Centrum im. Adama SmithaPierwszy Niezależny Instytut w Polsce od 16 września 1989 roku

GORZKI BILANS PEŁNEGO CHWAŁY DZIESIĘCIOLECIA

Upłynęło dziesięć lat od zmiany ustroju gospodarczego w Polsce. Ten jubileusz skłania do refleksji, a upływ czasu daje perspektywę pozwalającą na próbę wyjaśnienia ówczesnych wydarzeń i ich późniejszych konsekwencji.

Ogrom zmian ilustrują najlepiej okolicznościowe materiały dokumentalne pokazywane w telewizji: dojmująca i przygnębiająca szarość miejskiego krajobrazu, puste sklepowe półki, kartki na wódkę i benzynę – wszystko, co kształtowało polską codzienność pod koniec lat osiemdziesiątych zniknęło w zdumiewająco krótkim czasie. Ta niezwykła transformacja zasługuje doprawdy na miano „cudu gospodarczego”, określenia, którego użyto dla opisania zmian w zachodniej części Niemiec u progu lat pięćdziesiątych, czy nieco później we Włoszech. Dodajmy, że Polska – w przeciwieństwie do Czechosłowacji i Węgier – dokonywała przeobrażeń nie mających precedensu w świecie. Także głębokość i zakres zmian były tutaj większe niż u sąsiadów z dawnego „obozu socjalistycznego”.

Przedsiębiorczość i odwaga polityczna

Istotą reform było uwolnienie tkwiącego w polskim społeczeństwie kapitału przedsiębiorczości, bezlitosna likwidacja najgorszych patologii gospodarki planowej i –

wreszcie – stworzenie makroekonomicznych warunków pozwalających na funkcjonowanie rynku. Symbolem zmian stał się wicepremier Leszek Balcerowicz, ale nie był on jedynym bohaterem tamtej (kontr)rewolucji gospodarczej. Zbiorowym bohaterem były obok niego rzesze ludzi bezimiennych, podejmujących ryzyko pracy na własny rachunek, z entuzjazmem wykorzystujących nowe możliwości. Fenomenem tylko Polsce właściwym były występujące równocześnie: polityczna determinacja i odwaga Leszka Balcerowicza, niewahającego się skazać na upadek całych niewydolnych sektorów dawnej gospodarki (co pozwoliło zaoszczędzić trwonione przez nie zasoby), oraz żywiołowość z jaką wypełniona została owa przestrzeń wolności otwarta w 1989 roku. Miarą różnic w tym zakresie między Polską i Republiką Czeską niech będzie wskaźnik bezrobocia w 1993 roku, w Polsce wynoszący blisko 16 proc., w Czechach tylko 3 proc., ilustrujący jak bardzo zachowawczą politykę gospodarczą – przy całej wolnorynkowej retoryce – prowadził Vaclaw Klaus i jak głębokie zmiany zaszły w tym czasie u nas. W skali mikroekonomicznej różnice w wykorzystaniu otwierającej się wolności gospodarczej można było obserwować w przygranicznych miastach porównując np. Cieszyn i Czeski Cieszyn czy Świnoujście czy Ahlbeck. Tu – miasta tętniące życiem, pełne gospodarczego wigoru; tam – ospałość, martwota i gospodarczy marazm.

Zmiany, które zaszły w Polsce w latach 1989/90 – tak głębokie – były politycznie możliwe tylko dlatego, że historyczne przyspieszenie doprowadziło do raptownego upadku dotychczasowych grup interesu, podczas gdy nowe, właściwe już dla nowego porządku, nie zdążyły się jeszcze ukształtować.

Sukces o własnych siłach

To niezwykłe skojarzenie makroekonomicznych ram, których główne wektory stanowiły wymienialny pieniądz i otwarcie na konkurencję zewnętrzną (praktycznie zniesiono cła przywozowe), z entuzjazmem z jakim Polacy podejmowali działalność na własny rachunek doprowadziło w krótkim czasie do odbudowy gospodarki. Zasoby uwolnione wskutek upadku tradycyjnych przemysłów znalazły swoje miejsce w nowych, pożytecznych zastosowaniach. Wskaźnik bezrobocia, osiągnąwszy maksimum w początkach 1994 roku (ok. 16 proc.) zaczął systematycznie się zmniejszać. Oznaczało to, że tworzona od podstaw gospodarka prywatna zdolna była nie tylko skompensować ubytek stanowisk pracy w sektorach przeszłości, ale systematycznie tworzyła ich więcej. Po głębokim spadku PKB już w 1992 roku rozpoczął się jego coraz szybszy wzrost (w 1997 – 7 proc. w skali roku). Oba wskaźniki – spadek PKB i wzrost stopy bezrobocia – były świadectwem głębokiej sanacji jaką przeszła polska gospodarka i oba stały się później dobrą miarą dobroczynnych tej sanacji skutków. Trzeba

