Centrum im. Adama SmithaPierwszy Niezależny Instytut w Polsce od 16 września 1989 roku

Co będzie z polską gospodarką po wyborach i wyłonieniu nowego rządu

POPiS u piekarza 

Dziś prokuratorzy zamiast ścigać bandytów muszą pilnować prezesów państwowych spółek. Całkowicie jałowe przedsięwzięcie

Zabawnie brzmią komentarze o tym, co stanie się z polską gospodarką po wyborach. Trudno bowiem snuć przypuszczenia na podstawie słów i czynów polityków z okresu kampanii wyborczej. Kierują się oni w jej trakcie kalkulacją polityczną, a nie ekonomiczną. Aby pozyskać głosy wyborców, trzeba ich w jakiś sposób oczarować. Podział na Polskę liberalną (PO) i socjalną (PiS) może, choć oczywiście nie musi, okazać się dużym uproszczeniem.

Skoro Donald Tusk mógł uwodzić wyborców z plakatów wyraźnie podretuszowanymi niebieskimi oczami, podobnie jak Aleksander Kwaśniewski w 1995 roku, dlaczego bracia Kaczyńscy nie mieli planem budowy trzech milionów mieszkań (w sumie też podobnie jak Aleksander Kwaśniewski w 1995 roku). Skoro PO nie ujawniła programu wyborczego na wezwanie Lecha Kaczyńskiego, bo rzekomo jest za bardzo radykalny i jego ujawnienie mogłoby odebrać Platformie więcej głosów, niż nieujawnianie, może PiS ujawniło program budowy socjalizmu z tego samego powodu - z chęci przypodobania się tym wyborcom, których reakcji na swój radykalny program bała się Platforma. Jakoś mi się nie chce wierzyć, żeby Lech Kaczyński zaczął akceptować homoseksualistów, jak mogłoby wynikać z jednego z jego wywiadów. Po prostu obliczył, ile głosów może jeszcze pozyskać.

Nie chce mi się też wierzyć, że nie potrafi policzyć, jakie mogą być skutki budżetowe pewnych pomysłów, o których mowa w programie wyborczym PiS. Socjalizm upadł nie dlatego, że nie było wolnych związków zawodowych, o które walczyli nie tylko bracia Kaczyńscy, ale także Tusk z Rokitą, ale dlatego, że socjalistyczne państwo nieposiadające szybów naftowych nie jest w stanie budować 375 tysięcy mieszkań w ciągu roku (jak teraz obiecują Kaczyńscy) i jednocześnie skutecznie wypełniać inne funkcje. Gdyby można było zbudować socjalizm, zrobiłby to już Gomułka, który chyba nie był skorumpowany. A zależność od wschodniego sąsiada, dzięki której w ogóle mógł dojść do władzy, a od którego dziś bynajmniej nie jesteśmy politycznie uzależnieni, nie jest wyznacznikiem tempa rozwoju gospodarczego i wzrostu PKB.

1) NAUKA LICZENIA I DOBRE INTENCJE

Dlatego nie przywiązywałbym zbytniej wagi do tego, co powiedziano i zrobiono podczas kampanii wyborczej. Jakie będą konsekwencje wyborów dla polskiej gospodarki, okaże się wówczas, gdy będziemy znali nazwiska tych, którzy mają nią zarządzać. I to nie tylko, i nawet nie przede wszystkim, nazwiska ministrów czy sekretarzy i podsekretarzy stanu w kluczowych ministerstwach, ale nazwiska członków rad nadzorczych i zarządów najważniejszych spółek skarbu państwa. O strategii nowego rządu, poza ogólnikami zawartymi w exposé premiera, zapewne niewiele będziemy wiedzieli. Ale to ludzie realizują strategię i od nich bardzo wiele zależy.

