Centrum im. Adama SmithaPierwszy Niezależny Instytut w Polsce od 16 września 1989 roku

Pieniądze dla ludzi, nie dla państwa

To nie emeryci, górnicy i rolnicy mogą wprowadzić Polskę na ścieżkę szybkiego rozwoju, lecz przedsiębiorcy, menedżerowie, naukowcy.

Na rynku księgarskim ukazała się książka jednego z hersztów podwarszawskiej mafii: "Świat według Dziada". Coraz częściej pewne fakty ze świata przestępczego kojarzą się ze światem polityki i na odwrót. "Dziad" opowiada o złośliwych hodowcach gołębi sprzedających konkurentom pięknie wyglądające samce, które "niedoparzają" samic. Samice wysiadują wówczas niezapłodnione jaja, które potem pękają i robi się straszny fetor w gołębniku. Polscy politycy natomiast, tak jak te gołębie, permanentnie "niedoparzają" reform, których przeprowadzenia się podejmują.

Co prawda szczegóły programu reformy finansów publicznych wicepremiera Grzegorza Kołodki są jeszcze utajnione, jednak już dziś można stwierdzić, że grozi nam takie kolejne "niedoparzenie".

Gospodarka ma swój próg wrażliwości, poniżej którego nie reaguje na żadne bodźce. Tak samo, jak nie da się zmienić kursu wielkiego transatlantyku za pomocą żagla, tak nie da się ożywić gospodarki tylko za pomocą tych reform, które zaproponował Kołodko. Jego program skrytykowali minister Jerzy Hausner, wiceminister Jacek Piechota i nawet wicepremier Marek Pol. Poparł natomiast Aleksander Kwaśniewski, stwierdził, że "wszystkie rozsądne siły polityczne powinny wspomóc ten program". Polityczna przepychanka wokół poparcia dla programu Kołodki jeszcze raz uzmysławia, że leninowska zasada prymatu polityki nad ekonomią jest, niestety, ciągle żywa.

W przedstawionym przez Kołodkę programie jest kilka pozytywów. Któż się bowiem spodziewał na początku jego urzędowania, że poważy się on odejść od automatycznej indeksacji rent, emerytur i świadczeń społecznych, zażądać od rolników zwiększonych wpłat na KRUS, zlikwidować Agencję Własności Rolnej Skarbu Państwa i Państwowy Fundusz Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych? Jednak to wciąż za mało, żeby polska gospodarka uniknęła zderzenia z górą lodową, którą widać na horyzoncie.

Wojska własne i zaciężne

Jeśli Kołodko wypowiada wojnę tak wielu i tak różnym grupom, których przywileje chce ograniczyć, należałoby zadać pytanie, z jakim wojskiem ma on zamiar na tę wojnę wyruszyć. Gdzie są ci, którzy wesprą jego działania? Raczej trudno spodziewać się lawinowego poparcia społecznego dla pomysłów Kołodki. Po Sejmie krąży kuriozalny projekt ustawy o

wojewódzkich kolegiach skarbowych. Tworzy ona de facto kolejny rodzaj służb specjalnych, których jedynym zadaniem będzie inwigilowanie podatników. Będą posiadały uprawnienia prawie jak Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego, ale nie będą poddane aż takiej kontroli. W dalszym ciągu podatnicy będą traktowani nierówno, za sprawą progresji podatkowej, która oznacza de facto karę za cięższą pracę. Ci ukarani w drodze progresji podatnicy nie mają bynajmniej poczucia, że zabrane im pieniądze służą najbiedniejszym i że się przyczyniają do zwiększenia społecznego "braterstwa". Mają za to poczucie, że ich pieniądze są defraudowane przez różnych "krewnych i znajomych królika".

Potrzebne więc będą jakieś wojska zaciężne. Takim wojskom trzeba jednak zapłacić. Któż mógłby się zaciągnąć? Przedsiębiorcy, przedstawiciele wolnych zawodów, menedżerowie, naukowcy. Jak im zapłacić? Z pewnością nie poprzez zmniejszenie stawek podatkowych o 2 procent. Poparcie społeczne można zmobilizować śmiałym i radykalnym programem.

