są zmuszeni ograniczyć produkcję, ażeby ją dostosować do malejącej konsumcji, a ta okoliczność staje się dalszym powodem wzrostu bezrobocia. Kryzysy stają się coraz ostrzejsze. Ich źródłem właściwem są oszczędności kapitalistów, zbyt wielkie w stosunku do wysokości płac robotniczych.

Ta teorja jest pozornie zbliżona do teorji bronionej przeze mnie, bo jedna i druga operuje pojęciem nadmiernych inwestycyj w stosunku do kapitału obrotowego. Atoli teorja zbyt niskich płac uwzględnia, a zatem wyjaśnia tylko część rzeczywistego przebiegu wypadków. Teorja ta miesza sta- tykę z dynamiką. Chce wyłącznie statycznie wytłumaczyć falowania konjunktury, które przecie są par excellence zjawiskiem dynamicznem.

W społeczeństwie statycznem procent spada do zera. Robotnik otrzymuje zgodnie z postulatem socjalistycznym płacę ściśle odpowiadającą temu, co wytworzył. Ani mniej, ani więcej. Gdyby otrzymywał mniej, nieskonsumowana część towarów wytworzonych stanowiłaby wzrost majątku. Społeczeństwo bogaciłoby się. Mielibyśmy do czynienia z dynamiką, a nie ze statyką. Wypadek odwrotny byłby również zaprzeczeniem statyki. Gdyby robotnicy otrzymywali więcej niż wytworzyli, wówczas majątek społeczeństwa topniałby. Społeczeństwo ubożałoby, a zatem nie byłoby społeczeństwem statycznem. Rozpatrując zjawiska statycznie, stwierdzamy istnienie stałej równowagi między poziomem plac a wysokością produkcji.

Równowaga staje się chwiejną w gospodarce dynamicznej. W społeczeństwie dynamicznem, wzbogacającem się, część wytworu pracy musi być ex definitione przeznaczona na inwestycje, gdyż w przeciwnym razie nie byłoby bogacenia się. W tym stanie rzeczy zachodzi pytanie, jak wielką część bieżącego wytworu pracy przeznaczyć należy na inwestycje. W systemie wolnej konkurencji, przy sposobności automatycznego ustalania się równowagi między wysokością płac a wielkością produkcji, muszą zachodzić falowania. Płace muszą okazywać się raz za wysokie, to znowu za niskie, także i w ustroju socjalistycznym, jako wyraz trudności dostosowania produkcji do konsumcji. Teorj a, wedle której przyczyną przesileń są zbyt niskie place, zamilcza możliwość zaburzeń, wynikających z plac zbyt wysokich.

Można nawet pójść o krok dalej w krytyce tej teorji i zadać sobie pytanie, czy wogóle wedle niej do zwyżki płac dojść może w systemie wolnej konkurencji. W swem najskrajniejszem sformułowaniu teorja ta przewiduje jedynie ciągle obniżanie płac przez przedsiębiorców: postęp techniczny wywołuje bezrobocie i zniżkę płac, czego dalszym skutkiem ścieśnienie konsumcji, powodujące uszczuplenie produkcji, a zatem dalszy wzrost bezrobocia. W tym łańcuchu wydarzeń niema miejsca ani dla zwyżki plac, ani dla dobrej konjunktury. Próbowano pogodzić z rzeczywistością teorję kryzysów, tłumaczącą ich powstanie i przebieg właściwościami rozdziału dochodu społecznego, włączając do przebiegu wypadków zwyżki płac w charakterze odchyleń niewielkich, mało znaczących, bo bezsilnych wobec przeważającej dążności do obniżania płac. Przedsiębiorcy gwoli lepszego wykorzystania postępów techniki i organizacji, obniżających koszty produkcji, sprzedają towary po niższej cenie w zamiarze powiększenia tym sposobem koła odbiorców, a w dalszym ciągu swej wytwórczości, co samo przez się obniża koszt produkcji poszczególnych sztuk towaru i zwiększa zyski. Jeżeli ten proces obejmuje liczne gałęzie gospodarstwa, wówczas realna płaca robotników może wzróść, choćby nominalna spadała.

Ci, którzy w ten sposób rozumują, zakładają, że przedsiębiorcy obniżają ceny w sprzyjających warunkach dla powiększenia zysków. W takim razie zachodzi jednak pytanie, dlaczegoby przedsiębiorcy nie mieli podwyższać płac robotniczych w tym samym celu.? Gdyby prawdziwą była teorja, której popłacznicy dopatrują się źródła kryzysów w niskich płacach, wówczas sposób usunięcia kryzysów, stanowiących źródło tak znacznych strat także i dla przedsiębiorców, byłby wynaleziony. Usunięcie kryzysów byłoby zależne wyłącznie od przedsiębiorców. Wystarczyłoby pod- niesienie płac, ażeby ich uchronić od strat, wynikających ze złej konjunktury. Niestety, teorja zbyt niskich płac nie okazała się jajkiem Kolumba. Ubolewamy nad tem wszyscy. Nie wynika stąd jednak, ażeby przeczyć rzeczywistości i narażać się tym sposobem na dalsze rozczarowania. Teorja zbyt niskich płac należy do licznej kategorji rozumowań, stanowiących wyraz zbożnych życzeń ich twórców, a nie wyraz liczenia się z rzeczywistością i z logiką.

Zapoznaje ona oczywisty związek wysokości płac z wy- twórczością pracy robotników. W Stanach Zjednoczonych płace są wysokie, jednakże i suma wartości, wytwarzanych przez robotników w jednostce czasu jest tak znaczna, że umożliwia nie tylko wypłatę wysokich płac, ale także i znacznych zysków na korzyść przedsiębiorców. Wbrew pozorom jedno sprzyja drugiemu, a nie przeciwdziała mu, jak wielu twierdzi. Wedle teorji, która w wadliwym rozdziale dochodu społecznego widzi źródło falowań konjunktury, podwyżka płac wszędzie i zawsze byłaby właściwym sposobem usunięcia złego. Wykonanie tego zalecenia jest wskazane wtedy, gdy istnieją środki po temu. Płace są zaliczką, która znajdzie pokrycie w wynikach pracy osób, pobierających płacę. Zaliczkę można dać tylko wtedy, gdy jest z czego zaliczać, gdy kapitał obrotowy rośnie, a nie wtedy, gdy maleje, nie wtedy, gdy procent idzie w górę. Istotą przesilenia jest podrożenie kapitału obrotowego. Zwolennicy teorji zbyt niskich płac doradzają zwiększenie płac w chwili, gdy brak jest środków na ich wypłacanie w dotychczasowej wysokości. Nic dziwnego, że niejednokrotnie zalecają inflację na cele produkcyjne. 