Ludzie uczą się na błędach. Można więc mieć nadzieję, że nauczył się także Lech Kaczyński, który publicznie przyznał, iż nominacja prokuratora Kapusty była jego największą pomyłką. Najważniejszą kwalifikacją do sprawowania władzy jest uczciwość i tu w stu procentach trzeba się zgodzić z braćmi Kaczyńskimi. Nawet jednak uczciwy polityk musi umieć liczyć, bo dobrymi intencjami piekło jest wybrukowane. Aby uniknąć pomyłek podobnych do tej ze wspomnianym prokuratorem, lepiej byłoby dokończyć prywatyzację. Czy dziś ktoś się zastanawia, na co wydaje pieniądze zarząd Wedla SA (dawniej 22 Lipca), którego prywatyzacja wywoływała wielkie kontrowersje? Nie. A dlaczego? Bo jest to już spółka prywatna.

Prywatyzacja uczciwie przeprowadzona zdejmuje z polityków odium za decyzje podejmowane przez zarządy sprywatyzowanych spółek, które po prostu mają płacić podatki. Z całą pewnością łatwiej znaleźć uczciwego i fachowego prezesa dla spółki prywatnej niż państwowej. Bo dlaczego prawdziwi fachowcy mieliby się pchać do pracy w kominowym systemie wynagradzania, jeśli na rynku mogą zarobić kilka razy więcej? Chyba że nie mogą, bo za fachowców tylko się uważają, albo obok kominówki planują dorobić sobie coś na boku. Wówczas jednak prokuratorzy zamiast ścigać bandytów muszą pilnować prezesów. Całkowicie jałowe przedsięwzięcie. 

2) PIS I SOCJALIZM Z LUDZKĄ TWARZĄ

Można też spróbować wytłumaczyć PiS istotę "przerzucalności" podatków, której nie rozumie nawet PO. Gdyby rozumiała, w odpowiedzi na konferencję prasową Lecha Kaczyńskiego, na której pokazywał, ile chleba zniknie z polskich stołów na skutek wprowadzenia jednolitej stawki podatku VAT, Jan Rokita mógłby, zamiast kanistra z benzyną, przynieść ten sam bochenek chleba i pokazać, ile go przybędzie na skutek obniżenia podatku dochodowego, płaconego przez piekarza, jego składek ubezpieczeniowych, podatku VAT tkwiącego w energii elektrycznej, koniecznej do pieczenia, i benzynie koniecznej do przewiezienia tego chleba.

Ale żeby to wiedzieć, choć raz w życiu trzeba pójść zobaczyć, jak wygląda piekarnia i życie piekarza, a nie tylko pracować w instytucjach finansowych, rządowych lub na uniwersytetach. Trzeba poczuć ten strach, który czuje podatnik przed urzędem skarbowym i to bynajmniej nie dlatego, że oszukuje, tylko dlatego, że kontrahent nie zapłacił i nie ma z czego zapłacić podatku, lub dlatego, że właśnie minister finansów zmienił interpretację obowiązujących przepisów. Można też pokazać braciom Kaczyńskim cwaniaków, którzy zrobili sobie całkiem dochodowy interes z wykorzystywania zróżnicowania stawek podatku VAT. Oczywiście nimi też może się zająć prokurator, ale o wiele efektywniej byłoby, gdyby po prostu nie stwarzać im okazji, bo to okazja czyni złodzieja.

Jeśli jednak PiS naprawdę wierzy w socjalizm z ludzką twarzą, tworzenie wielkiej koalicji PO - PiS nie byłoby wcale wskazane. Cztery lata temu pozwoliłem sobie zasugerować, że jeśli SLD naprawdę ma program naprawy Rzeczypospolitej, nie powinien tworzyć koalicji z PSL, lecz stworzyć rząd mniejszościowy i szukać poparcia dla rozsądnych zmian w PO. Gdyby tak się stało, Polska i polska gospodarka byłyby dziś gdzie indziej, niż są. Może więc lepiej byłoby i tym razem, gdyby powstał mniejszościowy rząd PiS, zajmujący się sanacją życia politycznego, na co jest nie tylko przyzwolenie, ale wręcz zapotrzebowanie społeczne, skazany na poszukiwanie poparcia PO dla ważnych zmian gospodarczych?