podkreślić w tym miejscu, że sukces gospodarczy pierwszych lat dziewięćdziesiątych został osiągnięty własnymi siłami. Kapitał zagraniczny trzymał się wtedy od Polski z daleka, faworyzując Czechosłowację (później Republikę Czeską) i Węgry. Dopiero od 1995 roku, kiedy własne osiągnięcia Polaków okazały się trwałe i nie do zakwestionowania, sytuacja i tutaj zmieniła się na naszą korzyść.

Odwrót

Pisałem wcześniej, że politycznym warunkiem przeprowadzenia zmian idących w Polsce tak daleko, był upadek tradycyjnych grup interesu. Rzecz w tym, że wraz z budową gospodarki rynkowej poczęły się kształtować lobbies właściwe już dla nowych warunków. Zyskując coraz większe wpływy na instytucje polityczne odpowiedzialne za kształtowanie prawa, prowadziły do systematycznego i konsekwentnego ograniczania swobód. Spektakularnym sygnałem do odwrotu było wprowadzenie w 1991 roku koncesji na import paliw płynnych. Zakres regulacji obejmował coraz to nowe obszary, przejawiając się w ograniczaniu dostępu do rynku (transport, turystyka, gospodarka nieruchomościami), ustanawianiu progów finansowych (np. w przypadku zamówień publicznych) eliminujących firmy kapitałowo najsłabsze, nakładaniu kosztownych obowiązków (certyfikacja). Symbolicznym wyrazem tego procesu była kilkudziesięciokrotna nowelizacja ustawy o podejmowaniu działalności gospodarczej (z grudnia 1998) – tej Konstytucji Wolności gospodarczej – a jego uwieńczeniem – ostateczna ustawy likwidacja.

Równolegle, ulegając naciskom wpływowych grup interesu, ograniczano konkurencję zagraniczną, poprzez wprowadzanie systemu kontyngentów, zezwoleń i innych pozataryfowych barier importowych. Szczęśliwie, w tym przypadku protekcjonistyczne skłonności władz były miarkowane dzięki międzynarodowym zobowiązaniom Polski.

Ten niewesoły obraz dopełniają rosnące ciężary fiskalne, nie tylko finansowej natury. Powtarzanym do znudzenia frazesom o konieczności upraszczania podatków towarzyszyło przeprowadzone z żelazną konsekwencją ich komplikowanie i uszczelnianie. Bezlitośnie tępione są proste formy opodatkowania, takie jak karta podatkowa czy ryczałty. Jeszcze w 1994 roku 1,5 miliona podatników korzystało z możliwości uproszczonego opłacania podatków; w cztery lata później została ich tylko połowa. Obowiązki fiskalne, wymagające znajomości coraz bardziej i coraz częściej komplikujących się przepisów, przekroczyły wreszcie możliwości drobnych przedsiębiorców, którzy nie byli odtąd w stanie prowadzić dokumentacji podatkowej o własnych siłach i zostali zmuszenie do korzystania z usług biur

rachunkowych. Proces uszczelniania systemu podatkowego – zamiast jego upraszczania – przekroczył granice absurdu z chwilą, gdy w budce „Ruchu” pojawiła się pierwsza kasa fiskalna, urządzenie klasy komputera osobistego, wartości kilku tysięcy złotych – niestety, nadające się tylko do jednorazowego użytku.