Obecnie w Anglji podobne zapatrywania są często wygłaszane. Zwalczany jest pogląd, wedle którego zbyt wysokie płace są przyczyną depresji, przejawiającej się głów- nie w znacznem i trwałem bezrobociu. Przeciwnicy tego poglądu przypisują winę polityce banku emisyjnego, któremu zarzucają zbytnią powściągliwość w udzielaniu kredytów 1. Także i u nas teorja wysokich płac idzie ręka w rękę ze skłonnościami inflacyjnemi 2. Nie może być zresztą inaczej, ponieważ początkowo inflacja podwyższa, a deflacja obniża płace. Późniejsze skutki są oczywiście odwrotne, ale o tern zapominają niepomni jutra ci, którzy dążą do chwilowych sukcesów. Ostatnie wypadki w Polsce są szczególnie wymowne. Przesilenie w r. 1925 wynikło w znacznej mierze z nadmiernej i nagłej zwyżki płac w r. 1924. Ich zniżka umożliwiła poprawę konjunktury w r. 1926 3. Rzeczywisty przebieg wypadków stwierdza wyraźnie, że poprawa koniunktury Jest uwarunkowana zmianami w wysokości  płac w jednym lub w drugim kierunku. Bynajmniej nie jest uwarunkowana wyłącznie zwyżką płac.

Rzeczywisty przebieg wypadków jest także sprzeczny z twierdzeniem o ciągłem pogarszaniu się dobrobytu warstw robotniczych pod naciskiem powtarzających się przesileń. Dziś nawet przedstawiciele robotników uznają, że realne płace robotników idą w górę.

1 Ta sama doktryna jest myślą przewodnią wielu wydawnictw międzynarodowego biura pracy w Genewie (P. B.).

2 Daniel Gross: "Powojenna przebudowa gospodarcza Polski,Kraków 1929, str. 72.

3 Por. mój artykuł: "Druga inflacja polska", ut supra str. 289 i nast. (P. B.).

Ograniczają się do twierdzenia, że nie rosną dostatecznie i że rosną w wolniejszym stopniu niż dochody innych warstw. Ten stan rzeczy potwierdza tezę, którą poprzednio starałem się uprawdopodobnić, o zmniejszaniu się falowań życia gospodarczego w razie wzrostu kapitalizacji. Okazuje się mylną odwrotna teza zwolenników teorji zbyt niskich płac, wedle której wzrost kapitalizacji doprowadza do zaostrzania się przesileń. Kapitalizacja ułatwia równomierne przeprowadzanie udoskonaleń w obrębie wszystkich działów życia gospodarczego, co przecie stanowi podstawowy warunek łagodzenia kryzysów.

ROZDZIAŁ III

Prognoza konjunktury

Różnym teorjom falowań konjunktury odpowiadają odmienne poglądy na metody prognozy ekonomicznej i różnice w zapatrywaniach na sposoby zaradzenia lub złagodzenia przesileń. Kto próbuje przewidzieć układ stosunków, musi sobie odpowiedzieć na pytanie, który ze współczynników rozwoju wywiera wpływ rozstrzygający na kształtowanie się przyszłości. Odpowiedź na to pytanie, logicznie poprawna, jest oczywiście zależna od teoryj falowań konjunktury. Wedle poglądów, których prawdziwości broniłem i bronię, proces kapitalizacji przeważa szalę wypadków. Zgodnie z tą zasadą w roku zeszłym w broszurze "Bierny bilans handlowy" i w mych przemówieniach sejmowych wyraziłem zapatrywanie, że widoczne wówczas wyczerpanie kapitałów obrotowych zwiastuje osłabienie konjunktury w roku następnym 1. Wystąpiłem przeciwko rozpowszechnionemu podówczas przecenianiu znaczenia bierności bilansu handlowego dla dalszego rozwoju wypadków. Przestrzegałem atoli przed zbytnim optymizmem, powołując się na coraz to częstsze trudności kredytowe. Ogłosiłem moją rozprawę w początkach jesieni 1928 roku, a przemawiałem w Sejmie 6 listopada (stenograficzne protokoły).

1 W sprawie oznak zbliżającego się przesilenia por. jak w. str. 497-500. Przebieg obrad budżetowych w czerwcu 1928 roku wywołał zwyżkę akcyj, ale już w jesieni nastąpił spadek (P. S.).

Oczywiście zdawałem sobie sprawę z tego, że stoimy u progu zimy, że więc zanosi się na sezonowy wzrost bezrobocia, stale powtarzający się w tym okresie roku. Przewidywałem prócz zwykłego zastoju osłabienie konjunktury na wiosnę i w lecie 1929 roku. Jednakże zarówno w mej broszurze, jak niemniej w przemówieniu sejmowem ograniczyłem rozmiary przewidywanego przeze mnie osłabienia konjunktury, zaznaczając wyraźnie, że dzięki zaciągnięciu w r. 1927 pożyczki stabilizacyjnej nie należy spodziewać się przewrotu, dorównującego klęsce 1925 roku, która doprowadziła do dewaluacji złotego. Podkreśliłem z naciskiem, że mimo bierności bilansu handlowego stałość waluty nie jest zagrożona i że w r. 1929 bilans handlowy poprawi się w związku z pogorszeniem się koniunktury, a więc przewidywałem pojawienie się czynników przeciwdziałających dalszemu pogorszeniu.

Wykluczyłem ewentualność przesilenia najostrzejszego Oczywiście w obrębie tego zastrzeżenia można było jeszcze rozróżnić przesilenie silniejsze i słabsze. Tą drogą nie po- szedłem. W Sejmie mówiłem dosłownie o "pewnem" (w znaczeniu "niejakiem") osłabieniu życia gospodarczego i o po- prawie bilansu handlowego w r. 1929, a w następnem zdaniu określiłem to zjawisko jako przesilenie. Jednoznaczność pojęć "pewnego osłabienia" i "przesilenia" jest całkiem widoczna z tekstu przemówienia'. Coprawda dodałem, że prze- silenia należy spodziewać się napewne. Pod tym względem wypowiedziałem się stanowczo. Tegoroczny styczniowy zeszyt "Koniunktury ", wydawanej przez rządowy "Instytut badania koniunktur ", także nie rozróżniał osłabienia i przesilenia. Użył słów: "recesja (kryzys)".

Wystąpienie moje wywołało podwójny sprzeciw. Jedni zarzucali mi zbytni optymizm. Inni pomawiali mnie o nieuzasadniony pesymizm. Prasa, zwalczająca rząd, wyrażała obawy o losy złotego, argumentując biernością bilansu handlowego. Pożyczka stabilizacyjna okazała się lepiej obmyślana, niż przypuszczali przeciwnicy jej zaciągnięcia. Nieszczęsnej pamięci przesilenie walutowe w r. 1925 zaczęło się już w marcu, w miesiącu, w którym pożyczka Dillona wpłynęla do kas Banku Polskiego. Źle zużyta, nie wzbudziła zaufania. Równocześnie z jej wypłaceniem przez wierzycieli amerykańskich kapitaliści europejscy, którzy przedtem udzielili bankom i innym przedsiębiorstwom polskim kredytów krótkoterminowych, zażądali zwrotu pożyczonych sum. Nasi dłużnicy kupowali waluty i dewizy w Banku Polskim, gwoli uzyskania środków, potrzebnych na pokrycie swych zobowiązań. Wkońcu Bank Polski musiał podwyższyć cenę w zło- tych polskich, pobieraną przez Bank za obce waluty i de- wizy ponad poziom ustawowej równi, czyli doszło do spadku złotego.

