Centrum im. Adama SmithaPierwszy Niezależny Instytut w Polsce od 16 września 1989 roku

Przede wszystkim propaganda

Rząd przedstawił kolejne propozycje zmian w przepisach składających się na zespół zwany pakietem „Przede wszystkim przedsiębiorczość”. Propozycje te spotkały się na ogół z aprobatą różnych środowisk, a rząd i opinia publiczna wiążą z nimi wielkie nadzieje. Co do mnie, skłonny jestem do pewnej w tej mierze ostrożności. O ile opinia publiczna może liczyć na „polepszenie sytuacji gospodarczej”, o tyle projektodawcy zmian powinni sformułować ich cel lub cele bardziej precyzyjne. Tymczasem rząd przedstawia konkretne rozwiązania, z którymi nie są jednak związane konkretne oczekiwane efekty. Mówi się więc o „ułatwieniu życia przedsiębiorcom” i wynikającym z tego faktu spodziewanym „wzrostem aktywności gospodarczej”.

Prawie wszystkie propozycje zmian idą w pożądanym kierunku: ograniczają biurokratyczną mitręgę, upraszczają podatki, rozluźniają gorset krępujący przedsiębiorczość. Ale we wszystkich trzech przypadkach potrzebne jest słówko „nieco”. Nieco ograniczają, nieco upraszczają i nieco rozluźniają. Nieco – czyli stanowczo za mało.

Program rządowy powstał w pewnym społecznym i gospodarczym kontekście. Niskie tempo wzrostu gospodarczego, wysoki poziom bezrobocia, pogarszające się nastroje społeczne składają się na ten kontekst. Z drugiej strony, koalicja rządowa ma w pamięci poprzedni okres sprawowania władzy, z lat 1993-1997, kiedy to tempo wzrostu gospodarczego było wysokie, stopa bezrobocia szybko się zmniejszała a finanse publiczne stabilizowały. Trzeba z satysfakcją przyjąć konstatację rządu, że kluczem do powrotu sytuacji sprzed kilku lat jest odwołanie się do żywiołu przedsiębiorczości – ponieważ to on był źródłem owego niezwykłego sukcesu gospodarczego, który przytrafił się Polsce w tamtej dekadzie. Dla określenia środków, przy których użyciu można byłoby powrócić do stanu z początku lat dziewięćdziesiątych, należałoby ustalić co takiego wydarzyło się w międzyczasie, że z krainy nie tak dawno płynącej miodem i mlekiem Polska zmieniła się w chorego człowieka środkowej Europy. Identyfikacja przyczyn zła oraz – co równie ważne – ustalenie w jakim stopniu każda z nich za zło odpowiada jest warunkiem skutecznej terapii. Otóż w ciągu minionej dekady ustawicznie wzrastały obciążenia nakładane na pracę. W wymiarze nominalnym podatki i składki od wynagrodzeń za pracę wzrosły z poziomu ok. 50 do blisko 90 procent w odniesieniu do płacy netto. Równolegle rosły obciążenia efektywne - na skutek uszczelniania systemu poboru danin - a zamierzoną kulminacją tego procesu były reformy emerytalna i służby zdrowia. Na małe firmy nałożono obowiązek wypłacania pracownikom zasiłków chorobowych, zwiększono przywileje urlopowe. Od początku nieznośnie komplikowano system podatkowy, jednocześnie bezlitośnie ograniczając stosowanie jego prostych form. Jeszcze w 1994 ryczałt i kartę podatkową stosowało blisko 80 procent małych firm. W cztery lata później już tylko 45 procent. Podatek VAT – najbardziej ze wszystkich trudny i skomplikowany – w 1993 roku dotyczył ok. 200 tysięcy firm; do roku 2002 rozmnożono je (a wraz z nimi kasy fiskalne) do 1,5 miliona! Równolegle przebiegał proces ograniczania swobód gospodarczych. Bezprecedensowo liberalny akt o działalności gospodarczej autorstwa Wilczka-Rakowskiego nowelizowano kilkadziesiąt razy – po to, by wreszcie zupełnie go odrzucić i zastąpić bez porównania gorszą ustawą Steinhofa-Buzka. Z każdym nowym komputerem, który otrzymywali urzędnicy rosły w postępie geometrycznym biurokratyczne obowiązki nakładane na przedsiębiorców. Dzisiaj właściciel firmy nie musi już prowadzić jakiejkolwiek aktywności merytorycznej. Nawet, jeśli jej w ogóle zaniecha, czas doskonale mu wypełni wypełnianie stosów formularzy, których wzory pracowicie i w pocie czoła wymyślają funkcjonariusze ministerstw Finansów i Pracy, GUC-u, GUS-u, ZUS-u, KRUS-u i kogo tam jeszcze. Tak oto komputer stał się przekleństwem nasz

