Centrum im. Adama SmithaPierwszy Niezależny Instytut w Polsce od 16 września 1989 roku

Recepta na sztuczne ożywieni

Głównym motorem wzrostu gospodarczego jest zwiększenie polskiego eksportu. A w tym nie ma zasługi obecnego rządu

Premier Miller oznajmił w telewizji, że tak, jak obiecywał w kampanii wyborczej, wzrost gospodarczy miał być i jest. W obecnym wzroście nie ma jednak niczego, co byłoby efektem przemyślanych działań rządu.

Można nawet zaryzykować twierdzenie, że wracamy do prawdy z czasów szlacheckich, gdy mówiło się, że "Polska nierządem stoi". W atmosferze kolejnych afer rząd przestał już bowiem rządzić i zajmuje się głównie sobą. Ministrowie coraz więcej czasu poświęcają na wzajemne wojny podjazdowe lub na obronę przed konkurentami. Na szczęście mają go coraz mniej na psucie gospodarki.

Drgnęło w rajstopach

W latach osiemdziesiątych wieku XX popularne było na którymś z kolejnych etapów reformy gospodarczej prześmiewcze określenie, że "coś drgnęło w rajstopach". Ostatnio znowu drga. Objawy ożywienia gospodarczego dostrzega na razie głównie Główny Urząd Statystyczny. Natomiast statystyczny obywatel dostrzega je jakby znacznie mniej. Aby statystyczny obywatel mógł bowiem odczuć na własnej skórze pozytywne skutki wzrostu gospodarczego, wzrost ten musi wynosić sporo ponad 5 procent i mieć charakter trwały, a nie sezonowy. Zdecydowana większość analityków zajmująca się gospodarką w praktyce, a nie tylko na uczelniach, zgadza się co do źródeł obecnego wzrostu gospodarczego. Głównym jego motorem jest zwiększenie polskiego eksportu. A w tym żadna zasługa obecnego rządu. Można wręcz powiedzieć, że eksport rośnie na przekór polityce rządu. Eksport jest bowiem wynikiem prywatyzacji dokonanej na początku lat dziewięćdziesiątych, a SLD, zarówno w latach 1993 - 1997, jak i obecnie skutecznie prywatyzowanie powstrzymuje. To zagraniczne koncerny, które zdecydowały się w Polsce zainwestować u progu polskich przemian gospodarczych, są obecnie liderami polskiego eksportu. Polskie firmy, które chciały zostać ich kooperantami, musiały dostosować się do ich wymogów i standardów, i w ten sposób same osiągnęły europejską jakość. Najpierw produkowały głównie na zamówienie działających w Polsce inwestorów zagranicznych, a następnie same zaczęły wchodzić na europejskie rynki. Eksportujemy więc za granicę nie tylko finalne produkty zagranicznych inwestorów, ale także elementy zaopatrzenia ich polskich kooperantów, którzy zdobyli nowe zamówienia - często nawet u firm, które konkurują z ich odbiorcami działającymi w Polsce.

Wbrew rządowi

Richard Mbewe podkreśla, że wielu przedsiębiorców - tych najlepszych i najbardziej dynamicznych - przystosowało się po prostu do stagnacji, jaka zapanowała w polskiej gospodarce. Zmniejszyli produkcję, żeby nie produkować na zapas. W konsekwencji zmniejszyli również zatrudnienie. Ich koszty osobowe znacznie spadły. Dokonali też redukcji innych kosztów. W ten sposób zaczęli poprawiać wyniki finansowe i stali się konkurencyjni nawet na rynkach zagranicznych. Nie mając zbytu na rynku polskim, poszukiwali go na innych, i obecnie są - w ujęciu globalnym - ważnym eksporterem. Paradoksalnie pomógł im kryzys w Europie, zwłaszcza w Niemczech. Tamtejsi konsumenci, gdy ich dochody uległy ograniczeniu, zaczęli poszukiwać tańszych towarów o jakości niewiele się różniącej od tej, do której się przyzwyczaili. Przy ograniczonym popycie na rynku niemieckim stosunkiem ceny do jakości (price per performance) polscy przedsiębiorcy zaczęli wyprzedzać niemieckich. Pomocna okazała się także nowa moda, która zaczęła docierać do Europy z Hollywood - na niemarkowe wyroby bez metki.

