Centrum im. Adama SmithaPierwszy Niezależny Instytut w Polsce od 16 września 1989 roku

Drobne kroki są dobre w dyplomacji

 

Do 1998 roku powstawało w Polsce więcej miejsc pracy niż ulegało likwidacji. Bezrobocie spadło do poziomu ok. 9 procent. Wzrost gospodarczy wynosił około 7 procent przez trzy lata z rzędu od 1995 do 1997. Polska była liderem pozytywnych przemian w tej części świata. Nasz cud gospodarczy był wydarzeniem bez precedensu w końcu dwudziestego wieku, kraj odmienił się jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki.

Dlaczego teraz jest gorzej? Na tak prosto postawione pytanie klasa polityczna próbuje dać od wielu lat różne odpowiedzi i recepty. Przyczyn tego stanu rzeczy politycy szukają głównie w czynnikach zewnętrznych. Polska według większości przedstawicieli klasy politycznej jest zakładnikiem globalizacji, koniunktur w innych krajach czy też kryzysów rosyjskich albo azjatyckich. Niezależnie od politycznej barwy przedstawiane diagnozy i rozwiązania nie potrafią się w żaden sposób odnieść się do źródeł polskiego, czyli rodzimego sukcesu. Teorie i programy polityczne upatrują odmiany naszego losu głównie w integracji ze strukturami europejskimi (czytaj: rwącej rzece dotacji). Poczuciu obniżonej odpowiedzialności klasy politycznej za przyszłość kraju towarzyszyła akceptacja przez nią, a w najlepszym razie obojętność, na codzienne zmagania i mitręgę prawdziwych twórców cudu gospodarczego - polskich przedsiębiorców. Ich działalności tak jak w realnym socjalizmie uzależniona jest coraz silniej od struktur władzy lokalnej, centralnej, każdej. Sukces gospodarczy przestaje być pochodną ciężkiej pracy, atrakcyjnej jakościowo i cenowo oferty, czyli prostu przedsiębiorczości, zależy głównie od powiązań z układem rządzącym na dowolnym szczeblu. Przedsiębiorczość została skrępowana, sparaliżowana i jest prześladowana. Kraj przestał się normalnie rozwijać. Powaga sytuacji dorównuje tej z końca lat osiemdziesiątych. Dlatego ta historyczna miara jest uzasadniona do oceny propozycji rządowych.

Nie można mieć wątpliwości, co do dobrych intencji rządu. Fundamentalne dla Polski jest rosnące bezrobocie, a rządowy dokument trafnie identyfikuje jego przyczynę. Praca jest obciążona niezwykle wysokimi kosztami. Przedsiębiorca musi wypłacać ró

prawie równe pensje. Jedną pracownikowi, drugą - za możliwość jego legalnego zatrudniania - niewiele mniejszą państwu (ZUS, składki, podatki). Praca jest jak inne dobra towarem. Jej cena w naszym kraju jest bardzo wysoka i spada na nią zapotrzebowanie. Polskiego przedsiębiorcy nie stać na zatrudnienie pracownika. Nawet słuszna diagnoza rządu, że przyczyną rosnącego bezrobocia są wysokie obciążenia kosztami pracy, nie skutkuje propozycją ich redukcji. Propozycja sprowadza się do dotowania części składki na ZUS, aby przedsiębiorca mógł sprostać kosztom zatrudnienia. Rozwiązanie takie oznacza, że tylko nieliczni dostaną dotację obniżającą ich koszt pracy. Zapłacą za to pozostali przedsiębiorcy i reszta społeczeństwa.

Do tego sprowadza się filozofia programu rządowego. Za polepszenie warunków pracy, mieszkaniowych czy komunikacyjnych nielicznym zapłaci większość obywateli. Rząd nie ma pieniędzy. Polska nie ma złóż ropy naftowej, złota czy kamieni szlachetnych. Jedynym naszym bogactwem jest praca, więc tylko ona może zostać dodatkowo opodatkowana. Proces ten rozpoczął się już w zeszłym roku i skrajnym tego przejawem jest faktyczne opodatkowanie oszczędności od bankowych lokat a nie odsetek. Tylko tą drogą rząd może zebrać pieniądze na czynienie „dobra”. Rząd chce nas „wyżywić” korzystając z naszych ciężko zarobionych pieniędzy. Polityka taka jest wyjątkowo kosztowna i nieskuteczna.

Program zawiera kilka słusznych rozwiązań jak zniesienie obowiązku opłacania VAT-u przez firmy działające na podstawie karty podatkowej czy propozycja obniżenia stawek podatków ryczałtowych. Wobec konieczności pokonania przepaści dzielącej nas od źródeł własnego sukcesu są to jednak ciągle kroczki.

Ogłoszenie programu rządowego jest jednak pozytywne. Zmusza opozycję do pracy. Problematyka przedsiębiorczości i pracy jako źródła bogactwa narodowego była dla niej do tej pory zbyt trywialna. Tak naprawdę, mieniąca się prawicą opozycja, jest bardziej w intelektualnej opozycji do politycznego dziedzictwa Mirosława Dzielskiego niż w stosunku do obecnego rządu. W końcu lat osiemdziesiątych Mirosław Dzielski postulował, „ aby warunki wytwarzania bogactwa stworzyć nie tylko najbardziej przedsiębiorczym jednostkom, które są w stanie się przebić, ale całemu narodowi”. Polska ponownie na to czeka.

(„Drobne kroki są dobre w dyplomacji”, Gazeta Polska, 06.02.2002, 10.

Andrzej Sadowski

Reddit icon
Technorati icon
Yahoo! icon
e-mail icon
Twitter icon
Facebook icon
StumbleUpon icon
Del.icio.us icon
Digg icon
LinkedIn icon
MySpace icon
Newsvine icon
Pinterest icon

Ankieta