Przebieg wypadków w r. 1929 był odmienny, co tem bardziej zasługuje na uwagę, ponieważ sytuacja na obcych targach pieniężnych, zarówno na wiosnę 1925 r., jak niemniej w cztery lata później na wiosnę 1929 r., była identycznie niekorzystna dla Polski. .W ciągu obu tych czasokresów zapotrzebowanie zagranicą gotówki było szczególnie silne. Z końcem 1928 roku nie brakło w Polsce głosów, akcentujących niebezpieczeństwo krótkoterminowego zadłużenia i przewidujących na wiosnę 1929 r. żądanie zwrotu pożyczek krótkoterminowych, udzielonych przez zagranicę. Przewidywania te się nie ziściły. Wprawdzie odpływ walut i dewiz z Banku Polskiego w pierwszych 20 dniach kwietnia był znaczny. Bank podniósł stopę procentową z 8 na 9. Później jednak nastąpiła poprawa sytuacji walutowej. Bierność bilansu handlowego okazała się mniej szkodliwą niż wielu sobie wyobrażało, w znacznej mierze z powodu nie wycofywania kredytów krótkoterminowych. Nasz urząd statystyczny za lipiec 1929 roku, po raz pierwszy od dwudziestu kilku miesięcy, wykazał przewyżkę wywozu nad przy- wozem. W sierpniu przewyżka wzrosła.

Byli tacy, którzy w jesieni 1928 r. oceniali optymistyczniej odemnie zarówno ówczesną teraźniejszość, jak niemniej przyszłość, która stanowi dzisiejszą teraźniejszość. Dyrektor Instytutu badania konjunktur, prof. Lipiński, zgodnie ze mną przestrzegał przed przecenianiem bierności bilansu handlowego, atoli różnił się ze mną w poglądach na sytuację kredytową i na jej znaczenie dla dalszego toku wypadków. Prof. Lipiński ogłosił w "Przemyśle i Handlu" z 11 listopada 1928 r. artykuł: "Obecna sytuacja gospodarcza i zagadnienie przyśpieszenia kryzysu", stanowiący odpowiedź na moje przemówienie sejmowe. Równocześnie rządowy "Instytut badania konjunktury" w swych cennych i pouczających wydawnictwach wypowiadał się na ten sam temat. Obie publikacje stwierdzają jedynie objawy sezonowego osłabienia konjunktury. O przyszłości wyrażają się dość dwuznacznie, bardziej sceptycznie, mniej stanowczo odemnie, a więc optymistyczniej, bo nie wykluczają poprawy na wiosnę i lato 1929 r. w stosunku do 1928 r. Możliwości dalszego rozrostu lub cofania się konjunktury uznają mniej więcej za równie prawdopodobne. W obronie pierwszej z tych dwóch ewentualności powołują się na to, że lekkie ożywienie jeszcze nie przeszło w napięcie. Coprawda prof. Lipiński w zakończeniu swego artykułu wspomina o prawdopodobieństwie osłabienia życia gospodarczego w r. 1929 1, atoli w tym samym artykule przedstawia ówczesną faktyczną sytuację w świetle, jak przyszłość niewątpliwie wykazała, z byt r6żowem..

Kierownicy "Instytutu" określają falowanie konjunktury jako następstwo 1) lekkiego ożywienia, 2) napięcia, 3) recesji. Wedle nich jesień 1928 roku stanowiła fazę lekkiego ożywienia. Napięcia nie było, ponieważ jego istotnem znamieniem jest drożyzna, a ceny w r. 1928 były mniej więcej stałe. Drożenie towarów świadczy o istnieniu nadmiernej spekulacji w życiu gospodarczem, wywołującej recesję jako nieodzowną reakcję. Instytut, powołując się na stałość cen, na brak momentów spekulacyjnych w toku rozwoju, na nieprzejście ożywienia w napięcie, nie widział podstawy do przepowiadania recesji na wiosnę 1929. Kładł silny nacisk na stałość cen. W stosunku do niej mało zadowalające stosunki na targu pieniężno-kredytowym uznał za zjawisko, któremu nie przypisywał rozstrzygającego znaczenia. Brak gotówki w Polsce określał jako zjawisko strukturalne, a nie konjunkturalne. Bagatelizował spadek kursu papierów wartościowych, wykazany w notowaniach giełdowych, na zasadzie teorji o nikłem znaczeniu giełdy w naszem życiu gospodarczem.

 

1 Tak samo w czasopiśmie "Konjunktura", ale dopiero w tegorocznym zeszycie marcowym.

Nadto kwestjonował wzrost stopy procentowej, wykazując małe zmiany w wysokości t. zw. dyskonta ulicznego w Łodzi. Wreszcie kierownik Instytutu, prof. Lipiński, wystąpił przeciw przecenianiu problemu t. zw. "nożyc" cen towarów rolniczych i przemysłowych dla rozwoju koniunktury 1. Instytut z początkiem 1928 r. podkreślał znaczenie ustosunkowania się wytwarzania dóbr produkcyjnych do konsumcyjnych, ale w jesieni 1928 r. tego zjawiska, zwiastującego osłabienie konjunktury, nie wziął za podstawę rozumowania. Słowem, zmiany w wysokości cen wydawały mu się zjawiskiem szczególnie miarodajnem.

Prof. L. poprzednio wyrażał poglądy, które trudno pogodzić z temi zapatrywaniami. Przestrzegał przed przypisywaniem zbytniego znaczenia bierności bilansu handlowego. Nic dziwnego, bo był prżeświadczony o korzyściach zasilenia polskiego gospodarstwa dopływem kapitału zagranicznego. Wprawdzie zaciąganie pożyczek zagranicznych początkowo zwiększa bierność bilansu handlowego, atoli równocześnie dostarcza środków, potrzebnych do zrównoważenia bilansu także i na dłuższą metę, o ile pożyczki zostaną racjonalnie zużyte. W pierwszym zeszycie" Konjunktury", wydanym na wiosnę 1928 r., prof. L. podkreślał znaczenie dopływu kapitału zagranicznego dla dalszego rozwoju wypadków. Zdawałoby się zatem, że w kapitalizacji będzie doczekiwał się sprężyny rozwoju wypadków. Z końcem 1928 r. ruch cen wydawał mu się szczególnie ważnym.

Pominę zagadnienie "nożyc". Zaznaczam jednak pokrótce, że uważam za mylne nietylko przecenianie, ale także i niedocenianie tego zjawiska, choćby dlatego, ponieważ spadek cen płodów rolniczych w stosunku do przemysłowych zniechęca rolników do czynienia wkładów w gospodarstwo.

Najpierw słów kilka o niezmienności cen w r. 1928. instytut nie bierze pod uwagę ceny gruntów, budynków, odstępnego za mieszkanie, które w Warszawie silnie podrożało na przełomie 1927 i 1928 roku. Podobno o 100%.