Trzeba wzbudzić w ludziach nową nadzieję. Taką samą, jaka im towarzyszyła u progu lat dziewięćdziesiątych. System podatkowy trzeba więc tak skonstruować, żeby im się znowu "chciało chcieć" i żeby mieli "po co chcieć". Z jednej strony, stare idee wolności, równości i braterstwa nie powinny być pustymi słowami. Z drugiej strony, ludziom trzeba zostawić więcej pieniędzy, żeby mogli je wydawać na swój własny sposób. To nie emeryci, górnicy i rolnicy mogą wprowadzić Polskę na ścieżkę szybkiego rozwoju gospodarczego, ale wspomniani przedsiębiorcy, przedstawiciele wolnych zawodów, menedżerowie, naukowcy.

Emerytom, którzy mogą protestować przeciwko zmianom zasad waloryzacji emerytur, trzeba zadać pytanie, czy kiedy brakuje im na lekarstwa, to zabierają kieszonkowe ze skarbonek swoich wnuków? Jestem pewien, że tego nie robią. Jednak nie wiedzą, bo większość polityków od lat wmawia im co innego, że za ich dzisiejsze emerytury płacą, już teraz, ich wnuki. Płacą pogarszającą się perspektywą i uzasadnioną obawą, że gdy dorosną, powiększą grono bezrobotnych. Ich rodzice ponoszą dziś bowiem nadmierny ciężar utrzymywania ich dziadków. Płacą za wysokie podatki, nie mogą więc ani oszczędzać, ani inwestować dla dobra swoich dzieci, ani nawet wydawać zarobionych pieniędzy w dowolny sposób, co mogłoby pobudzić konsumpcję, bo państwo im zabiera średnio połowę ich zarobków. Państwo chce wydawać ich pieniądze, żeby "ożywić" gospodarkę, bo podobno robi to lepiej. I tak ją "ożywia", że gospodarka ledwo żyje.

Ulgi prawdziwe i pozorne

Oszustów podatkowych, których jedyną racją istnienia jest wykorzystywanie różnych luk i ulg podatkowych, żadną miarą nie przekonamy do ich likwidacji. Uczciwym przedsiębiorcom, którzy korzystają z ulg, żeby złapać troszkę powietrza, trzeba uświadomić, że za każdą ulgę, z której jednego dnia korzystają, muszą zapłacić innego dnia, gdy z innych ulg korzystają inni. Cały problem polega jednak na tym, że podatnicy, którzy korzystają z jakiejś ulgi, czują się, jakby Pana Boga za nogi złapali, i nie chcą go puścić. Nie wierzą, że likwidacji ulg będzie towarzyszyła istotna zmiana systemu podatkowego i istotne obniżenie stawek podatkowych. Obawiają się, że skończy się na likwidacji ulg, czyli de facto na zwiększeniu ciężarów podatkowych. Wypowiedzi premiera Kołodki taką czarną wizję, niestety, utwierdzają.

Rolników trzeba poprosić, żeby spokojnie policzyli, ile zarobią na sprzedaży rzepaku, z którego mają być produkowane komponenty do paliw i czy będzie to na pewno dużo więcej, niż przyjdzie im wydać na te paliwa po nieuchronnej podwyżce ich cen, gdy będą musiały być "zanieczyszczane" rzepakiem. Może znajdzie się odważny, który im powie, ile zarobią ci, którzy od nich ten rzepak będą kupowali, żeby go przerabiać na komponenty do paliw, które będzie musiał kupować Orlen. Będzie musiał, bo minister rolnictwa ma ustalać, od kogo i ile Orlen może tych komponentów kupić. Trzeba też rolnikom wytłumaczyć, że z całą pewnością w ramach osławionego offsetu nikt nie będzie inwestował w ich pola rzepakowe. A w instalacje do jego przerobu podobno owszem. Ciekawe tylko w które?

Może rolnicy są jednak w stanie zrozumieć, że "miastowi", gdy będą mniej płacić na rolnicze ubezpieczenia, to będą więcej wydawać na wytwarzane na wsi produkty rolne. Jeśli więcej pieniędzy zostanie przedsiębiorcom, to będzie szansa na zwiększenie inwestycji w przemysł rolno- -spożywczy. Zmniejszenie obciążeń podatkowych "miastowych" opłaci się w dłuższej perspektywie czasowej także rolnikom. W gospodarce i przemyśle nic nie dzieje się z dnia na dzień - tak samo jak w rolnictwie. Najpierw trzeba zasiać, potem wypielić chwasty, a dopiero na koniec zbiera się plony.

