Centrum im. Adama SmithaPierwszy Niezależny Instytut w Polsce od 16 września 1989 roku

Stan Polskiej Gospodarki

Rozmowa z Andrzejem Sadowskim, wiceprezydentem Centrum im. Adama Smitha

Jeżeli Polsat w audiotele pytałby o stan polskiej gospodarki, to która odpowiedź byłaby prawdziwa:

  1. świetny
  2. taki sobie
  3. słaby

Oczywiście odpowiedź c.

Jeszcze niedawno cieszyliśmy się rosnącym wzrostem gospodarczym, malejącą inflacją... Co się stało?

Kryzys oczywiście nie wziął się znikąd. To efekt działań różnych rządów, przez wiele lat. Źródeł tego kryzysu trzeba szukać nie tylko w ostatnich czterech, czy nawet ośmiu latach.

A zatem? Jakie są przyczyny tej zapaści?

Główna jest taka, że kolejne ekipy konsekwentnie niszczyły aktywność gospodarczą Polaków. A to ona była przesądziła o naszych sukcesach gospodarczych. Polacy doskonale skorzystali z okazji, jaką dał im rząd Mieczysława Rakowskiego w roku 1988. Ustawa o podejmowaniu działalności gospodarczej była najbardziej wolnorynkową i najmniej biurokratyczna ustawą na świecie.

W ciągu kilku lat powstało w naszym kraju ponad dwa i pół miliona firm. To była prawdziwa, oddolna prywatyzacja, znacznie ważniejsza niż ta odgórna, organizowana przez państwo. Ta „duża” prywatyzacja nie wpływała pozytywnie na kształt gospodarki, a jedynie pompowała do budżetu pieniądze. Prywatyzując majątek państwowy politycy kierowali i kierują się nie względami ekonomicznymi, lecz politycznymi.

Jak to? Prywatyzacja to przecież jeden z głównych sukcesów Polski?!

Pozorny. Prywatyzacja – jak sama nazwa wskazuje – winna polegać na tym, by coś trafiło w ręce prywatne. U nas był to właściwie sposób na redystrybucję majątku na zasadach, podkreślam, nie ekonomicznych lecz politycznych. Najlepszym przykładem takiego zjawiska są Narodowe Fundusze Inwestycyjne.

Z tego co Pan mówi, wynika że rządzący tylko przeszkadzają. I najlepiej, jakby ich wcale nie było.

Nie ma obiektywnych przeszkód, żeby Polska się rozwijała. Jedyną przeszkodą jest obecna klasa polityczna.

Mocna teza.

Świadomość klasy politycznej jest, mówiąc oględnie, mizerna. Oni nie wiedzą, jakie są strategiczne potrzeby kraju, jakie wyzwania staja przed nami. To powoduje, że klasa ta nie jest w stanie poprowadzić państwa i narodu w odpowiednim kierunku.

Czy dowodem na strategiczne myślenie nie jest proeuropejski kierunek naszej polityki?

To objaw rozpaczy i braku jakiejkolwiek koncepcji. To wybór wynikający z jałowości polskich elit politycznych i gospodarczych, a nie prawdziwy wybór, wynikający z kalkulacji i oceny sytuacji. Proszę ocenić poziom dyskusji na temat Unii Europejskiej.

Czy całą klasę polityczna wrzuca Pan do jednego worka, czy zrobiłby Pan dla kogoś wyjątek?

Nie, nie. Wrzucamy wszystkich.

Wszystkich jednakowo? Ostatnio powstało trochę nowych formacji.

Wszystkich. Co prawda formacje są nowe, ale ludzie nie. I cała klasa polityczna, odpowiada na przykład za utrzymanie monopolu telekomunikacyjnego w Polsce. Koszty tej decyzji są niewyobrażalne. W czasach kiedy telefony komórkowe były w powijakach, a o Internecie mało komu się śniło, monopol Telekomunikacji Polskiej czynił z wielu obszarów Polski pustynie telekomunikakacyjne. Czy na takich pustyniach mogły wyrastać firmy? Mogło powstać cokolwiek? Nawet bezrobotni nie bardzo mieli jak szukać pracy poza swoją gminą. Nie dziwię się im, że oszczędzali na biletach autobusowych.

Za tak skandaliczne zaniedbanie odpowiedzialna jest cała elita polityczna.

Inne przykłady?

Autostrady. Przez ponad dekadę powstało ich ledwie kilka kilometrów. Każdy, kto chociaż raz był za granica i widział coś takiego jak autostrada, powinien pomyśleć: o, coś takiego jest niezbędne Polsce.

I dlaczego nie pomyślał?

To pytanie o wyobraźnię klasy politycznej. Jak ją oceniać, skoro nie potrafiła zdefiniować tak podstawowych celów? Nie potrafiła zadbać o infrastrukturę telekomunikacyjna czy drogową?