Oto przyczyny: koszty pracy; kosztowny i skomplikowany system podatkowy; ograniczenie swobód; biurokracja. Ocena propozycji rządowych polegać musi na stwierdzeniu czy i w jakim stopniu przyczyny te usuwają. I jeszcze jedna rzecz istotna: idzie o zidentyfikowanie podmiotu, który znajduje się w centrum tej całej awantury. Przedsiębiorczość, czyli właściwie co? Według mnie, za tym hasłem kryją się 1,5 może 2 miliony ludzi, którzy z odwagą i determinacją, ryzykując losem własnym i najbliższej rodziny, prowadzą działalność w gospodarce na własny rachunek i własną odpowiedzialność. Są to najczęściej ludzie prości; ludzie nie mający nawet średniego wykształcenia. I z punktu widzenia takich ludzi trzeba oceniać proponowane zmiany.

Zatem – do rzeczy. Zaczynamy od kosztów pracy. W tym obszarze, niestety, nie proponuje się nic istotnego. Wszystko, co zawiera się w przesławnym pakiecie, to zmniejszenie dopłaty za trzecią i czwartą godziny nadliczbowe – ze 100 do 50 procent podstawy wynagrodzenia. Przecież to nie ma żadnego znaczenia, zwłaszcza w małych firmach, w których rozliczanie czasu pracy nie poddaje się tak łatwo kodeksowym regulacjom. I na tej nieznaczącej zmianie się kończy. Szkoda gadania. Potężne Ministerstwo Pracy urodziło mysz. W dodatku bardzo małą.

Nieco lepiej (znowu słówko „nieco”) przedstawia się dorobek Ministerstwa Finansów. W obszarze podatków są bowiem propozycje ważne. To gotowość do rozszerzenia prostych form opodatkowania. Możliwość stosowania podatku zryczałtowanego ma dotyczyć podatników osiągających obroty do wysokości 250 tysięcy euro, zamiast, jak to jest dzisiaj, 140 tysięcy. Nadto, przewiduje się rozszerzenie stosowania tej formy na usługi dotychczas z niej wykluczone. To krok nie tylko w dobrym kierunku, ale i krok ważny. Niestety, niewystarczający. Podatnicy, nawet jeśli kwalifikują się formalnie do stosowania ryczałtu, rezygnują z niego ze względu na wysokość stawek podatkowych wynoszących 3,0; 5,5 i 8.5 procent przychodu. Tymczasem podatek dochodowy płacony przez osoby prawne w sektorze przedsiębiorstw stanowi ok. 1 procenta ich przychodów! Bez obniżenia stawek ryczałtowych podniesienie granicy nie przyniesie istotniejszego przyrostu liczby podatników korzystających z uproszczonej procedury.

Godny pochwały i naprawdę ważny jest zamiar rozszerzenia zakresu stosowania karty podatkowej na dentystów, lekarzy i felczerów. Wydaje się, że MF inspirowało się tu najwyraźniej lekturą „Zapisków podatnika” Efraima Kishona:

Zaczęło się to, jak już niejedno nieszczęście, od bólu zęba. Dentysta odkrył w jednym z moich zębów dziurkę, zrobił mi zastrzyk, chwycił za wiertło, chwilę poborował – i w samym środku pracy odłożył swój instrument.

– Żałuję – powiedział zdejmując fartuch. – Dalsze leczenie nie jest warte mojego trudu. – Leżałem bezradnie w fotelu dentystycznym z klamrą w ustach, niezdolny wypowiedzieć słowa. – Mój dochód netto w tym miesiącu wynosi już 1000 funtów – oświadczył dentysta i zaczął czyścić swoje instrumenty. – Od każdego następnego funta, jakiego teraz bym zarobił, musiałbym zapłacić 80 procent podatku. Szkoda więc trudu.