Ten siew to zmniejszenie państwowego fiskalizmu, te chwasty to różni politycy, którzy wykorzystują jedynie chłopską złość, a nie są w stanie zaproponować żadnych rozwiązań, które w dłuższej perspektywie rzeczywiście mogą poprawić chłopską dolę. Może więc nawet działacze PSL zechcą zastanowić się nad faktami. Rolnicy płacą przecież prosty, zryczałtowany podatek rolny. Wprowadzenie podatku liniowego (czyli podatku od wynagrodzeń) nie utrudni w niczym życia na wsi. Nie spowoduje zwiększenia obciążeń fiskalnych rolników. Spowoduje tylko, że podatki płacone przez "miastowych" będą równie proste jak płacone przez rolników.

Tajemnica Platformy

Gdyby jednak działacze PSL nie zechcieli pójść po chłopski rozum do głowy, wypada mieć nadzieję, że premier Kołodko nie będzie musiał w jakiś szczególny sposób zważać na roszczenia byłego koalicjanta. Pozostaje jednak otwarte pytanie, która z sił parlamentarnych może go poprzeć. Powinna Platforma Obywatelska. Chyba że zachowa się jak klasyczna opozycja i postanowi na złość mamie odmrozić sobie uszy. Tak jak ludowcy szantażowali SLD i żądali realizacji ich "branżowych" przywilejów, Platforma może, za poparcie proponowanej przez Kołodkę reformy, zażądać wprowadzenia podatku liniowego.

Co prawda na Platformę udało się w swoim czasie wskoczyć kilku pogrobowcom AWS, którzy w roku 1998 oprotestowali pomysł wprowadzenia takiego podatku zaproponowany przez Balcerowicza. Jednak podatek liniowy jest oficjalnym punktem programu wyborczego Platformy. Wielu działaczy SLD prywatnie też się zgadza na podatek liniowy. Niektórzy robią to już nawet publicznie. Lepiej dla całej gospodarki i nawet dla wielu wyborców SLD będzie zgodzić się na "szantaż" Platformy w kwestii podatku liniowego niż na szantaż PSL w kwestii biopaliw. Na poparcie dla reform Kołodki ze strony PiS bym raczej nie liczył.

W Rosji się udało

W Rosji wprowadzenie podatku liniowego wywołało niemalże entuzjazm. Zwiększyły się wpływy podatkowe, zmalała liczba oszustw podatkowych. Podatek liniowy jest bowiem prostszy od progresywnego. Przez to, że jest prostszy, jest tańszy w poborze, a więc bardziej wydajny. Kiedy państwo mniej wydaje na pobór podatku, to więcej wpływów z tego podatku zostaje państwu na inne cele. Gdy podatek jest prostszy, to łatwiej jest kontrolować jego płacenie i ścigać tych, którzy go nie płacą, a więc jest on bardziej efektywny. Jeśli podatek jest prosty, to podatnicy, którzy go nie płacą, nie mogą się zasłaniać jego skomplikowaną naturą. Powszechne dziś społeczne przyzwolenie na niepłacenie podatków jest wówczas zdecydowanie mniejsze.

Jeśli nominalne stawki podatkowe są stosunkowo niskie i podatnik nie musi się namęczyć nad różnymi podatkowymi kombinacjami, jego skłonność do ukrywania dochodu zdecydowanie maleje. Ogólny dochód zgłaszany do opodatkowania się zwiększa. Przestają istnieć powody do tego, aby kupować domy w rajach podatkowych i udawać, że się tam mieszka, a w Polsce przebywa "czasowo". Co więcej, wprowadzenie podatku liniowego bez żadnych ulg i kwot wolnych od podatku z jedną stawką podatkową, taką samą dla wszystkich, pozwala de facto zlikwidować w ogóle podatek dochodowy od wynagrodzeń i zastąpić go podatkiem od funduszu płac. Podatek taki jest płacony przez płatnika, tak jak to dziś robią banki z osławionym "podatkiem Belki" od odsetek. Nie ma wówczas potrzeby dalszego ograniczania wolności podatników i ich inwigilowania w celu sprawdzenia, czy rozliczają się z fiskusem. Zakres wolności obywatelskich zwiększa się wówczas na pewno.