Politykom brakuje wyobraźni. Czegoś jeszcze?

Bardzo niewielu zrozumiało, skąd się wziął sukces polskiej gospodarki. Już Mazowiecki i Balcerowicz nie bardzo zdawali sobie sprawę, jakim osiągnięciem jest wybuch przedsiębiorczości i pracowitości Polaków. Bez niej, bez milionów nowych firm nie byłoby co robić z ludźmi zwalnianymi z upadających państwowych molochów. Do roku 1998 sektor prywatny przejmował ludzi zwalnianych z likwidowanych albo restrukturyzowanych zakładów. Powstawało więcej nowych miejsc pracy, niż ich znikało w sektorze publicznym. Stąd brał się wzrost gospodarczy.

Nie idealizuje Pan Polaków? Wszak kolejne rządy nieustannie znajdowały się pod ostrzałem roszczeniowo nastawionej części polskiego społeczeństwa. I to niemałej.

Zgadza się. Ale przecież w okresie przełomowym dla polskiej gospodarki, Balcerowicz zwolnił z pracy nieporównanie więcej ludzi, niż dzisiaj. Dzisiaj z powodu operacji na znacznie mniejszą skalę, mamy jeden kryzys za drugim, nieustanne protesty, marsze, obrady Sejmu i rządu.

A politycy nie powinni czuć się odpowiedzialni za ludzi, którzy tracą pracę?

Oczywiście, że powinni. Tylko, że w swoich decyzjach powinni być suwerenni. A nasi politycy nie są suwerenni wobec grup interesów, które – wydawało się – po 1989 roku zostały osłabione, lub wręcz rozbite. Teraz te grupy się odradzają i podporządkowują sobie polityków. Prawie każde ministerstwo ma taka grupę, która co jakiś czas wygraża ministrowi. A ci zazwyczaj ulegają.

Dlaczego właśnie teraz Polska dostała tak poważnej zadyszki?

Z bardzo prostego powodu. Jak wiadomo każdy rząd deklaruje daleko idącą pomoc dla małych i średnich przedsiębiorstw. Po czym robi wszystko, żeby te przedsiębiorstwa zarżnąć. Im rząd bardziej deklaruje, tym bardziej szkodzi. To wygląda na jakąś strategię, która jest zabójcza dla polskiej gospodarki.

Każdy rząd starał się komplikować opodatkowanie. Do absurdu doprowadzono wymóg posiadania kas fiskalnych. Ja sam widziałęm w Kazimierzu nad Wisłą staruszka obsługującego kasę fiskalną na baterię, żeby sprzedać po złotówce bilety na zamek z wliczonym VAT-em. Poziom absurdu jest wysoki. Ale to nie tylko absurd – to także siła przebicia producentów kas fiskalnych.

Co ciekawe, budżet wiele z tego nie ma. Im mniejsze podmioty muszą ten podatek płacić, im – teoretycznie – więcej jest tych płatników, tym dochody mniejsze.

Przedsiębiorcy się buntują, czy mają dosyć i likwidują biznesy?

Jedni się zwijają, inni wchodzą w szarą strefę. W tak zwaną gospodarkę nie rejestrowaną.

Co prócz fiskalizacji daje przedsiębiorcom w kość?

Najbardziej – koszty pracy. Za obecnego rządu one wzrosły z 50% płacy netto do 90% płacy.

Prosimy przetłumaczyć z pańskiego na nasze.

Teraz jeśli przedsiębiorca chce wypłacić 1000 złotych do ręki, to do kasy państwa musi od tego tysiąca wpłacić 900 złotych. Chodzi o ZUS, podatek, składkę emerytalną itd.

Do tego dochodzą dodatkowe utrudnienia. Kiedyś wystarczył jeden przelew do ZUS-u, teraz musza być trzy. Takich komplikacji jest więcej. W rezultacie mali przedsiębiorcy musza korzystać z usług wyspecjalizowanych biur rachunkowych, co oczywiście kosztuje. Niektórych na to nie stać, więc zwijają biznesy.

Nie pojawiają się następne?

10 lat temu wszystko było proste, jak w mitycznej Ameryce. Tam analfabeci nie znający języka angielskiego tworzyli wielkie fortuny. Bo system był tak prosty i nie było w nim żadnych raf.

