Centrum im. Adama SmithaPierwszy Niezależny Instytut w Polsce od 16 września 1989 roku

Problemy polskiej gospodarki

Z Andrzejem Sadowskim, wiceprezydentem Centrum im. Adama Smitha, ekonomistą oraz komentatorem gospodarczym rozmawia Mateusz Graczyk

MATEUSZ GRACZYK: Jak oceniłby Pan obecną kondycję polskiego przemysłu?

ANDRZEJ SADOWSKI: Dzisiaj polskie fabryki  nie wykorzystują swojej mocy, a mogłyby pracować na drugą i trzecią zmianę, tak jak to było wiele lat temu. Okazuje się, że mamy niebywały i realny potencjał rozwoju, który tkwi w sektorze prywatnym, ale jest on zablokowany szkodliwymi i absurdalnymi przepisami. Nie wliczałbym do niego spółek formalnie działających na podstawie Kodeksu handlowego ale należących do rządu, które są częścią nie tyle gospodarki, ile de facto częścią aparatu rządowo–partyjnego.

Do niedawna prezesem spółki odpowiedzialnej za budowę pierwszej elektrowni jądrowej w Polsce – PGE EJ 1 – był były minister – Aleksander Grad…

Stanowiska tworzone w takich spółkach są tworzone jako luksusowy przytułek dla części tego aparatu politycznego. Jednak gospodarka należąca do rządu nie jest taka duża. Pamiętajmy, że blisko 70 procent polskiego PKB wypracowują małe i średnie przedsiębiorstwa, a w przeważającej części tych 70 procent są to małe firmy zatrudniające do 5 osób. To jest największa wartość  i siła polskiej gospodarki, a nie fakt takiej czy innej firmy w rękach rządu.

Wobec tego w dzisiejszych warunkach rząd bardziej dławi czy stymuluje gospodarkę?

Dławienie ma różne natężenie, natomiast to, co robi rząd to działalność, która od lat sukcesywnie blokuje, a przede wszystkim uniemożliwia wykorzystanie potencjału, który jest w Polsce. Dane płynące z Europy wskazują, że Polacy bardzo dobrze radzą sobie w warunkach panujących w innych krajach. Wnoszą wiele do gospodarek tych krajów, będąc pracownikami lub tworząc własne firmy. Okazuje się, że Polacy są dzisiaj najlepiej rozwijającym się społeczeństwem, gdyby zsumować nasze aktywności gospodarcze we wszystkich krajach europejskich. Polacy są najbardziej przedsiębiorczy w Europie lata wyprzedzając pod tym względem Irlandczyków. Posiadamy wszelkie kwalifikacje i predyspozycje do tego, by być przynajmniej nie mniej zamożni niż nasi niemieccy sąsiedzi. Jednakże złe rządzenie uniemożliwienie wykorzystania posiadanego potencjału. Ten zły system można określić po 25 latach, jako  transformacyjną prowizorkę, która niezmiennie trwa, mimo że  transformacja zakończyła się dawno temu.

Skoro jesteśmy przy temacie transformacji, to jak wytłumaczyłby  Pan studentom zamysł stojący za propozycją Centrum im. Adama Smitha przywrócenia ustawy Wilczka?

Jest to powrót do źródła naszego niebywałego sukcesu gospodarczego. Wolność gospodarcza, którą przywracała ustawa Wilczka, wyzwoliła przedsiębiorczość Polaków, sprawiając, że Polska przełomu lat 80. i 90. ubiegłego stulecia była krajem największego cudu gospodarczego końca XX wieku. Polska nie miała tych autostrad i dróg, które w międzyczasie zostały z wysiłkiem wybudowane, nie dysponowała rozwiniętym systemem bankowym, nie było telefonów, nie tylko komórkowych, ale nie było telefonów stacjonarnych oraz nie było tych kilkunastu roczników dobrze wykształconej młodzieży, którą dzisiaj polska gospodarka dysponuje. Ustawa Wilczka udowodniła, że wolność gospodarcza i przedsiębiorczość jest największą siłą sprawczą, która odmieniła w tak krótkim czasie cywilizacyjnie Polskę. Pożyczki z instytucji międzynarodowych miały charakter pomocowy, a nawet wręcz symboliczny wobec sprawczej siły uwolnionej ludzkiej energii. Potwierdziły się słowa jednego z polskich przedwojennych ekonomistów Ferdynanda Zweiga, że „wolność jest najlepszą, najskuteczniejszą i najtańszą sztuką rządzenia i gospodarowania”.