„Mentalność makroekonomiczna”

Im bardziej przekonywujący był sukces pierwszych lat dziewięćdziesiątych, tym głębiej w cień usuwali się bezimienni bohaterowie pionierskiego okresu przemian. Na pierwszy plan wysuwają się teraz wskaźniki makroekonomiczne: stopa procentowa, deficyt budżetu, wielkość bilansu handlowego. Makroekonomia, będąca w istocie tylko tłem dla przedsiębiorczości, w zbiorowej świadomości kształtowanej przez media i ekspertów staje się czynnikiem najważniejszym, jedynym w gruncie rzeczy wartym uwagi. Konsekwencją tego procesu jest przekonanie, że stan gospodarki zależy wyłącznie od właściwie konstruowanych parametrów makroekonomicznych. To, co jest tylko warunkiem koniecznym dla rozwoju, uznaje się teraz także za warunek wystarczający. Sądzi się więc, że właściwie określona stopa procentowa albo zręcznie skonstruowany budżet same przez się będą determinować korzystny przebieg procesów gospodarczych. Chcę być dobrze zrozumiany: uważam, że trudno przecenić znaczenie odpowiedniej polityki makroekonomicznej, jest ona bowiem podstawą – ale tylko podstawą, niczym więcej – dla tego żywiołu przedsiębiorczości, który gospodarkę wypełnia treścią.

„Co widać, czego nie widać”

Fryderyk Bastiat, wielki popularyzator wolnorynkowej ekonomii z pierwszej połowy XIX wieku, w zbiorze esejów noszących tytuł „Co widać i czego nie widać” zwracał uwagę, by obserwacji zjawisk nie ograniczać tylko do ich powierzchni, badać nie tylko skutki doraźne, ale także te które ujawnić się mogą w dłuższej perspektywie. Błąd prymatu makroekonomii należy do tego samego gatunku, przed którym przestrzegał Bastiat. Kategorie makro dają się bowiem łatwo obserwować, przeliczyć, porównać; są ściśle określone i jednoznaczne. Co innego skala mikro; jak opisać naraz dwa miliony małych firm rodzinnych? Decyzje tam podejmowane są przecież pochodną emocji poszczególnych ludzi, ich wiary i nadziei, ale także ich rozczarowań i zniechęcenia. Pole obserwacji jest tu właściwe dla psychologii społecznej, socjologii, ekonomii politycznej wreszcie – ale nie ekonometrii!

Co gorsza, gospodarczy drobiazg nie ma żadnej politycznej reprezentacji (ponieważ mieć jej nie może). Decyzje co do kształtu polityki gospodarczej zapadają w oparciu o punkt widzenia biurokracji (rządowej i samorządowej), „aktywu gospodarczego”, aparatu fiskalnego.

Jeśli jednak uwolnienie ducha przedsiębiorczości było zasadniczą przyczyną polskiego sukcesu, to ograniczanie zakresu swobód, bariery i utrudnienia w prowadzeniu firm, muszą przynieść gorzkie owoce w postaci zwolnienia tempa wzrostu lub – być może – spadku gospodarczego. Tymczasem jednak obserwujemy zdumiewająca utratę wiary we własne siły i możliwości. Przyszłość polskiej gospodarki buduje się dziś na czynnikach zewnętrznych, zasadniczo od nas niezależnych. Nadzieje na wzrost gospodarczy wiąże się z prognozami przewidującymi ożywienie gospodarki niemieckiej; impulsem, który będzie w decydujący sposób wpływał na tempo wzrostu stać się mają coraz wyższe kwoty pomocy ze strony Unii Europejskiej.

Polskie atuty

Coraz silniejsze więzi łączące Polskę z Unią każą się zastanowić jakiego rodzaju przewagami dysponujemy w konfrontacji z silniejszymi i bogatszymi partnerami z Zachodu. Wskażę dwie o podstawowym znaczeniu. Pierwsza to czynnik demograficzny, związany na krótką metę z wkraczaniem na rynek pracy młodych, wykształconych roczników wyżu demograficznego początku lat osiemdziesiątych, a w dłuższej perspektywie z ogólną sytuacją demograficzną Polski, w której niekorzystne zjawiska są opóźnione w stosunku do reszty Europy przynajmniej o jedno pokolenie. Polska jest więc na tle swoich sąsiadów krajem młodym, pełnym wigoru i sił witalnych. Przewaga druga to mentalność społeczeństwa; jego pragnienie poprawy własnej sytuacji, ten duch przedsiębiorczości, który je ożywia; porzucenie złudzeń, że ktoś – zamiast nas samych – odpowiada za nasz własny los. W mijającej dekadzie znajdziemy aż nadto dowodów na to, że sformułowanie „homo sovieticus” jest być może zgrabną retoryczną figurą, ale w żadnym stopniu nie opisuje sytuacji polskiej.