1 O. Lange broni tego samego poglądu w rozprawie: "Konjunktura w życiu gospodarczem Polski 1923-1927", ogłoszonej w dziele zbirowem: "Przewroty walutowe i gospodarcze po wielkiej wojnie", Kraków, nakł. Pol. Akad. Um., str. 347-437. Późniejszy tok wypadków nie dostarczył argumentów na poparcie tych zapatrywań

Atoli nie w tem sęk. Ważnem jest zagadnienie podrożenia stopy procentowej. Prof. Lipiński uważa wysoką stopę procentową w Polsce za zjawisko strukturalne. Zgoda. Tem niemniej, a raczej tem bardziej znaczące są jej wahania dla przebiegu konjunktury. Cała struktura polskiego gospodarstwa społecznego zawiera w sobie współczynnik wysokiej stopy procentowej, toć przecie z tego powodu zmiany w wysokości stopy żadną miarą nie przestają być zjawiskiem konjunkturalnem. Coprawda prof. L. argumentuje także poglądem, jakoby dyskont uliczny w Łodzi w r. 1928 wyraźnie nie podrożał Moje prywatne informacje niecałkiem pokrywają się z tym poglądem. Przypuśćmy jednak, że dyskont nie podrożał, ale prawdziwy obraz przebiegu wypadków uzyskamy, jeśli uprzytomnimy sobie skutki niewątpliwego wystawiania weksli na coraz dłuższy termin. Choćby stopa nie podrożała, zaciągający pożyczkę skutkiem przedłużenia czasokresu, za który płaci procent, jest eo ipso w wyższym stopniu obciążony odsetkami, ponieważ oprocentowuje swój kapitał obrotowy przez dłuższy przeciąg czasu. Traci także wierzyciel. W Łodzi z początkiem 1928 r. zaczęły rosnąć zapasy towarów u fabrykantów. Zamiast już wówczas ograniczyć produkcję lub forsować wywóz, poradzono sobie sprzedażą na raty w rozmiarach nieuzasadnionych i prze- dłużeniem terminu spłaty weksli, byleby towar pozbyć. Wprawdzie nie było zwyżki cen, śmiem jednak określić rozwój wypadków w Łodzi w r. 1928 jako wybitnie spekulacyjny. Łódź przeżywała od początku 1928 r. fazę napięcia, a nie lekkiego ożywienia. W sejmie w listopadzie 1928 roku powiedziałem, że sprzedaże na raty i weksle długoterminowe srodze się zemszczą. Niestety nie pomyliłem się. Recesja gospodarcza 1929 roku w Łodzi wystąpiła szczególnie silnie na jaw. "Instytut" słusznie w momentach spekulacyjnych dopatruje się czynnika, zaostrzającego przyszłe przesilenie, atoli nie dojrzał z końcem 1928 r. spekulacji łódzkiej.

Dyrektor "Instytutu" w przytoczonym poprzednio artykule z 17 lXI 1928 pisał dosłownie: "Można jednak stwierdzić z całą pewnością, że rozwój w najważniejszych gałęziach produkcji w kraju nie miał charakteru spekulacyjnego. W przemyśle włókienniczym, w tej najważniejszej naszej gałęzi produkcji, w końcu 1927 r. wprawdzie już wyłoniła się nadprodukcja, atoli nadprodukcja ta została oczyszczona przez swego rodzaju przesilenie, które już się odbyło i wyrównało. Obecnie dyspozycje gospodarcze w tej gałęzi wytwarzania są znacznie ostrożniejsze, stan istniejący nie grozi bynajmniej jakimkolwiek kryzysem" 1.

Nie mogę także bagatelizowania kursów giełdowych uznać za uzasadnione. Ich spadek powoduje straty, zniechęca do inwestycyj. Niski kurs akcyj Banku Polskiego zmusił rząd do odroczenia przewidzianej w planie stabilizacyjnym sprzedaży wielkiego pakietu akcyj Banku Polskiego, znaj- dującego się w posiadaniu rządu, skutkiem czego także zużycie kwoty uzyskać się mającej ze .sprzedaży na cele rozwoju ekonomicznego doznało odwłoki 2. Niski kurs tak doskonałego papieru, wysokie kursa papierów loteryjnych, dolarówek i premjówek, toć przecie zjawiska niesłychanie wymowne. Świadczą wybitnie o silnym braku kapitałów.

Recesję w Łodzi wszyscy uznają za znaczną. Atoli jej silne napięcie jest zjawiskiem lokalnem. Mimo zastoju budowlanego, mimo dość trudnej sytuacji na wsi z powodu spadku cen płodów rolniczych ("nożyce"), mimo podwyższenia w kwietniu stopy dyskontowej przez Bank Polski, mimo tego, że rząd musiał zaniechać projektowanej emisji nowej serji pożyczki promjowej na cele budowlane, którą emitował w 1928 r. w lecie, ale której emisja w rok później okazała się niemożliwą, ogólna sytuacja w kraju z początkiem jesieni 1929 r. stoi pod znakiem recesji, a nie kryzysu, czyli przesilenia, równoznacznego z silną recesją, czego dowodem stosunkowo korzystny stan bezrobocia. Przeżywamy recesję, a nie przesilenie.

1 Miesięcznik, wydawany przez "Instytut", oceniał sytuację względnie pomyślnie mniej więcej do połowy 1929 roku na podstawie cyfr produkcji i zatrudnienia robotników (P. s.).

2 Z początkiem 1930 r. w Sejmie i w prasie, a przedtem prywat-

nie wykazywałem korzyści sprzedaży akcyj Banku Polskiego celem uzyskania funduszów, potrzebnych na budowę kolei Śląsk-Gdynia. Projekt ten nie zyskał uznania, skutkiem czego doszło do zaciągnięcia mało korzystnej pożyczki kolejowej na ten cel w kwietniu 1931 r. (P. S).

A zatem pomylili się ci, którzy w listopadzie 1928 r. przepowiadali przesilenie, a nie osłabienie życia gospodarczego 1. Już poprzednio wypowiedziałem się na temat mej terminologji i przypomniałem, że w jesieni 1928 roku zastrzegałem się przeciwko zbytniemu pesymizmowi w ocenie przyszłości, boć przecie spodziewałem się utrzymania stałości waluty i poprawy bilansu handlowego.

Oczywiście cieszę się, że recesja (podejmuję terminologję Instytutu) jest istotnie umiarkowana, naogół rzecz biorąc. Kto wie jednak, czy nie byłaby znaczniejsza, gdyby zawczasu nie dzwoniono na alarm ? Kto wie, czy różne prognozy w listopadzie 1928. nie były podyktowane odmiennością zapatrywań socjalno-pedagogicznych ? Jedni uważali za lepsze dodawać otuchy, drudzy ufali więcej metodzie zastrzyknięcia małej dawki przedmiotowego krytycyzmu.

Przebieg wypadków w Polsce wydaje mi się przemawiać za stawianiem prognoz nietyle na podstawie zmian w cenach towarów, ile raczej na podstawie falowań stopy procentowej, zaczem wydaje mi się zgodny z moją teorją przesileń.

Do tego samego wniosku doszli także kierownicy Harvard Economic Service. Ich barometr trzech rynków, na zasadzie którego przepowiadają konjunkturę, jest ujęciem w trzy grupy różnych zjawisk gospodarczych, przedewszystkiem kursu akcyj, cen towarów oraz dyskontu weksli. N a tegorocznem zebraniu międzynarodowego Instytutu statystycznego w Warszawie Warren M. Pearsons, jeden z kierowników Harvard Economic Service, przedłożył sprawozdanie o metodach i dotychczasowych wynikach pracy tej instytucji, w którem stwierdza, że podstawą ich prognozy jest wzajemne ustosunkowanie się ogółu zjawisk, przez nią stale obserwowanych, że jednak z biegiem czasu coraz większą wagę przypisują wahaniom stopy procentowej 2.