U nas tych raf jest coraz więcej. Podam przykład opisany przez krakowskiego dziennikarza. Pokazał on jak dobrze prosperujące przedsiębiorstwo zostało zlikwidowane przez lokalny ZUS. A było to tak: reforma emerytalna wprowadziła wymóg składania dużej ilości deklaracji. Firma wypełniała deklaracje, według podanego wzoru. Niestety wzór miał błąd. Trzeba go było modyfikować. Nowy wzór tez miał błąd. ZUS żądał więc kolejnych korekt. Firma składała miesięcznie około stu sprawozdań i korekt oraz korekt korekt za swych kilkunastu pracowników. Wkrótce zwolniono pracowników, a właściciele zajmowali się już tylko deklaracjami i korektami, żeby nie podpaść ZUS-owi. Na koniec ZUS oskarżył ich o zawieszenie swojego systemu komputerowego. I firma upadła.

Ma Pan więcej takich historii?

Oczywiście. Pewien przedsiębiorca ze Śląska wpadł na pomysł, żeby z Uralu sprowadzać tani węgiel. Zatrudniał 1300 ludzi a ubogim mieszkańcom naszego kraju dawał tani opał. Niestety, o procederze owym dowiedzieli się górnicy-związkowcy, którzy poszli do wicepremiera Steinhoffa. Zażądali zakazu importu tego węgla. Chociaż nie było żadnych podstaw prawnych, wicepremier wydał stosowne zarządzenie. Przedsiębiorstwo upadło, 1300 osób poszło na bruk, że o klientach firmy nie wspomnę. Właściciel skierował sprawę do sądu.

Ta historia pokazuje, jak mało z wolnym rynkiem ma wspólnego to, co tak nazywamy w Polsce. Tu liczą się kontakty z władzą, która może w każdej chwili zmienić reguły gry. Nie liczą się pomysł, pracowitość i determinacja, ale znajomi urzędnicy.

Wspominał Pan o strategii rządów w tej dziedzinie...

Bo to tak wygląda, ale nie zakładamy premedytacji. Sądzimy, że większość ministrów po prostu nie ma pojęcie, jak ich decyzje utrudniają ludziom życie.

Są głupi?

W każdym razie nie interesują się skutkami swoich posunięć. W tej chwili minister Bauc doszedł do wniosku, że logo firmy na paragonie fiskalnym musi być ułożone centrycznie: na środku. Do tej pory kasy biły po lewej, po prawej, w środku... Rozmaicie. Minister postanowił to usystematyzować. No i część przedsiębiorców będzie musiała wymienić kasy fiskalne, żeby logo było na środku. Nie obchodzą go koszty takiej operacji.

Producenci kas fiskalnych to chyba najbardziej wpływowa grupa w Polsce.

W każdej dziedzinie życia gospodarczego widać takie, wyjątkowo wpływowe, grupy. Żartujemy sobie, że tak jak są artykuły sponsorowane w gazetach, tak w Dzienniku Ustaw powinny ukazywać się notki: ustawa sponsorowana przez... i tu nazwa firmy lub instytucji.

Właśnie: jak mocne piętno odciska na gospodarce korupcja?

To trudno oszacować. Na pewno w kilku dziedzinach korupcja jest nieomal standardem. Tego procesu nie ukróciła ustawa o zamówieniach publicznych.

Podobno ma być jeszcze gorzej...

Jesteśmy w sytuacji przedrewolucyjnej. Niebawem utrudnienia i obciążenia fiskalne będą tak duże, że doprowadzi to do fali niezadowolenia społecznego, jak w 1988 i 1989 roku. Prawdopodobnie doprowadzi to do upadku tradycyjnych elit politycznych. Początki tego zjawiska widać już teraz: wygląda na to, że AWS i UW nie dostaną się do Sejmu.

Drobni przedsiębiorcy wyjdą na ulicę?

Nie. Ustroje wypalają się, zapadają się, bankrutują. Obecny – trudno go nazwać kapitalizmem - jest na skraju bankructwa. O jego nieefektywności świadczy choćby poziom bezrobocia. Upadek systemu wcale nie musi odbywać się na ulicy. Wręcz przeciwnie: może mu towarzyszyć kompletna obojętność obywateli.

Co trzeba robić?

Przede wszystkim trzeba drastycznie obniżyć koszty pracy. Przynajmniej o połowę. To odblokuje możliwość tworzenia nowych miejsc pracy.

Jak to zrobić?

I tak ZUS dostaje dotacje z budżetu. Trzeba je zwiększyć, żeby odciążyć przedsiębiorców.

I dziura w finansach państwa jeszcze się powiększy.

No właśnie, to druga sprawa: należy uzdrowić państwowe finanse. Przede wszystkim przez oszczędności. W Polsce mamy do czynienia z nieprawdopodobnym marnotrastwem w przeróżnego rodzaju państwowych agencjach i funduszach, będących zresztą właściwie poza kontrola państwa. Reforma finansów winna polegać na tym, że w państwie powinien być tylko jeden kasjer dysponujący państwowymi pieniędzmi. Innych trzeba zlikwidować. Im więcej pośredników, tym większe marnotrawstwo.