Rozpaczliwymi gestami dawałem mu znaki, że mimo to wolałbym, aby kontynuował leczenie.

– Panu też się to zresztą nie opłaca. – To mówiąc uwolnił mnie od klamry. – Musiałby pan zarobić 3000 funtów, żeby zatrzymać dla siebie 600 i uregulować u mnie swój rachunek. Wtedy mnie, po opodatkowaniu tej sumy, pozostałoby jeszcze 120 funtów, którymi opłaciłbym instruktora nauki jazdy mojej żony. Innymi słowy: z 3000 funtów, jakie pan by zarobił, instruktor otrzymałby 120, z czego pozostałoby mu w kieszeni 24.

– Bądź co bądź netto – zauważyłem nieśmiało.

Ale przecież w opowiastce Kishona są także inni bohaterowie – poza dentystą. Obok znanego nam już instruktora nauki jazdy jest więc fabrykant mebli, malarz pokojowy, projektant mody, baby sitterka, optyk, hotelarz z Tyberiady, właścicielka pralni, nawet doradca podatkowy. I o nich nie zapomniało Ministerstwo Finansów. (Wyjątek stanowi fabrykant mebli.) Projekt zmian przewiduje objęcie kartą podatkową wszystkich usług – pod warunkiem wszakże, że działalność będzie wykonywana osobiście. Zaskakuje ten radykalizm zredukowany tylko do pewnego obszaru. Osobiście – wszyscy; nieosobiście – tylko dentyści. Dlaczego? Czy nie kryje się tutaj jakiś własny interes projektodawców? Np. minister pracujący na zasadzie tak dziś popularnego samozatrudnienia. Wystarczy założyć firmę „Usługi ministerialne” i podpisać stosowny kontrakt z Kancelarią Premiera (Prezydenta?), by opłacać podatek bardzo prosty i jednocześnie uwolnić budżet od wygórowanych kosztów pracy. Warunek: działalność ministerialną trzeba wykonywać osobiście. Tylko dla odsunięcia tego rodzaju podejrzeń radzę, by usunąć wszelkie ograniczenia w stosowaniu karty.

Porzucając żartobliwy ton, ale pozostając przy karcie podatkowej, zwróćmy uwagę na jeszcze jedną ważną regulację, polegającą na możliwości zatrudnienia większej ilości pracowników bez utraty prawa do stosowania karty – tam oczywiście, gdzie to jest dopuszczalne. Regulacja ma charakter ograniczony nie tylko przedmiotowo ale i czasowo. Mimo to – powtórzę – jest korzystna i ważna.

Na tym jednak katalog rzeczy istotnych się wyczerpuje. Wśród mniej istotnych znajdziemy propozycję umożliwienia małym firmom rozliczania podatku VAT raz na kwartał, zamiast raz

na miesiąc, jak dotąd. Nie znaczy to wszakże, że od jutra będzie trzy razy mniej roboty. Podatek VAT wymaga bowiem codziennej mitręgi. Deklaracja rozliczeniowa jest tylko miesięcznym zestawieniem zdarzeń zaszłych w ciągu tego okresu. Bez wątpienia korzystna jest propozycja, by rozliczać podatek metodą kasową. Ale zmiany, nawet korzystne, dotyczą podatku, który dla małych firm jest w najwyższym stopniu niestosowny. Rozwiązaniem naprawdę potrzebnym jest ich uwolnienie od obowiązku rozliczania podatku VAT w ogóle. Także dlatego, że przyrost liczby płatników skutkuje w tym przypadku zmniejszeniem dochodów skarbu.

Największa część zmian odnosi się do ordynacji podatkowej. Ale wszystkie one z działu „Przede wszystkim przedsiębiorczość” należałoby przesunąć do działu „Przede wszystkim doradztwo podatkowe”. Ordynacja podatkowa liczy kilkaset artykułów, a normalny człowiek nie przebrnie nawet przez dwa pierwsze. Zapisy tej ustawy mają istotne znaczenie – pod warunkiem, że przedsiębiorca może korzystać z pomocy podatkowego adwokata. Dla małych firm ta pomoc jest z natury rzeczy niedostępna. Stosunek stron wyznacza tu przekonanie przedsiębiorcy – skądinąd całkowicie uzasadnione jego nieznajomością skomplikowanego i co godzina zmieniającego się prawa - że kontrola skarbowa, jeśli będzie miała miejsce, znajdzie wystarczającą ilość błędów i uchybień, by go surowo ukarać. Nie ma wobec tego znaczenia, czy kontroler przyjdzie sam czy z kolegą; czy przyjdzie we wtorek czy w piątek; czy zabawi dwa dni czy tydzień; czy o wizycie uprzedzi (lepiej, żeby nie uprzedzał) czy zawita znienacka. Idzie o to, że podatnik stoi na straconej pozycji, ponieważ musi uchybić przepisom, których nigdy nie będzie w stanie poznać. Jedynym rozwiązaniem tego problemu jest uwolnienie przedsiębiorców od obowiązku stosowania podatków skomplikowanych.