1 Lipiński: "Note sur leg methodes de travwl de l'Institut Polonws de recherches sur le mouvement general des affwres", XVIII Session de l'Institut lut. de Stat., Varsovie 1929.

2 "L'etude des elements leg plus instructifs en vue des previsions

economiques a rassembler dans les principaux pays", str. 72 i nast., XVIII Session de l'lnstitut International de Statistique, Varsovie 1929.

ROZDZIAŁ IV

Światła i cienie obecnej konjunktury gospodarczej w Polsce

 

Międzynarodowe stosunki polityczne układają się pomyślnie. Idea pokojowego współżycia państw widocznie zyskuje na sile. Rozstrzyganie sporów układami lub wyrokami trybunałów sądowych międzynarodowych staje się coraz częstsze. Mówi i pisze się dużo o rozbrojeniu. Wzrasta zaufa- nie i poczucie bezpieczeństwa, co oczywiście z biegiem czasu musi odbić się dodatnio na rozwoju stosunków ekonomicznych międzynarodowych, a tym sposobem także i na targach wewnętrznych.

Dobrobyt wszystkich państw i społeczeństw bez wyjątku jest mniej lub więcej związany z rozwojem między- narodowej wymiany kapitałów, towarów i osób. Polska mimo małego udziału w międzynarodowym obrocie towarowym należy do krajów silnie złączonych z międzynarodowem życiem ekonomicznem z powodu swego znacznego zapotrzebowania zagranicznych kapitałów, wynikającego z przyrostu wielkiego ludności, a równocześnie nikłego mnożenia oszczędności. To też rozwój stosunków na międzynarodowym targu pieniężnym ma dla Polski doniosłe znaczenie.

Narazie ich układ jest mało zadowalający. Atoli nie brak przecie oznak bliskiej poprawy. Niezbędne po temu polityczne przesłanki ziszcza wzrost nastrojów pokojowych, którego jednym z przejawów jest widoczny zwrot na lepsze w rozwiązywaniu zagadnień reparacyjnych. Plan Davesa

funkcjonował sprawnie przez pięć lat, w: ciągu których niemieckie roczne spłaty reparacyjne stopniowo wzrosły, aż doszły w ostatnim roku do kwoty 21/. miljarda marek złotych, do granicy, która okazała się także i dla wierzycieli szkodliwą. Konieczności obniżenia rocznych spłat niemieckich czyni zadosyć plan Younga, przewidujący także utworzenie banku dla wypłat międzynarodowych, który ma być wspólną nadbudową kredytową banków emisyjnych. Jedno i drugie pozwala wróżyć korzystnie o przyszłem ukształtowaniu się międzynarodowej stopy procentowej.

Dzięki silnemu ugruntowaniu i ustaleniu naszej waluty w stosunku do zagranicznych Polska ma możność wyzyskania dla siebie pomyślnej konjunktury międzynarodowej, z chwilą gdy zaistnieje. W roku bieżącym stosunki walutowe i bilans handlowy kształtowały się w Polsce korzystnie, co z pęwnością stanowi poważny zadatek lepszej przyszłości. Stałość waluty jest uwarunkowana przedewszystkiemprzestrzeganiem równowagi budżetowej. Rząd nasz w roku 1929 warunek ten ziścił w pełni. Nie doszło do uszczuplenia rezerw kasowych, a w szczególności nie uległy zmniejszeniu kwoty, złożone przez rząd w Banku Polskim, co nie- wątpliwie jest okolicznością korzystną dla zachowania niezmiennego poziomu wartości złotego wobec walut zagranicznych.

Rząd czyni uznania godne, choć może niekoniecznie wystarczające wysiłki gwoli zahamowania wzrostu wydatków, szczególnie inwestycyjnych. Głosi, że ma zamiar do- kończenia możliwie najrychlej budowli i robót rozpoczętych, a nie podejmowania nowych. Ten zamiar rządu, o ile zostanie urzeczywistniony, wpłynie dodatnio na rozwój wypadków. 

Są widoki po temu, że pomyślne stosunki polityczne międzynarodowe oraz dodatnie ukształtowanie się naszych finansów i waluty przetrwają czas dłuższy. Ten korzystny stan rzeczy musi pociągniąc za sobą poprawę naszych stosunków ekonomicznych. 

Coprawda, narazie tylko w ograniczonej mierze możemy liczyć na dopływ kapitałów zagranicznych. Okazało się, że chłonność targu pieniężno-kredytowego Stan6w Zjednoczonych w stosunku do papierów wartościowych, emitowanych przez zagranicznych dłużników, jest znacznie mniej- sza niż przypuszczano. W pierwszem półroczu 1928 roku w New-Yorku łączne emisje zagraniczne opiewały na 1176 miljonów dolarów, natomiast w pierwszem półroczu 1929 r. cyfra ta spada do 584 miljonów dolarów. Nasilenie tego zjawiska wzrosło w drugiem półroczu 1929, ponieważ obniża. się kurs zagranicznych walorów, notowanych w New-Yorku. Polska 7% - owa pożyczka stabilizacyjna była emitowana w New-Yorku w r. 1927 po 92 za sto. Z początkiem bieżącego roku spadła do 811/2' N a szczęście później poszła wgórę. Obecny kurs wynosi 85. Ale i ten kurs oznacza stratę dla tych, którzy ją kupili po 92. W chwili, gdy słowa te piszę, bony skarbowe pięcioletnie i dziesięcioletnie wielkich miast niemieckich, Berlina, Frankfurtu i innych, obecnie emitowane, oprocentowane efektywnie na 9'6, nie znajdują nabywców ani na targu wewnętrznym, ani na zewnętrznym.

W tych warunkach dobrze nasz rząd zrobił, że poniechał zamiaru utworzenia teraz Centralnego Banku Ziemskiego, który miał emitować polskie listy zastawne zagranicą. Kredyt w ten sposób uzyskany byłby stanowczo za drogi, szkodliwy, a nie pożyteczny. Z początkiem tego roku byli tacy, którzy uważali tę akcję za niezbędną z walutowego punktu widzenia. Byli gotowi zgodzić się także i na złe warunki, byleby zapewnić .przypływ z zagranicy obcych walut i dewiz, uważany przez nich za niezbędny dla stałości waluty, którą uważali zagrożoną. Ponieważ później sytuacja walutowa polepszyła się poczęści dzięki poprawie bilansu handlowego, przeto obecnie przymus walutowy odpadł.