3) DYLEMAT PLATFORMY

Platforma musi pamiętać, że za sztandar swojego programu gospodarczego przyjęła hasło 3 x 15. Innych koncepcji, bardziej szczegółowych, nie przedstawiła. Jeśli teraz zdecyduje się na firmowanie rządu, który dokona jedynie kosmetycznych zmian w progresywnym systemie

podatkowym, pojawi się pytanie o cenę udziału w procesie rządzenia. Żądza władzy może być zrozumiała, jeśli ma się możliwość realizowania swoich wizji politycznych czy gospodarczych. A jeśli się takich możliwości nie ma? Jakie wówczas wchodzą w grę żądze? To pytanie wyborcy postawią sobie za cztery lata, a wówczas PO może podzielić los UW, która z niewyjaśnionych powodów zbyt długo żyrowała poczynania AWS.

Dziś się wydaje, iż Donald Tusk jest bardziej skory do ustępstw wobec PiS niż Jan Rokita. Może dlatego, że już ma bogate doświadczenie w odchodzeniu od wolnorynkowych idei na rzecz udziału w procesie rządzenia. Pierwszy raz - w imieniu Kongresu Liberalno-Demokratycznego, który pod hasłem liberalizmu podwyższał składki na ubezpieczenia społeczne do wielkości będących dziś kulą u nogi dla rynku pracy i przez protekcjonistyczną politykę celno-podatkową sprawił, że samochody - marzenie milionów rodaków - stały się w Polsce najdroższe na świecie. Drugim razem w imieniu Unii Wolności, która tkwiła w rządzie Jerzego Buzka, mimo podejmowania przez ten gabinet działań ewidentnie etatystycznych, między innymi za sprawą tych samych działaczy, którzy dziś lansują sami siebie na ministerialne stanowiska w rządzie PiS.

Jeżeli Tusk przegra wybory prezydenckie, zapewne będzie kierował Klubem Parlamentarnym Platformy. Wówczas łatwiej byłoby mu kontrolować poczynania kolegów partyjnych w koalicyjnym rządzie. Jeśli jednak Tusk zostanie prezydentem, współpracę w rządzie PO z PiS, na której dziś zależy bardziej jemu niż Rokicie, musiałby koordynować Rokita, który od bezkrytycznego wspierania PiS zaczyna się dystansować. To się musi skończyć katastrofą.

Z drugiej jednak strony Platforma szła do wyborów z zapowiedzią koalicji. Nie byłoby jej więc łatwo się z udziału w niej wycofać. Może zatem czas poszukać rozwiązań, które nie postawią żadnej partii na przegranej pozycji. Oczywiście na realizację programu 3 x 15 PiS nie zgodzi się, choćby z powodów ambicjonalnych. Ale tak naprawdę nie jest to problem. Nie warto umierać za 3 x 15. Dla piekarza istotniejsze są koszty uzyskania przychodu, zasady amortyzacji środków trwałych, ewentualne stosowanie cen transferowych - jeśli ma także młyn, konieczność płacenia podatku wówczas, gdy hurtowi odbiorcy nie zapłacili za chleb, czy wreszcie rozliczanie VAT przy zróżnicowaniu stawek tego podatku. A już całkowitą tragedią będzie dla niego odliczenie VAT zapłaconego poddostawcy, który sam nie odprowadzi tego podatku do urzędu skarbowego, bo wówczas w ramach stosowania przez państwo zasad odpowiedzialności zbiorowej solidarna odpowiedzialność przechodzi na piekarza. A jak piekarz chce zatrudnić kogoś do pracy, jeszcze musi zapłacić mu nie tylko

pensję, ale i horrendalnie wysokie składki ubezpieczeniowe, które oczywiście, żeby nie dopłacać do interesu, musi przerzucić w cenę sprzedawanego pieczywa.

4) KOMPROMIS W LIKWIDACJI PIT

 Oczywiście, podatek liniowy jest lepszy od progresywnego. Ale jeszcze lepszy byłby... brak podatku dochodowego. Politycy zasłaniający się brakiem przyzwolenia społecznego na radykalne zmiany systemu podatkowego przypominają chirurga, który nie konsultuje z pacjentem jak ma przeprowadzić operację. A operacja polskiemu systemowi podatkowemu jest po prostu niezbędna. Kompromisem dla obu partii może być likwidacja PIT i zastąpienie go podatkiem od funduszu wynagrodzeń, każda z nich może przedstawić to jako swój sukces.