Trzecia sprawa?

Wszystkie są tak samo istotne, nie hierarchizujemy. Należy przywrócić wolność gospodarczą z końca lat 80. Proste, przejrzyste przepisy, proste podatki. Z fiskalizacji trzeba się wycofywać, a nie wprowadzać elektroniczne kasy do taksówek, co ma podobno nastąpić. To poziom aberracji dla którego trudno znaleźć patrona wśród groteskowych pisarzy.

Innym posunięciem powinno być zniesienie immunitetu poselskiego. W sprawach nie związanych z działalnością polityczna, parlamentarzysta winien być odpowiedzialny, jak zwykły obywatel. To niby sprawa mało istotna, ale immunitet jest symbolem alienacji klasy politycznej. I dlatego trzeba go zlikwidować.

Co jeszcze?

Wprowadzenie ordynacji większościowej, która odbuduje zerwana więź między klasa polityczna a społeczeństwem.

Oj, nie lubi Pan polityków.

Klasa polityczna ma do spełnienia olbrzymia rolę w państwie. Ale musi mieć świadomość wyzwań stojących przed tym państwem. W Polsce jest to niestety wyjątkowo niekompetentna grupa ludzi.

Wcześniej dla żadnej partii nie uczynił Pan wyjątku. Może są choć pojedynczy politycy, którzy górują nad innymi?

Nawet jeżeli tacy byli, dopasowali się do systemu.

To kto miałby właściwie zmierzyć się z tymi wyzwaniami o których Pan mówi?

To zadanie dla nowej generacji wyborców i polityków, świadomych obywateli, świadomych podatników. W ciągu najbliższych lat musi wykrystalizować zupełnie nowa, antysystemowa siła polityczna.

Wierzy Pan w to, że młodzi politycy będą inni od starszych kolegów? Teraz młodzież raczej się dopasowuje, niż buntuje...

Cóż, w coś trzeba wierzyć.

Rozmawiali: Jarosław Gajewski i Igor Zalewski

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Reddit icon
Technorati icon
Yahoo! icon
e-mail icon
Twitter icon
Facebook icon
StumbleUpon icon
Del.icio.us icon
Digg icon
LinkedIn icon
MySpace icon
Newsvine icon
Pinterest icon

Ankieta

niedziela, 2018-08-12

Mariusz Łuszczewski ekspertem ds. relacji indyjskich

Mariusz Łuszczewski decyzją zarządu Centrum jest nowym ekspertem ds. relacji indyjskich. Oficjalne wręczenie tytułu eksperta miało miejsce 8 sierpnia 2018 roku.

niedziela, 2018-08-12

Spotkanie z Ambasadorem Indii J.E. Tsewangiem Namgyalem

9 sierpnia 2018 r. miało miejsce spotkanie z Ambasadorem Indii J.E. Tsewangiem Namgyalem (drugi od prawej) oraz Pierwszym Sekretarzem V.S.D.L. Surendra (czwarty od prawej) z ekspertem Centrum ds. relacji indyjskich Mariuszem Łuszczewskim (trzeci od prawej).

niedziela, 2018-08-12

Mariusz Łuszczewski ekspertem ds. relacji indyjskich

Mariusz Łuszczewski decyzją zarządu Centrum jest nowym ekspertem ds. relacji indyjskich. Oficjalne wręczenie tytułu eksperta miało miejsce 8 sierpnia 2018 roku.

niedziela, 2018-08-12

Spotkanie z Ambasadorem Indii J.E. Tsewangiem Namgyalem

9 sierpnia 2018 r. miało miejsce spotkanie z Ambasadorem Indii J.E. Tsewangiem Namgyalem (drugi od prawej) oraz Pierwszym Sekretarzem V.S.D.L. Surendra (czwarty od prawej) z ekspertem Centrum ds. relacji indyjskich Mariuszem Łuszczewskim (trzeci od prawej).

niedziela, 2018-08-12

Mariusz Łuszczewski ekspertem ds. relacji indyjskich

Mariusz Łuszczewski decyzją zarządu Centrum jest nowym ekspertem ds. relacji indyjskich. Oficjalne wręczenie tytułu eksperta miało miejsce 8 sierpnia 2018 roku.

niedziela, 2018-08-12

Spotkanie z Ambasadorem Indii J.E. Tsewangiem Namgyalem

9 sierpnia 2018 r. miało miejsce spotkanie z Ambasadorem Indii J.E. Tsewangiem Namgyalem (drugi od prawej) oraz Pierwszym Sekretarzem V.S.D.L. Surendra (czwarty od prawej) z ekspertem Centrum ds. relacji indyjskich Mariuszem Łuszczewskim (trzeci od prawej).