Rokowania o utworzenie projektowanego Centralnego Banku Ziemskiego, oraz o emisję list6w, toczyły się w Pa- ryżu ze współudziałem tej grupy banków, która udzieliła pożyczki stabilizacyjnej. Chłonność targu pieniężnego w New- Yorku zmalała, wzrosła w Paryżu. Kurs naszej pożyczki stabilizacyjnej w Paryżu - była emitowana w odcinkach znacjonalizowanych - jest znacznie lepszy niż w New-Yorku, ale ponosimy koszta francuskiego specjalnego opodatkowania papierów zagranicznych. Póki ten przepis nie będzie uchylony, możliwości emisji zagranicznych papierów długo- terminowych są minimalne. Narazie Paryż udziela obficie kredytów krótkoterminowych zagranicy. Nadejdzie z pewnością chwila wejścia Francji na drogę zasilania zagranicy długoterminowym kredytem, ponieważ kapitalizacja we Francji rośnie szybciej niż zapotrzebowanie wewnętrzne kapitałów, podczas gdy w Stanach Zjednoczonych popyt wewnętrzny za kapitałem absorbuje w daleko wyższym stopniu bieżące oszczędności społeczeństwa, zamieszkującego Stany Zjednoczone. Zapewne w przewidywaniu przyszłego pomyślnego rozwoju stosunków we Francji, ministrowie spraw zagranicznych Polski i Francji ogłosili w Hadze z końcem sierpnia b. r. przy sposobności międzynarodowych obrad reparacyjnych wspólne oświadczenie, zawierające zapowiedź Francji dopomożenia do wzmocnienia ekonomicznego Polski.

Błędem byłoby uważać targ pieniężny w New-Yorku za całkowicie zamknięty dla Polski w obecnej chwili. Mieszkańcy Stanów Zjednoczonych ograniczyli w wysokim stopniu zakup zagranicznych, stale oprocentowanych obligacyj (bonds). Natomiast mogą i chcą nabywać w wielkich ilościach akcje swoich przedsiębiorstw przemysłowych, han- dlowych, bankowych, komunikacyjnych (stocks). Na giełdzie w New-Yorku w ostatnich kilkunastu miesiącach zniżkują "bonds", idą w górę "stocks". Emisje zagraniczne nie mająpowodzenia. Emisje rodzimych przedsiębiorstw cieszą się wielkim pokupem. Potężne tamtejsze przemysłowe towarzystwa akcyjne coraz częściej w tej czy w owej formie finansują przedsiębiorstwa w państwach zagranicznych, zyskując potrzebne na ten cel środki przez emisję swoich papierów na giełdach w Stanach Zjednoczonych. Bezpośrednio trudno nam wykorzystać nagromadzenie kapitałów w New- Yorku. Pośredni dostęp, niewątpliwie droższy, jest jednak łatwiejszy. 

Żywo obecnie w Polsce dyskutowany projekt udzielenia t. zw. koncesji Harrimana jest wyrazem liczenia się przez rząd ze zmianami, które ostatnio dokonały się na zagranicznych targach pieniężno-kredytowych. Nie mam zamiaru wchodzić w szczegóły. Nie zalecam wprowadzenia w życie bez żadnej zmiany wszystkich warunków, zawartych w ogłoszonym projekcie koncesji. Tę kwestję tylko rząd prowadzący rokowania może trafnie ocenić. Atoli uważam za pewne, że Polska potrzebuje rychłego przypływu kapitałów zagranicznych i że obecnie ich nie dostanie w formie dogodnej większej pożyczki państwowej lub samorządowej. Dlatego projekt rządowy, zasadniczo rzecz biorąc, wydaje mi się trafnie obmyślany. Pierwotni nabywcy polskich pożyczek w Stanach Zjednoczonych stracili na tym interesie z powodu spadku kursu. Harrimann jest widocznie zadowolony ze swych dotychczasowych doświadczeń, poczynionych na Górnym Śląsku, gdzie, jak wiadomo, od r. 1926 posiada kopalnie i fabryki. Pragnie rozszerzyć swą działalność w Polsce. Widocznie wierzy w jej ekonomiczną przyszłość. Ten realny dowód zaufania zagranicy do Polski jest jedynie skuteczną propagandą.

Państwo ma także możność ściągnięcia kapitałów zagranicznych do kraju przez ich zainteresowanie w swoich przedsiębiorstwach, np. niektóre bardziej dochodowe możnaby zamienić na towarzystwa akcyjne, a mniejszość akcyj sprzedać zagranicy. Oczywiście wchodziłyby także w grę inne formy zainteresowania zagranicznych kapitałów w przedsiębiorstwach państwowych. Tym sposobem odpadłoby ich finansowanie na targu wewnętrznym, bardzo dla nas uciążliwe, podbijające naszą stopę procentową, ponieważ przedsiębiorstwa te potrzebują coraz więcej kapitału stałego i obrotowego. Dotąd żyły w znacznej mierze funduszem "F" pożyczki stabilizacyjnej, który się wyczerpuje. Rząd w letnich miesiącach bieżącego roku woził po kraju wycieczki przemysłowców oraz bankierów szwedzkich, holenderskich, szwajcarskich. Nie jest wykluczone, że skorzysta z ich rad, do których czuli się zobowiązani jako do zapłaty za gościnność.

Objawem dodatnim są także drobne ulgi w podatku obrotowym, przyznane niedawno przez rząd. Nasza wysoka stopa procentowa jest dowodem przeciążenia podatkowego. Szczególnie dotkliwy jest podatek obrotowy. Rząd, o ile mi wiadomo, rozumie w podobny sposób sytuację. Ponoć ma zamiar przedłożyć sejmowi z końcem października b. r. projekt obniżenia podatku obrotowągo. Sprawa ta była już niemal dojrzała do ustawodawczego załatwienia w sejmie w marcu b. r. Z powodu zatargów między sejmem a rządem sejm nie obraduje, skutkiem czego sprawa poszła wodwłokę.

Zniżkę podatku obrotowego uważam za bardzo pilną, albowiem z dniem 1 października b. r. wchodzi w życie nowa towarowa taryfa kolejowa, która ma powiększyć dochody państwa z tego źródła o sto miljonóów złotych rocznie. Taryfa towarowa jest obciążeniem obrotu, tego wiązadła życia gospodarczego, które najmniej do obciążenia się nadaje. ,Nasze taryfy są naogół niskie. Pomimo to podwyżkę taryf kolejowych bez równoczesnego obniżenia podatku obrotowego uważam za poważny hamulec przyszłego rozwoju gospodarczego Polski.

Gdy mowa o cieniach, niepodobna pominąć niskich cen płodów rolniczych. Zazwyczaj przednowek jest okresem ich zwyżki. W tym roku przebieg wypadków był odwrotny. Na przednowku ceny ziarna spadły blisko o połowę w stosunku do poprzednich. Utrzymują się nadal na niskim poziomie, co poczęści jest wynikiem międzynarodowego kształtowania się cen. W roku zeszłym rząd, tworząc rezerwy zbożowe, głosił, że jego celem jest stabilizacja ceny żyta w granicach 36-42 zł. za centnar. Nie udało się. Rząd nie mógł zapobiec zniżce przez kupowanie żyta znacznie powyżej cen targowych w nieograniczonej ilości, gdyż naraziłby skarb na zbyt wielkie straty. Zaniechał kupowania i zapasy sprzedał zagranicy poniżej kosztów nabycia, ale poprawił bilans handlowy, a zarazem usunął możliwość dalszego obniżenia cen na targu wewnętrznym przez sprzedaż na nim swych zapasów. W danych warunkach polityka ta była wskazana.