Są to czynniki, na które rząd nie miał żadnego wpływu. Inne, dzięki którym obserwujemy ożywienie gospodarcze, są zaś wręcz sprzeczne ze staraniami rządu. Rafał Antczak zwraca uwagę na ożywczy wpływ na polską gospodarkę szarej strefy. Jego zdaniem tak znaczny przyrost ilości pieniądza w obiegu, który zauważamy co roku, ożywiający popyt wewnętrzny, nie może mieć innego źródła. Szara strefa generuje pieniądze nieopodatkowane - dlatego jest ich więcej, niż byłoby z legalnej, a więc opodatkowanej, działalności. To one przeznaczane są na konsumpcję. Rząd deklaruje zaś, że z szarą strefą będzie walczył. Można więc powiedzieć, że na szczęście dla polskiej gospodarki rząd walczy z szarą strefą nieudolnie, a gdyby mu się nie daj Boże ta walka udała, pogorszy się stan gospodarki. Chyba że rząd wyeliminuje przyczyny rozwoju szarej strefy, a nie samą szarą strefę. Jeśli zmienimy prawo gospodarcze, prawo podatkowe i ubezpieczeń społecznych, a zwłaszcza prawo pracy, to szara strefa zlikwiduje się sama. Wówczas będzie to jednak korzystne dla gospodarki. Szara strefa jest bowiem lekarstwem na bariery podatkowe i biurokratyczne, które uniemożliwiają normalną, legalną działalność wielu drobnym przedsiębiorcom. Niestety, nie leczy ona przyczyn, lecz objawy.

Plaga bezrobocia

Z gospodarki dochodzą także sygnały niepokojące. Najbardziej palącym problemem, nie tylko gospodarczym, ale także społecznym i politycznym, jest dzisiaj w Polsce bezrobocie. Tymczasem w lipcu, mimo odnotowanego wzrostu gospodarczego, bezrobocie nie zmalało. A jeśli bezrobocie nie maleje w szczycie sezonu letniego, to, jak pokazuje doświadczenie, na jesieni może wzrosnąć ponad poziom z jesieni roku poprzedniego. Grozi nam więc przekroczenie kolejnej magicznej bariery, jeśli chodzi o stopę bezrobocia - 20 proc. To już jest prawdziwa plaga, a nie problem. W okresie przemian gospodarczych po roku 1989 zauważono taką prawidłowość, że bezrobocie nie rosło wówczas, gdy tempo wzrostu gospodarczego przekraczało 5 - 6 proc. Do tego poziomu nam jeszcze sporo brakuje. Bezrobocie powodują te same czynniki, które hamują tempo wzrostu gospodarczego. Po pierwsze, biurokratyczne bariery dla przedsiębiorczości zniechęcające do podejmowania działalności gospodarczej i zatrudniania pracowników. Po drugie, nadmierne chronienie przez prawo pracy pracowników małych firm, powodujące, że oficjalne zatrudnienie pracowników przez nowo powstające firmy jest zbyt ryzykowne na wypadek niepowodzenia. Po trzecie, fiskalizm i wysokie podatki, a w szczególności opodatkowanie pracy, które powoduje, że pracownik otrzymuje średnio połowę tego, co musi wydać pracodawca w postaci zaliczki na podatek dochodowy i na składki ubezpieczeniowe.

Nędza infrastruktury

Barierą rozwoju gospodarczego jest także kiepskiej jakości infrastruktura - głównie komunikacyjna i telekomunikacyjna. Musimy mieć jednak świadomość, że wbrew buńczucznym zapowiedziom Marka Pola autostrady nie będą w ciągu najbliższych kilku lat wyrastały w Polsce jak grzyby po deszczu. Równie buńczucznie zapowiadana deregulacja rynku telekomunikacyjnego, która była bardzo istotnym elementem rozwoju gospodarki amerykańskiej po reformach Reagana, wzięła w łeb za sprawą dość dziwacznej obstrukcji ze strony Ministerstwa Finansów, którego stanowisko zmusiło operatorów międzystrefowych do zawarcia niekorzystnych porozumień z Telekomunikacją Polską. A tak zwana prywatyzacja polegała na tym, że polski minister skarbu sprzedał kontrolę nad polskim rynkiem telekomunikacyjnym swojemu francuskiemu koledze. W ciągu kilku najbliższych lat żadnych rewolucji również i w tej dziedzinie nie należy się spodziewać. Szybko można zlikwidować zatem jedynie prawne i fiskalne bariery przedsiębiorczości. Należy jak najszybciej zmienić ustawę o działalności gospodarczej i system podatkowy. Temu jednak, paradoksalnie, przyspieszenie tempa wzrostu gospodarczego może zaszkodzić.