Wolność gospodarcza to źródło dobrobytu?

Wolność gospodarcza jest podstawą dobrobytu, zwłaszcza dla kraju tak biednego, jakim była Polska po socjalizmie czy zachodnie Niemcy po ostatniej przegranej wojnie. Uwolniła naszą przedsiębiorczość. Polacy bez pomocy tzw. Zachodu z około dwoma miliardami dolarów, które udało się zapracować, zaoszczędzić i „schować w materacach” ruszyli małymi fiatami z przyczepkami do Wiednia po cytryny. Na tym polegały pierwsze małe przedsięwzięcia handlowo-gospodarcze tamtego okresu. Przedsięwzięcia te, według badań Instytutu Nauk Ekonomicznych PAN, stworzyły wciągu kilku pierwszych lat zmian po ustawie Wilczka blisko sześć milionów nowych miejsc pracy. To był polski cud gospodarczy, którego nie pamiętają ani nie rozumieją rządzący Polską.

Dokąd zaprowadzi nas reforma OFE?

Nie ma czegoś takiego jak reforma OFE. Jest permanentna zmiana systemu emerytalnego, która pokazuje, że emerytura w Polsce nie jest niewzruszalnym prawem, a wynikiem doraźnych decyzji politycznych. My proponujemy „emeryturę obywatelską”  dla każdego obywatela Polski bez składek za sam fakt bycia obywatelem naszego kraju, bo nie da się życia przeżyć bez pracy. Nie ma znaczenia, czy pracujemy na umowę zlecenia, samozatrudnienia, o pracę czy też bez jakichkolwiek formalności. „Emerytura obywatelska” jest dla każdego i byłaby na poziomie świadczenia podstawowego. Ta prawdziwa emerytura „pod palmami” zależałaby od naszych aktywności w ciągu życia i naszych oszczędności i inwestycji.

Polacy tego nie rozumieją. Nie protestowaliśmy, pomimo że podmieniono nam Obligacje Skarbu Państwa na zapisy na serwerach w państwowym zakładzie emerytalnym, które za moment  zostaną zresetowane.  Czy przyczyną tego jest mała wiedza ekonomiczna Polaków?

Nie, Polacy mają bardzo przyzwoity poziom wiedzy na tle innych społeczeństw UE.  Pieniądze w ZUS-ie czy OFE, zgodnie z obowiązującym w Polsce prawem, wyrokiem Sądu Najwyższego z 2008 roku nie są pieniędzmi obywateli, czyli nie mamy żadnego wpływu na to, co dzieje się miedzy rządowym ZUS-em czy OFE, ponieważ jest to ponad głowami obywateli.  Tak od początku wyglądała zmiana systemu emerytalnego. Stąd, jeżeli nie mamy na to wpływu, nie możemy protestować, skoro pieniądze w OFE nie są pieniędzmi naszymi tylko pieniędzmi OFE.

Pieniądze zgromadzone w OFE mogliśmy co najmniej dziedziczyć.

Nie ma dziedziczenia pieniędzy. Jest to tworzenie iluzji. Takim argumentem posługiwano się w 1998 roku, kiedy próbowano namawiać Polaków do zapisania się do OFE. Pokazywano, że emerytura z OFE pozwoli nie tylko na wakacje na egzotycznych plażach pod  palmami, ale także będzie dziedziczona – w przeciwieństwie do pieniędzy oddawanych w ramach ZUS-u. Ale był to tylko element reklamy, a nie wprowadzanego systemu.

Zatem oszczędności zgromadzone w OFE nie są naszymi pieniędzmi, tak samo jak nie są nimi w ZUS-ie.