Ten mentalny i demograficzny potencjał może być wszakże wykorzystany tylko pod warunkiem głębokiego politycznego zwrotu polegającego na usunięciu przeszkód nawarstwionych w ostatnich latach, będących rezultatem solidarnych działań politycznych i gospodarczych grup interesu. Nie sądzę, by było to możliwe – z tych samych powodów, dla których Adam Smith pisał w „Bogactwie narodów” ponad dwieście lat temu: „Nadzieja, że wolność handlu w Wielkiej Brytanii będzie kiedyś całkowicie przywrócona, byłaby równie absurdalna, jak oczekiwanie, iż w Wielkiej Brytanii powstanie kiedyś wyimaginowana kraina

Oceanii czy Utopii. Sprzeciwiają się temu niezłomnie nie tylko przesądy społeczeństwa, ale, co jest znacznie trudniejsze do przezwyciężenia, osobiste interesy wielu jednostek.”

Restytucja wolności tak Polsce potrzebna nie nastąpi. Pozostaje modlić się o pomyślność gospodarki niemieckiej. Do dzieła!

Krzysztof Dzierżawski

Artykuł jest oparty na tezach wystąpienia podczas konferencji Centrum im. A. Smitha pt.: „Wolność gospodarcza – strategia rozwoju. Polska w nowej Europie”.

Reddit icon
Technorati icon
Yahoo! icon
e-mail icon
Twitter icon
Facebook icon
StumbleUpon icon
Del.icio.us icon
Digg icon
LinkedIn icon
MySpace icon
Newsvine icon
Pinterest icon

Ankieta

niedziela, 2018-08-12

Mariusz Łuszczewski ekspertem ds. relacji indyjskich

Mariusz Łuszczewski decyzją zarządu Centrum jest nowym ekspertem ds. relacji indyjskich. Oficjalne wręczenie tytułu eksperta miało miejsce 8 sierpnia 2018 roku.

niedziela, 2018-08-12

Spotkanie z Ambasadorem Indii J.E. Tsewangiem Namgyalem

9 sierpnia 2018 r. miało miejsce spotkanie z Ambasadorem Indii J.E. Tsewangiem Namgyalem (drugi od prawej) oraz Pierwszym Sekretarzem V.S.D.L. Surendra (czwarty od prawej) z ekspertem Centrum ds. relacji indyjskich Mariuszem Łuszczewskim (trzeci od prawej).

piątek, 2018-10-26

Informacja prasowa o stanie inicjatywy Centrum im. Adama Smitha w sprawie projektu ustawy dotyczącej podejmowania uchwał przez zgromadzenia wspólników przez Internet

W środę 10 października 2018 r. odbyło się spotkanie grupy roboczej złożonej z ekspertów Centrum im. Adama Smitha oraz przedstawicieli Kancelarii Prezydenta RP w sprawie projektu ustawy dotyczącego podejmowania uchwał przez zgromadzenia wspólników przez Internet.

Dyrektor Narodowej Rady Rozwoju, Samorządu i Inicjatyw Obywatelskich, Pan Paweł Janik wyraził podziękowanie...

niedziela, 2018-08-12

Mariusz Łuszczewski ekspertem ds. relacji indyjskich

Mariusz Łuszczewski decyzją zarządu Centrum jest nowym ekspertem ds. relacji indyjskich. Oficjalne wręczenie tytułu eksperta miało miejsce 8 sierpnia 2018 roku.

niedziela, 2018-08-12

Mariusz Łuszczewski ekspertem ds. relacji indyjskich

Mariusz Łuszczewski decyzją zarządu Centrum jest nowym ekspertem ds. relacji indyjskich. Oficjalne wręczenie tytułu eksperta miało miejsce 8 sierpnia 2018 roku.

niedziela, 2018-08-12

Spotkanie z Ambasadorem Indii J.E. Tsewangiem Namgyalem

9 sierpnia 2018 r. miało miejsce spotkanie z Ambasadorem Indii J.E. Tsewangiem Namgyalem (drugi od prawej) oraz Pierwszym Sekretarzem V.S.D.L. Surendra (czwarty od prawej) z ekspertem Centrum ds. relacji indyjskich Mariuszem Łuszczewskim (trzeci od prawej).