Gospodarczy wzrost jako przeszkoda

W biurokratycznym państwie, a takim z całą pewnością jest Polska, reformy przeprowadza się wówczas, gdy istnieje przeświadczenie, że trzeba coś zrobić, bo gorzej już być nie może. Ożywienie gospodarcze wywołuje samouspokojenie polityków i rozbudza ich konserwatyzm. Widać to już wyraźnie na ekranach telewizorów. Nie tylko premier Miller, ale i wielu ministrów, nie mówiąc już o doradcach premiera, tak się ucieszyło danymi GUS, że ich zapał do reformowania chyba całkowicie ostygł. Skoro jest bowiem coraz lepiej, to po co cokolwiek zmieniać? Po co cokolwiek robić, jeśli samo się robi? W tym sensie przyspieszenie tempa wzrostu gospodarczego - gdyby miało być powodem kolejnego zaniechania reform - może przynieść więcej zła niż korzyści. Przewidywany nowy skład osobowy Rady Polityki Pieniężnej po upływie jej kadencji nie wróży niczego dobrego. Trochę półgębkiem niektórzy analitycy przepowiadają, że może dojść do rozchwiania polityki monetarnej, ułatwień w dostępie do pieniądza, co miałoby na celu wywołanie krótkoterminowej poprawy nastrojów przed wyborami 2005 roku. Politycy myślą bowiem w kategoriach politycznych, a nie ekonomicznych. Myślą o tym, jak wygrać wybory i, ewentualnie, jak je przegrać, a nie o tym, jak rozwijać gospodarkę w dalszej perspektywie. Polityczna perspektywa jest perspektywą kadencji i kolejnych wyborów. Maksymalnie wynosi więc cztery lata, a to bardzo krótko z punktu widzenia długich cykli koniunkturalnych w ekonomii. Politycy nie są rozliczani z długofalowych efektów swojej działalności. Są więc najbardziej zainteresowani krótkookresową efektywnością proponowanych przez siebie rozwiązań. Trudno się zatem dziwić, że często podejmują decyzje przynoszące krótkotrwałe korzyści i długofalowe straty. Już Adam Smith apelował, "aby ciało prawodawcze w swych naradach kierowało się zawsze nie krzykliwym natręctwem ludzi, którzy zabiegają o swe własne interesy, ale szerokim oglądem na dobro powszechne". Tego oglądu niestety ciągle brakuje. Dla SLD sztuczne objawy ożywienia gospodarczego przed kolejnymi wyborami są warte mszy. Zawsze to jeszcze kolejne cztery lata rządzenia. A po nas choćby potop. Nie chcę przez to powiedzieć, że jest to specyfika tylko SLD. Ale to akurat ta partia właśnie rządzi. Więc to ona może pogrążyć gospodarkę dla swoich wyborczych celów. Aktualna opozycja zrobi to dopiero, kiedy wygra wybory - przed następnymi wyborami.

(„Recepta na sztuczne ożywienie”, Rzeczpospolita, Nr 206, 04.09.2003)

prof. Robert Gwiazdowski

Reddit icon
Technorati icon
Yahoo! icon
e-mail icon
Twitter icon
Facebook icon
StumbleUpon icon
Del.icio.us icon
Digg icon
LinkedIn icon
MySpace icon
Newsvine icon
Pinterest icon

Ankieta

niedziela, 2018-08-12

Mariusz Łuszczewski ekspertem ds. relacji indyjskich

Mariusz Łuszczewski decyzją zarządu Centrum jest nowym ekspertem ds. relacji indyjskich. Oficjalne wręczenie tytułu eksperta miało miejsce 8 sierpnia 2018 roku.

niedziela, 2018-08-12

Spotkanie z Ambasadorem Indii J.E. Tsewangiem Namgyalem

9 sierpnia 2018 r. miało miejsce spotkanie z Ambasadorem Indii J.E. Tsewangiem Namgyalem (drugi od prawej) oraz Pierwszym Sekretarzem V.S.D.L. Surendra (czwarty od prawej) z ekspertem Centrum ds. relacji indyjskich Mariuszem Łuszczewskim (trzeci od prawej).

piątek, 2018-10-26

Informacja prasowa o stanie inicjatywy Centrum im. Adama Smitha w sprawie projektu ustawy dotyczącej podejmowania uchwał przez zgromadzenia wspólników przez Internet

W środę 10 października 2018 r. odbyło się spotkanie grupy roboczej złożonej z ekspertów Centrum im. Adama Smitha oraz przedstawicieli Kancelarii Prezydenta RP w sprawie projektu ustawy dotyczącego podejmowania uchwał przez zgromadzenia wspólników przez Internet.

Dyrektor Narodowej Rady Rozwoju, Samorządu i Inicjatyw Obywatelskich, Pan Paweł Janik wyraził podziękowanie...

niedziela, 2018-08-12

Mariusz Łuszczewski ekspertem ds. relacji indyjskich

Mariusz Łuszczewski decyzją zarządu Centrum jest nowym ekspertem ds. relacji indyjskich. Oficjalne wręczenie tytułu eksperta miało miejsce 8 sierpnia 2018 roku.

niedziela, 2018-08-12

Mariusz Łuszczewski ekspertem ds. relacji indyjskich

Mariusz Łuszczewski decyzją zarządu Centrum jest nowym ekspertem ds. relacji indyjskich. Oficjalne wręczenie tytułu eksperta miało miejsce 8 sierpnia 2018 roku.

niedziela, 2018-08-12

Spotkanie z Ambasadorem Indii J.E. Tsewangiem Namgyalem

9 sierpnia 2018 r. miało miejsce spotkanie z Ambasadorem Indii J.E. Tsewangiem Namgyalem (drugi od prawej) oraz Pierwszym Sekretarzem V.S.D.L. Surendra (czwarty od prawej) z ekspertem Centrum ds. relacji indyjskich Mariuszem Łuszczewskim (trzeci od prawej).