Wszyscy płacą państwu taki sam procent swojego wynagrodzenia. Ci, którzy dziesięć razy więcej zarabiają, dziesięć razy więcej płacą. Podatnicy stają się bardziej równi wobec przepisów podatkowych, niż to ma miejsce obecnie. To wiem na pewno. Przypuszczam zaś, że kiedy w kolejnym roku zagra Orkiestra Owsiaka, to wielu z tych podatników, którzy na reformach podatkowych najwięcej zyskają, głębiej sięgnie do kieszeni w imię społecznego braterstwa. Już dziś mają bowiem przekonanie, że Wielki Dyrygent Owsiak lepiej wydaje ich pieniądze, niż miał to zamiar robić minister Łapiński. Będą zaś mieli z czego być hojni.

A zatem panie premierze Kołodko: wolność, równość, braterstwo. I pieniądze. Ale nie dla państwa, tylko dla ludzi. I wówczas można prowadzić ich na barykady. W przeciwnym razie będzie tylko fetor w gołębniku.

(„Pieniądze dla ludzi, nie dla państwa”, Rzeczpospolita, Nr 72, 26.03.2003)

prof. Robert Gwiazdowski

Reddit icon
Technorati icon
Yahoo! icon
e-mail icon
Twitter icon
Facebook icon
StumbleUpon icon
Del.icio.us icon
Digg icon
LinkedIn icon
MySpace icon
Newsvine icon
Pinterest icon

Ankieta

niedziela, 2018-08-12

Mariusz Łuszczewski ekspertem ds. relacji indyjskich

Mariusz Łuszczewski decyzją zarządu Centrum jest nowym ekspertem ds. relacji indyjskich. Oficjalne wręczenie tytułu eksperta miało miejsce 8 sierpnia 2018 roku.

niedziela, 2018-08-12

Spotkanie z Ambasadorem Indii J.E. Tsewangiem Namgyalem

9 sierpnia 2018 r. miało miejsce spotkanie z Ambasadorem Indii J.E. Tsewangiem Namgyalem (drugi od prawej) oraz Pierwszym Sekretarzem V.S.D.L. Surendra (czwarty od prawej) z ekspertem Centrum ds. relacji indyjskich Mariuszem Łuszczewskim (trzeci od prawej).

niedziela, 2018-08-12

Mariusz Łuszczewski ekspertem ds. relacji indyjskich

Mariusz Łuszczewski decyzją zarządu Centrum jest nowym ekspertem ds. relacji indyjskich. Oficjalne wręczenie tytułu eksperta miało miejsce 8 sierpnia 2018 roku.

niedziela, 2018-08-12

Spotkanie z Ambasadorem Indii J.E. Tsewangiem Namgyalem

9 sierpnia 2018 r. miało miejsce spotkanie z Ambasadorem Indii J.E. Tsewangiem Namgyalem (drugi od prawej) oraz Pierwszym Sekretarzem V.S.D.L. Surendra (czwarty od prawej) z ekspertem Centrum ds. relacji indyjskich Mariuszem Łuszczewskim (trzeci od prawej).

niedziela, 2018-08-12

Mariusz Łuszczewski ekspertem ds. relacji indyjskich

Mariusz Łuszczewski decyzją zarządu Centrum jest nowym ekspertem ds. relacji indyjskich. Oficjalne wręczenie tytułu eksperta miało miejsce 8 sierpnia 2018 roku.

niedziela, 2018-08-12

Spotkanie z Ambasadorem Indii J.E. Tsewangiem Namgyalem

9 sierpnia 2018 r. miało miejsce spotkanie z Ambasadorem Indii J.E. Tsewangiem Namgyalem (drugi od prawej) oraz Pierwszym Sekretarzem V.S.D.L. Surendra (czwarty od prawej) z ekspertem Centrum ds. relacji indyjskich Mariuszem Łuszczewskim (trzeci od prawej).