Ostre przesilenie w Polsce w r. 1925 przypadło na rok, w którym ceny zbóż silnie spadły pod naciskiem obfitych żniw. Rok następny był okresem średnich urodzajów, cen korzystnych dla rolnika, ale nie nadmiernie wysokich, a za- razem zwiastunem poprawy konjunktury. Tegoroczne jej osłabienie pozostaje w związku ze zmniejszeniem się siły kupna wsi, która z powodu niskich cen mało uzyskuje ze sprzedaży swych wytworów, niejednokrotnie zupełnie niepozbywalnych wobec braku nabywców, zwłaszcza jeżeli chodzi o zapasy, znajdujące się w ręku większej własności ziemskiej. Ten objaw z pewnością korzystnym nie jest.

To samo spostrzeżenie nasuwa się, gdy rozważamy zagadnienie sprzedawania na spłaty. Ten tryb postępowania kupców sam przez się nie jest ani złym, ani dobrym. Sprzedaż na raty jest zastawianiem przyszłych dochodów, niezawierającem w sobie niebezpieczeństwa w społeczeństwach, w których jest równoważone poważnemi oszczędnościami innych obywateli. W Polsce oszczędności jest mało, a zatem powściągliwość w pójściu tą drogą wskazana. Także względu na smutne doświadczenie, poczynione w zeszłym roku w Łodzi. Niestety, zdaje się, że przebrzmiały wśród naszych przedsiębiorców bez należytego echa. "Gazeta Handlowa" z 16-go września b. r. zwraca uwagę na zwiększające się rozmiary sprzedaży na spłaty, aczkolwiek warszawski "Związek kupców, sprzedających na spłaty" wykazuje w swej kartotece 15.000 nazwisk niewypłacalnych dłużników w samej Warszawie. To zjawisko uważam za wysoce nie- pokojące. Wywiera ono niewątpliwie ujemny wpływ na targ pieniężno-kredytowy, którego stan jest nadal mało zadowalający. Utrzymywanie się wysokiej stopy procecntowej uniemożliwia wydatniejsze obniżenie kosztów produkcji.

Światła i cienie są w swym ostatecznym efekcie mało wymierne. Zapewne mniej więcej równoważą się, wobec czego nagłe a wybitne pogorszenie jest równie nieprawdopodobne, jak natychmiastowa i znaczna poprawa. Skrajne ewentualności niemal nie wchodzą w rachubę. Nie jest rzeczą wykluczoną, że coroczne zimowe osłabienie tętna życia gospodarczego przejawi się w tym roku w stopniu wcale znacznym. O ile mamy zamiar stawiania horoskopów z pominięciem sezonowych współczynników przebiegu zjawisk, wówczas musimy wziąć pod uwagę politykę państwa, samorządów i przedsiębiorców prywatnych. Jeżeli rząd i społeczeństwo potrafią uniknąć zbyt gwałtownych wewnętrznych wstrząsów politycznych, jeżeli wywiążą się należycie ze swych zadań ekonomicznych, jeżeli będą działać rozumnie i stanowczo w trafnem zrozumieniu rzeczywistego układu sił w grę wchodzących, jeżeli nie będą się uganiać za celami nieziszczalnemi, wówczas nadejdzie wkrótce chwila, w której rozpocznie się stopniowy zwrot na lepsze w rozwoju konjunktury gospodarczej.

ROZDZIAŁ V

Środki zaradcze

 

Różnym poglądom na istotę falowań konjuktury odpowiadają różnice w zapatywaniach na środki zaradcze. Ci, którzy widzą w zmianach wielkości obiegu pieniężno-kredytowego najistotniejsze znamię falowań konjunktury, dopatrują się, o ile są konsekwentni, głównego lekarstwa w odpowiedniej polityce banków emisyjnych. Coprawda wyrażają wprost sprzeczne poglądy w odpowiedzi na pytanie, którą politykę uznać należy za trafną. Wszyscy domagają się przedewszystkiem od banków emisyjnych łagodzenia przesileń. Przypisują im winę ich zaostrzenia. Atoli jedni zarzucają bankom politykę zbyt inflacjonistyczną, drudzy zbyt deflacjonistyczną. Winę bezrobocia w Anglji przypisuje się często deflacjonistycznej polityce Banku Angielskiego, a spekulację giełdową w New-Yorku inflacjonistycznej polityce tamtejszego banku emisyjnego (Anderson).

Uważam wiarę w możliwość zastąpienia oszczędności ekspansją kredytową za złudzenie wielce niebezpieczne. Bank emisyjny powinien dbać o stałość waluty, dostosowywać o ile możności swoją stopę dyskontową do targowej. Nie powinien jej ustalać pod kątem widzenia wywarcia w ten sposób wpływu na poziom cen towarów i regulowania falowań konjunktury. Z dwojga złego, niebezpieczeństwo polityki inflacyjnej uważam za większe niż deflacyjnej. Trafna polityka banków emisyjnych ma bezsprzecznie doniosłe znaczenie dla łagodzenia falowań konjunktury, atoli nie rozwiązuje całości zagadnienia. Wpływ banku emisyjnego na życie gospodarcze jest mocno ograniczony w państwach silnie rozwiniętego etatyzmu, w których dyskontowa stopa targowa jest znacznie wyższa od pobieranej za wypożyczanie pieniędzy przez bank emisyjny. Powtóre, najlepsza polityka nie zastąpi dobrodziejstw kapitalizacji, obniżającej procent, a tem samem łagodzącej przesilęnia. Dobra polityka banku emisyjnego siłą rzeczy musi ograniczyć się do uwydatnienia prawdziwej wysokości procentu przez uzgadnianie stopy bankowej z targową. Niczego więcej od niej wymagać nie można. Kto obstaje przy zasadzie, że bank emisyjny, oznaczając stopę procentową od pożyczek, których udziela, powinien liczyć się w wysokim stopniu z wahaniami targowej stopy procentowej, ten doradza zmianę procentu bankowego wzwyż lub w dół stosownie do okoliczności. Tem samem jednak staje w sprzeczności z bezwzględnie pojętą polityką wysokich płac, wedle której uzasadnione byłyby jedynie zmiany w dół, albowiem wszelka zwyżka dyskontu wywiera wpływ zniżkowy na wysokość płac. Okoliczność ta uwydatnia dobitnie różnice, zachodzące między odmiennemi metodami, zalecanemi w celu złagodzenia falowań konjunktury.

Polscy poplecznicy polityki wysokich płac wszędzie i zawsze zalecają przejście do produkcji, obliczonej na zaspakajanie potrzeb, a nie na zyski. Nie obawiają się zasypania źródła kapitalizacji, bo liczą na inflację. Niebezpieczna utopijność tych pomysłów jest widoczna. Zwyżki płac możliwie znacznej i szybkiej życzymy sobie wszyscy. Należę jednak do tych, którzy pragną trwałej poprawy dobrobytu obecnie upośledzonych, co osiągnąć można tylko w ramach wzrostu kapitalizacji i na nim opartej. zniżki stopy procentowej. Dlatego uważam za trafną politykę wysokich płac, o ile jest równocześnie polityką wysokich zysków.