Jest także wśród proponowanych zmian kilka zasługujących na miano szkodliwych. Należą do nich: roczne zwolnienie z wpłacania zaliczek podatkowych dla podatników rozpoczynających działalność; ulga inwestycyjna w postaci 30-procentowej amortyzacji w pierwszym roku podatkowym oraz możliwość potraktowania składek na organizacje o charakterze korporacyjnym w poczet kosztów uzyskania przychodu. Pozostałe rozstrzygnięcia, choć korzystne dla podatnika, istotniejszego znaczenia nie będą miały.

Podsumowując tę ocenę: sytuacja gospodarcza Polski wymaga zmian dużo głębszych i daleko bardziej odważnych.

 

Krzysztof Dzierżawski

Reddit icon
Technorati icon
Yahoo! icon
e-mail icon
Twitter icon
Facebook icon
StumbleUpon icon
Del.icio.us icon
Digg icon
LinkedIn icon
MySpace icon
Newsvine icon
Pinterest icon

Ankieta

niedziela, 2018-08-12

Mariusz Łuszczewski ekspertem ds. relacji indyjskich

Mariusz Łuszczewski decyzją zarządu Centrum jest nowym ekspertem ds. relacji indyjskich. Oficjalne wręczenie tytułu eksperta miało miejsce 8 sierpnia 2018 roku.

niedziela, 2018-08-12

Spotkanie z Ambasadorem Indii J.E. Tsewangiem Namgyalem

9 sierpnia 2018 r. miało miejsce spotkanie z Ambasadorem Indii J.E. Tsewangiem Namgyalem (drugi od prawej) oraz Pierwszym Sekretarzem V.S.D.L. Surendra (czwarty od prawej) z ekspertem Centrum ds. relacji indyjskich Mariuszem Łuszczewskim (trzeci od prawej).

piątek, 2018-10-26

Informacja prasowa o stanie inicjatywy Centrum im. Adama Smitha w sprawie projektu ustawy dotyczącej podejmowania uchwał przez zgromadzenia wspólników przez Internet

W środę 10 października 2018 r. odbyło się spotkanie grupy roboczej złożonej z ekspertów Centrum im. Adama Smitha oraz przedstawicieli Kancelarii Prezydenta RP w sprawie projektu ustawy dotyczącego podejmowania uchwał przez zgromadzenia wspólników przez Internet.

Dyrektor Narodowej Rady Rozwoju, Samorządu i Inicjatyw Obywatelskich, Pan Paweł Janik wyraził podziękowanie...

niedziela, 2018-08-12

Mariusz Łuszczewski ekspertem ds. relacji indyjskich

Mariusz Łuszczewski decyzją zarządu Centrum jest nowym ekspertem ds. relacji indyjskich. Oficjalne wręczenie tytułu eksperta miało miejsce 8 sierpnia 2018 roku.

niedziela, 2018-08-12

Mariusz Łuszczewski ekspertem ds. relacji indyjskich

Mariusz Łuszczewski decyzją zarządu Centrum jest nowym ekspertem ds. relacji indyjskich. Oficjalne wręczenie tytułu eksperta miało miejsce 8 sierpnia 2018 roku.

niedziela, 2018-08-12

Spotkanie z Ambasadorem Indii J.E. Tsewangiem Namgyalem

9 sierpnia 2018 r. miało miejsce spotkanie z Ambasadorem Indii J.E. Tsewangiem Namgyalem (drugi od prawej) oraz Pierwszym Sekretarzem V.S.D.L. Surendra (czwarty od prawej) z ekspertem Centrum ds. relacji indyjskich Mariuszem Łuszczewskim (trzeci od prawej).