Oczywiście, bo pieniądze w OFE nie są pieniędzmi Polaków. Taki jest jednoznaczny wyrok sądu. Gdyby te pieniądze należały do  Polaków, to nie tylko byłyby dziedziczone, ale można byłoby brać pod nie kredyt, finansować studia swoim dzieciom, dysponować nimi – tak jak to wygląda w przypadku prywatnych systemów emerytalnych innych krajów, mimo że są to pieniądze zgromadzone na funduszu emerytalnym. Skoro to nie są nasze pieniądze, to nic z nimi nie możemy więcej zrobić.

Poleca Pan Polakom inwestycje w III filar?

W Polsce wielokrotnie obywatele się przekonali, że jeżeli jest jakakolwiek ulga, to prędzej czy później zostanie zlikwidowana. Póki co system inwestycji w III filar polega na przyznaniu Polakom limitu pieniędzy, które mogą sobie odpisać od podatku, przekazując je na III filar. Jak długo będzie takie rozwiązanie istniało? Trudno powiedzieć, bo jak widać, wszystko decyzją polityczną można zmienić: można wydłużyć wiek emerytalny– czy podnieść opodatkowanie – nawet bez zgody parlamentu. Parafrazując słowa sprzed dwóch wieków Alexisa de Tocqueville’a żyjemy w państwie, w którym „żadne mienie ani życie nie jest bezpieczne, póki obraduje parlament w Warszawie”.

W ekpresowym tempie przybywa umów śmieciowych, na które muszą decydować się pracownicy, często osoby zaraz po studiach. Jak odbije się na rynku pracy pomysł rządzących o ich oskładkowaniu?

Młody człowiek – upraszczając – będzie bez umowy mógł wybierać śmieci albo będzie pracował na tzw. umowę śmieciową. Powszechność niżej opodatkowanych umów cywilnoprawnych to rezultat dramatycznie wysokiego opodatkowania pracy. W Polsce umowa o pracę jest najdrastyczniej opodatkowana (ZUS-em, składkami i podatkami), tak wysoko jak alkohol i papierosy, czyli na poziomie około 60 procent Rządzący w Polsce nałożyli na pracęakcyzę. Stąd upowszechnienie umów zlecenia, ale nie tylko w wśród studentów i ludzi młodych. Kilka lat temu sam rząd przeprowadził kampanię zachęcającą ludzi do tzw. samozatrudnienia czyli do założenie własnej firmy. Właśnie jedną z wersji umów zlecenia jest samozatrudnienie. Rząd doskonale wie, że samozatrudnienie to sposób obniżenie opodatkowania pracy i tym samym bezrobocia w Polsce. Opodatkowanie dziś ZUS-em umów zlecenia zwiększy bezrobocie i płacenie bez podatków i ZUS-u. Przedsiębiorca nie będzie już dzielił się z rządem, a wyłącznie z pracownikiem. Pieniądze będą przekazywane wprost do ręki zatrudnionych, gdyż nie ma powodów płacenia tak dużego haraczu na rzecz rządu tylko z samego faktu oficjalnego zawarcia umowy.

Innymi słowy, opodatkowanie ZUS-em tzw. umów śmieciowych spowoduje wzrost szarej strefy?

Pzedsiębiorca w wielu wypadkach nie ma większego budżetu na zapłacenie więcej za daną pracę i albo zapłaci mniej pracownikowi, a on się na to zgodzi, bo trzeba zapłacić dodatkowy ZUS albo zapłaci z pominięciem ZUS-u. Praca będzie wykonywana, gdyż jest potrzebna. Natomiast nie ma powodu płacenia podatku mającego znamiona haraczu, jest to po prostu nieefektywne ekonomicznie i coraz częściej po prostu niemoralne. Pamiętajmy, że np. mafia w Chicago brała jeden do dwóch procent haraczu, ale tylko od kontraktów powyżej jednego miliona dolarów. Patrząc na stawki, jakie biorą od nas zorganizowane grupy przestępcze, od kontraktów i innych tego typu świadczeń, są one nieporównywalnie bardziej „życiowe” niż haracz, który chce pobierać od naszej pracy rząd.

Rząd jest groźniejszy od chicagowskiej mafii?

Z tego porównania wynika, że nie ma umiaru. Chicagowska mafia wiedziała, że żeby firmy funkcjonowały, stawka haraczu, jaki pobiera, musi być umiarkowana.