W Polsce w roku poprzednim wielu całą odpowiedzialność za nie ze wszystkiem zadowalający rozwój życia gospodarczego zwalało na bierność bilansu handlowego. Dziś mówi i pisze się dużo o złej konjunkturze. Dowodziłem rok temu, że bierny bilans handlowy jest niebezpieczny tylko wtedy, gdy procent drożeje. Podobnie osądzam przesilenia gospodarcze. Łatwo je znieść, rychle ustępują na rzecz wzmożonego okresu pomyślności, jeżeli społeczeństwo rozporządza wzrastającym zapasem oszczędności. Ich źródłem mogą być tylko odpowiednie zyski gospodarstwa społecznego, pochodzące ze zwiększonej rentowności gospodarstw indywidualnych. W Polsce rozpowszechnione nastawienie myśli i uczuć, oceniające ujemnie zyski przedsiębiorców, jest największym błędem polityczno-ekonomicznym, jaki popełnić można. Błąd ten jest szczególnie zgubny w Polsce, ze względu na jej silny przyrost ludności i na wynikającą stąd konieczność przeciwdziałania znacznemi inwestycjami, przedewszystkiem prywatnemi, grożącemu zubożeniu. Naczelnem hasłem powinno być zwiększenie, a nie zmniejszenie zysków 1.

1. P. W. Skrzywan ogłosił sprawozdanie o mojej pracy w" Ruchu Prawniczym i Ekonomicznym" (Kwartał trzeci za rok 1930, str. 525-531). Zdaniem Recenzenta "w momencie przesilenia i w okresie je poprzedającym istnieje rzeczywiście dysproporcja pomiędzy kapitałem obrotowym i stałym, zainteresowanym ostatecznie. Jednak dysproporcja ta jest wręcz odwrotna, niż wskazywana przez prof. K. Mianowicie istnieje w omawianych okresach relatywny nadmiar kapitału obrotowego". P. Skrzywan nazywa kapitałem obrotowym "całość dóbr wyprodukowanych, które nie doszły do rąk ostatniego konsumenta". W czasie przesilenia magazyny fabrykantów i hurtowników są przeładowane z powodu trudności zbytu towarów po rentownej cenie, a zatem kapitały obrotowe wzrastają nieproporcjonalnie. Różnica ujęcia zagadnienia wynikła stąd, że p. Ś. bierze pod uwagę formę towarową zjawisk i gospodarstwo społeczne, a ja zadawalniam się pieniężnym i prywatno- gospodarczym punktem widzenia. W obronie mej metody powiem tylko jedno. W czasie przesilenia kapitał obrotowy p. S. staje się gospodarczo unieruchomionym, a więc poniekąd stałym, bo możliwość obracania zyskownego tym kapitałem spada. Gdyby obroty bez strat były wykonalne, nie byłoby przesilenia.

P. Skrzywan i prof. Lipiński ("Ekonomista" tom III, 1929, str. 94 i nast.) zgodnie kwestjonują położenie przeze- mnie nacisku na konjunktury szczególne, ponieważ na tej drodze trudno wyjaśnić zjawisko konjunktur ogólnych, stanowiące ośrodek zagadnień teoretycznych. Niewątpliwie punkt widzenia monetarno-kredytowy daje rozwiązanie bardziej jednolite, a zatem metodologicznie bardziej zadawalniające. Jednak obstaję przy tern, że ta teorja upraszcza rzeczywistość, skutkiem czego daje zbyt wąską podstawę do wyciągania wniosków polityczno-ekonomicznych, a więc nie rozwiązuje właściwego zadania teorji ekonomicznej.

Z tego samego powodu uważam za niezadawalniającą teorję psychologiczną konjunktur Aftalion a i innych, w obronie której kruszy kopję Dr Juljan Koreniec. Praca Jego: "Krytyczne rozważania na temat metody współczesnych badań koniunktury " drukuje się w tej serji wydawnictw Akademji Um. w Kralcowie, w której wyjdzie zbiór moich pism. P. Koreniec operuje psychologją masy, zbiorowe mi falowaniami nastrojów optymistycznych i pesymistycznych wśród przedsiębiorców. Tłumaczenia tym sposobem problemu konjunktury nie uważam za wyjaśnienie ekonomiczne, choć Autor zgóry zastrzega się przeciw temu zarzutowi, i nie sądzę, ażeby to interesujące postawienie zagadnienia mogło oddać dużo usług myśleniu polityczno-ekonomicznemu.

W roku 1931 ukazała się rozprawa p. O. Langego: "Statystyczne badania konjunktur gospodarczych", Kraków str. 170 (odbitka z "Czasopisma prawniczego i ekonomicznego"), który uważa za znamię prze- silenia wzrost rozpiętości wahań się cen (P. S.).

 

Adam Krzyżanowski, „Polityka i Gospodarstwo” Pisma pomniejszone oraz omówienia 1920-1931, Nakładem Polskiej Akademii Umiejętności, Kraków 1931 r.

 

Reddit icon
Technorati icon
Yahoo! icon
e-mail icon
Twitter icon
Facebook icon
StumbleUpon icon
Del.icio.us icon
Digg icon
LinkedIn icon
MySpace icon
Newsvine icon
Pinterest icon

Ankieta

niedziela, 2018-08-12

Mariusz Łuszczewski ekspertem ds. relacji indyjskich

Mariusz Łuszczewski decyzją zarządu Centrum jest nowym ekspertem ds. relacji indyjskich. Oficjalne wręczenie tytułu eksperta miało miejsce 8 sierpnia 2018 roku.

niedziela, 2018-08-12

Spotkanie z Ambasadorem Indii J.E. Tsewangiem Namgyalem

9 sierpnia 2018 r. miało miejsce spotkanie z Ambasadorem Indii J.E. Tsewangiem Namgyalem (drugi od prawej) oraz Pierwszym Sekretarzem V.S.D.L. Surendra (czwarty od prawej) z ekspertem Centrum ds. relacji indyjskich Mariuszem Łuszczewskim (trzeci od prawej).

niedziela, 2018-08-12

Mariusz Łuszczewski ekspertem ds. relacji indyjskich

Mariusz Łuszczewski decyzją zarządu Centrum jest nowym ekspertem ds. relacji indyjskich. Oficjalne wręczenie tytułu eksperta miało miejsce 8 sierpnia 2018 roku.

niedziela, 2018-08-12

Spotkanie z Ambasadorem Indii J.E. Tsewangiem Namgyalem

9 sierpnia 2018 r. miało miejsce spotkanie z Ambasadorem Indii J.E. Tsewangiem Namgyalem (drugi od prawej) oraz Pierwszym Sekretarzem V.S.D.L. Surendra (czwarty od prawej) z ekspertem Centrum ds. relacji indyjskich Mariuszem Łuszczewskim (trzeci od prawej).

niedziela, 2018-08-12

Mariusz Łuszczewski ekspertem ds. relacji indyjskich

Mariusz Łuszczewski decyzją zarządu Centrum jest nowym ekspertem ds. relacji indyjskich. Oficjalne wręczenie tytułu eksperta miało miejsce 8 sierpnia 2018 roku.

niedziela, 2018-08-12

Spotkanie z Ambasadorem Indii J.E. Tsewangiem Namgyalem

9 sierpnia 2018 r. miało miejsce spotkanie z Ambasadorem Indii J.E. Tsewangiem Namgyalem (drugi od prawej) oraz Pierwszym Sekretarzem V.S.D.L. Surendra (czwarty od prawej) z ekspertem Centrum ds. relacji indyjskich Mariuszem Łuszczewskim (trzeci od prawej).