Podatek byłby pobierany u źródła, więc zamiast dwudziestu kilku milionów podatników byłoby ich tylko dwa miliony. Nie istniałby powód, aby policja skarbowa miała możliwość podsłuchiwania, jak obecnie, kogo tylko zechce. Urzędnicy skarbowi zamiast przekładać z kupki na kupkę deklaracje PIT, zwiększyliby efektywność kontroli u przedsiębiorców, a zobowiązania podatkowe mogłyby przedawniać się znacznie szybciej niż teraz. Zwiększyłoby to poczucie bezpieczeństwa obrotu, więc powinno zostać łatwo zaakceptowane przez uczciwych przedsiębiorców. Nieprawdą jest, że podatnicy chcą mieć poczucie płacenia podatków. Nie chcą. Im mniej odczuwają, że państwo zabiera im pieniądze, tym lepiej dla państwa, bo się podatnicy mniej na nie złoszczą.

Kto jak kto, ale politycy PO - PiS mający za sobą bogate doświadczenie po obu stronach koalicji AWS - UW powinni pamiętać tę lekcję historii. Ale historia, która jest podobno nauczycielką życia, uczy, że jeszcze nikogo niczego nie nauczyła.

(„POPiS u piekarza”, Rzeczpospolita, Nr 232, 04.10.2005)

prof. Robert Gwiazdowski

Reddit icon
Technorati icon
Yahoo! icon
e-mail icon
Twitter icon
Facebook icon
StumbleUpon icon
Del.icio.us icon
Digg icon
LinkedIn icon
MySpace icon
Newsvine icon
Pinterest icon

Ankieta

niedziela, 2018-08-12

Mariusz Łuszczewski ekspertem ds. relacji indyjskich

Mariusz Łuszczewski decyzją zarządu Centrum jest nowym ekspertem ds. relacji indyjskich. Oficjalne wręczenie tytułu eksperta miało miejsce 8 sierpnia 2018 roku.

niedziela, 2018-08-12

Spotkanie z Ambasadorem Indii J.E. Tsewangiem Namgyalem

9 sierpnia 2018 r. miało miejsce spotkanie z Ambasadorem Indii J.E. Tsewangiem Namgyalem (drugi od prawej) oraz Pierwszym Sekretarzem V.S.D.L. Surendra (czwarty od prawej) z ekspertem Centrum ds. relacji indyjskich Mariuszem Łuszczewskim (trzeci od prawej).

niedziela, 2018-08-12

Mariusz Łuszczewski ekspertem ds. relacji indyjskich

Mariusz Łuszczewski decyzją zarządu Centrum jest nowym ekspertem ds. relacji indyjskich. Oficjalne wręczenie tytułu eksperta miało miejsce 8 sierpnia 2018 roku.

niedziela, 2018-08-12

Spotkanie z Ambasadorem Indii J.E. Tsewangiem Namgyalem

9 sierpnia 2018 r. miało miejsce spotkanie z Ambasadorem Indii J.E. Tsewangiem Namgyalem (drugi od prawej) oraz Pierwszym Sekretarzem V.S.D.L. Surendra (czwarty od prawej) z ekspertem Centrum ds. relacji indyjskich Mariuszem Łuszczewskim (trzeci od prawej).

niedziela, 2018-08-12

Mariusz Łuszczewski ekspertem ds. relacji indyjskich

Mariusz Łuszczewski decyzją zarządu Centrum jest nowym ekspertem ds. relacji indyjskich. Oficjalne wręczenie tytułu eksperta miało miejsce 8 sierpnia 2018 roku.

niedziela, 2018-08-12

Spotkanie z Ambasadorem Indii J.E. Tsewangiem Namgyalem

9 sierpnia 2018 r. miało miejsce spotkanie z Ambasadorem Indii J.E. Tsewangiem Namgyalem (drugi od prawej) oraz Pierwszym Sekretarzem V.S.D.L. Surendra (czwarty od prawej) z ekspertem Centrum ds. relacji indyjskich Mariuszem Łuszczewskim (trzeci od prawej).