Czy w przyszłości Unia Europejska może być zainteresowana narzędziami wpływania na zsynchronizowany cykl koniunkturalny?

W Ameryce cały czas prowadzi się badania i poważne studia na temat źródeł Wielkiego Kryzysu. Coraz więcej jest naukowych opracowań, które wskazują, że gdyby nie było interwencji rządu i jego różnego rodzaju agend, to kryzys trwałby tak jak zwykle do półtora roku, a nie kilka lat.

Część ekonomistów uważa, że jednak Wielki Kryzys to wina kapitalizmu i chciwości rynku kapitałowego.

To jest oczywiście kompletna bzdura, wynikająca z ignorancji i ideologii, którą się przyjmuje na wiarę zamiast dociekać prawdy. Badania prowadzone z różnych stron wykazały iż kryzysy, które miały miejsce na świecie (i w Ameryce, w XIX, i na  początku XX wieku), trwały od kilku miesięcy do maksimum półtora roku.

Kryzys nie jest „kryzysem”, tylko rezultatem.

Tak mawiał Stefan Kisielewski o socjalizmie. Ale w gospodarce rynkowej to były różne fazy cyklu koniunkturalnego. Dopiero interwencja amerykańskiego rządu doprowadziła do głębokiego kryzysu i 25 – procentowego bezrobocia. Bezprecedensowe załamanie systemu było rezultatem decyzji podjętych przez rząd i FED oraz powstania barier celnych, o których się dzisiaj nie pamięta. Bariery te doprowadziły w Ameryce do rozwinięcia i pogłębienia kryzysu. Utrudniono i w części przerwano wymianę handlową między Stanami Zjednoczonymi a Europą i resztą świata. Wolny handel jest jednym ze źródeł budowania dobrobytu społeczeństw. Jeżeli dziś w UE wdrażane są w życie protekcjonistyczne bariery, to są one oczywiście niebezpiecznie i szkodliwe.

Jak Pan ocenia zapowiedź zsynchronizowania rozwoju gospodarek krajów europejskich?

Gospodarki krajów europejskich mimo integracji i wspólnej waluty są cały czas na różnych poziomach rozwoju. Prosto można się o tym przekonać, np. zestawiając do niedawna wydawałoby się dwa najbardziej zbliżone do siebie państwa Unii, tj. Niemcy i Francję. Symbolicznym tego wymiarem jest protest kilka lat temu ministra rządu Francji przeciw zbyt szybko rozwijającym się niemieckiemu sąsiadowi. Francja przestała się tak naprawdę rozwijać i jest na cywilizacyjnej równi pochyłej, nie tylko jeżeli chodzi o rozwój gospodarczy. Kolejne rządy forsując etatystyczno–interwencjonistyczne rozwiązania, tylko obniżają dobrobyt społeczny i zauważalnie pogorszają sytuację tego kraju. Zsynchronizowanie gospodarek na poziomie jednego cyklu koniunkturalnego, kiedy są na zupełnie innych poziomach rozwoju, byłoby realizacją równie szkodliwej utopii, jaką jest chociażby tzw. polityka klimatyczna, która doprowadziła do emigracji części przemysłów z Europy i cały czas wypychaniu pozostałych poza nią.

MATEUSZ GRACZYK: Jak ocenia Pan program nauczania wiedzy ekonomicznej, który jako swoją podstawę przyjął nauczanie o ekonomii keynsistowskiej, podczas gdy ekonomia klasyczna, neoklasyczna czy ekonomia szkoły austriackiej stanowi wiedzę poboczną, na niektórych kierunkach ekonomicznych w ogóle nieporuszaną?

ANDRZEJ SADOWSKI: W zjednoczonych w roku 1989 Niemczech wprowadzono grubą kreskę, ale inną niż w Polsce. Zakazano wykładania ekonomii przez dotychczasowych profesorów od marksizmu i leninizmu. Dzisiaj w Polsce dawni profesorowie marksizmu i leninizmu i ich uczniowie nauczają keynesizmu, gdyż jest to pogląd najbliższy temu, co przez większość życia wykładali. Nic dziwnego, że nie uczy się dorobku wielu szkół ekonomicznych, ale propaguje się ideologię sterowania gospodarką, czyli keynesizmu.

Jaki podręcznik poleciłby Pan studentom ekonomii?

Dla zrozumienia nie tyle ekonomii należy sięgnąć do Adama Smitha, twórcy epokowego stwierdzenia, że bogactwo pochodzi z pracy i dobrych praw, do Jeana-Baptiste’a Saya, autora fundamentalnego prawa podaży, iż każda podaż znajdzie swój popyt. Trzeba przeczytać to, co ważne w ekonomii, czyli dzieła Fryderyka Bastiata, przedstawicieli szkoły austriackiej z Ludwikiem von Misesem, Józefa Schumpetera, Fryderyka von Hayeka. Lista jest dłuższa, ale nie za wiele. Warto sięgnąć po dzieła Hernando de Soto jak „Inny szlak” czy „Tajemnice kapitału”. Mamy też naszych autorów jak Adama Heydela i Adama Krzyżanowskiego oraz współczesnych Mirosława Dzielskiego i Krzysztofa Dzierżawskiego. Wspólne jest dla tych autorów, że opisują, jak funkcjonuje gospodarka, a nie jak ma być sterowana, bo to jest istota teorii Keynesa, którego ideologia sprowadza się do „nakręcania” popytu i koniunktury przez wydatki rządowe. Trzeba poznać ją aby wiedzieć jak stała się wygodną dla polityków świecką religią uzasadniającą ich władzę. Dopóki w wielu krajach istniał pieniądz oparty na kruszcach jak złoto, istniała naturalna granica dla rozrostu i tym samym nadużyć władzy. Dziś pieniądz jest zakładnikiem władzy, bo nie ma oparcia na jakichkolwiek trwałych wartościach. Uzasadnienie dla oderwania pieniądza od wymiernych wartości dał Keynes i tym samym stworzył alibi dla rozrostu władzy rządu. Dziś keynesizm i manipulowanie nie tylko gospodarką jest „standardem” akademickiego nauczania. Dziewiętnastowieczny historyk cywilizacji Henryk T. Buckl zauważył, że „wojny nie przyniosły takich zniszczeń i nędzy narodom, jak błędne poglądy na ekonomię”.  To nie jest tylko sprawa poglądów socjalistycznych, ale też keynesowskich. Historia ekonomia dostarcza wystarczająco dużo dowodów na prawdziwe i błędne poglądy dotyczące społeczeństwa i gospodarki. Z błędnymi poglądami w ekonomii jest podobnie jak z błędnymi poglądami na miejsce Ziemi we wszechświecie. Przez wieki nauczano, że to Ziemia jest epicentrum świata i wszystko obraca się wokół niej, tak obecnie epicentrum świata jest popyt, nie podaż.

W Polsce nie ma wielu zwolenników wolnego rynku, a znajduje ich Pan wśród ludzi młodych?

Wbrew pozorom większość ludzi w Polsce jest zwolennikami wolnego rynku, nie wiedząc o tym tak jak pan Jourdain w sztuce Moliera, że mówi prozą. Polacy głosują nogami na wolny rynek, emigrując z kraju za lepszym życiem i pracą, a nie większymi zasiłkami. W Wielkiej Brytanii banki lepiej traktowały Polaków przy wydawaniu kart, niż rdzennych Brytyjczyków, bo zrozumiały, że nasi obywatele otwierają konta nie po to, aby mieć na nich debet, tylko pracować i trzymać oszczędności. Wiemy, iż nie możemy wydać więcej, niż zarabiamy i posiadamy w przeciwieństwie do większości społeczeństw Unii, które są żyją na coraz większy kredyt. Polacy mają więcej dobrobytu z wolnego rynku niż socjalu, który im wypłaca III RP czy bogatsze państwa europejskie.

Reddit icon
Technorati icon
Yahoo! icon
e-mail icon
Twitter icon
Facebook icon
StumbleUpon icon
Del.icio.us icon
Digg icon
LinkedIn icon
MySpace icon
Newsvine icon
Pinterest icon

Ankieta