Centrum im. Adama SmithaPierwszy Niezależny Instytut w Polsce od 16 września 1989 roku

Robert Gwiazdowski "Regulacje ponad prawem 27.06.1997"

Robert Gwiazdowski

Projekt rządowy jest wyjątkowo przebiegłym i niebezpiecznym zamachem na podstawowe prawa obywatelskie. 

Regulacje ponad prawem

Mimo deklaracji premiera i ministra finansów o zmianie stanowiska wobec projektu ordynacji podatkowej, o czym informował "Rzeczpospolita" 13 czerwca br., na posiedzeniu Sejmu 24 czerwca wiceminister finansów Waldemar Manugiewicz podtrzymał poparcie rządu dla tego projektu, a Sejm postanowił kontynuować nad nim prace. Jak więc widać, rząd twórczo rozwija myśl byłego prezydenta i także potrafi być "za, a nawet przeciw". A im bliżej terminu wyborów zdarza się to rządowi coraz częściej w coraz większej liczbie spraw. 

Jedyną nadzieją dla podatników jest więc to, że z uwagi na dużą liczbę zgłoszonych poprawek, posłom zabraknie czasu w obecnej kadencji do uchwalenia ordynacji podatkowej. Projekt przedstawiony przez rząd jest bowiem wyjątkowo przebiegłym i niebezpiecznym zamachem na podstawowe prawa obywatelskie. Szczególnie zdumiewa zaś to, że za projektem opowiedzieli się w większości ci sami posłowie, którzy uchwalili niedawno nową konstytucję. Dokładnie w tym samym czasie, gdy namawiano obywateli do głosowania w referendum za jej przyjęciem, trwały prace nad ordynacją podatkową, której treść pozostawała w jaskrawej sprzeczności z uchwaloną właśnie ustawą zasadniczą.

Podatki nie tylko w drodze ustawowej

Joseph Schumpeter w mało znanym artykule z 1918 r., "Die Krise des Teuerstaats", twierdził, że "finanse publiczne są wyśmienitym punktem wyjścia do badania społeczeństwa, zwłaszcza zaś - choć nie wyłącznie - jego życia politycznego. Owocność tego podejścia widoczna jest szczególnie wówczas, gdy dotyczy punktów zwrotnych, kiedy to istniejące formy zaczynają zamierać i przekształcać się w coś nowego, co zawsze pociąga za sobą kryzys starych metod podatkowych". Każdy problem społeczny i faktycznie każdy problem gospodarczy jest bowiem w ostatecznym rachunku problemem podatkowym. 

O podstawowym znaczeniu zasad podatkowych świadczy umieszczenie ich w większości konstytucji. Nie można się temu dziwić, jeżeli weźmie się pod uwagę, iż dwie pierwsze, nowożytne rewolucje, angielska i amerykańska, wybuchały głównie w imię obrony zasady "no taxation without representation". Także w obu polskich konstytucjach okresu międzywojennego zasada ta znalazła swoje miejsce. Mimo zasadniczej różnicy politycznej i ustrojowej między ustawami zasadniczymi z roku 1921 i 1935 autorzy obu nie omieszkali podkreślić, że podatki mogą być nakładane jedynie w drodze ustawowej (a nie np. poprzez obwieszczenie o projekcie ustawy budżetowej, jak to próbowano zrobić z podatkami na rok 1995).

Dopiero Konstytucja Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej, z wiadomych względów, zerwała z tą zasadą. W nowej konstytucji zaaprobowanej 25 maja w referendum znalazł się natomiast art. 217 stwierdzający, iż "nakładanie podatków, innych danin publicznych, określanie podmiotów, przedmiotów opodatkowania i stawek podatkowych, a także zasad przyznawania ulg i umorzeń oraz kategorii podmiotów zwolnionych od podatków następuje w drodze ustawy". Niepomni tego faktu parlamentarzyści zaakceptowali projekt ordynacji podatkowej dający władzy wykonawczej możliwość kreowania obowiązków publicznoprawnych obywateli i arbitralnego ich traktowania.

Zgodnie z projektem minister finansów ma mieć możność w drodze rozporządzenia zaniechania poboru podatków w przypadkach uzasadnionych interesem publicznym lub ważnym interesem podatników, co pozostaje w jaskrawej sprzeczności z przytoczoną treścią art. 217 konstytucji. Język tego przepisu ordynacji podatkowej przypomina język ustawodawstwa komunistycznego, w którym aż się roiło od praw i wolności ludu pracującego i zarazem przepisów szczególnych lub klauzul generalnych w postaci delegacji dla jakiegoś dysponenta władzy do podejmowania arbitralnych decyzji właśnie w imię interesu społecznego, czyniących z przyznanych praw całkowitą farsę. Jedyna różnica polega na tym, że osławiony "interes społeczny" zastąpiony został "interesem publicznym". 

Tryb specjalny

W miejsce z całą pewnością potrzebnej kodyfikacji przepisów podatkowych, która pozwoliłaby w jednym dokumencie uregulować prawa i obowiązki podatników i organów podatkowych, projektodawcy ordynacji usiłują wprowadzić regulacje, które stawiają urzędy skarbowe ponad niewygodnymi dla nich regułami kodeksu postępowania administracyjnego. 

Tworzy się bowiem specjalny tryb postępowania administracyjnego dla spraw podatkowych, odbierając obywatelom dotychczasowe prawa określone w kodeksie postępowania administracyjnego.

W dziale IV projektu ordynacji uregulowane jest postępowanie podatkowe. W swej treści, funkcjach i nawet nazewnictwie, nawiązuje ono do kodeksu postępowania administracyjnego. Rodzi się więc pytanie, czy zasadne jest powtarzanie obowiązujących przepisów. Bliższa lektura każe jednak stwierdzić, że nie jest to po prostu powtarzanie. Różnice są subtelne, ale bardzo wyraźne. Oczywiście na niekorzyść obywateli. Pominięto np. zasadę praworządności postępowania administracyjnego wyrażoną w art. 7 k.p.a., który stanowi, że w toku postępowania organy administracji państwowej stoją na straży praworządności i podejmują wszelkie kroki niezbędne do dokładnego wyjaśnienia stanu faktycznego. Na ten przepis wielokrotnie powoływał się Naczelny Sąd Administracyjny, uchylając decyzje organów administracyjnych, podejmowane w postępowaniu naruszającym istotę państwa prawnego, czyli niepraworządnie.

NSA stwierdził, że przepis ten nie jest ozdobnikiem, lecz wyraża całkiem konkretne treści dotyczące zasad prowadzenia postępowania administracyjnego. Zgodnie natomiast z projektem ordynacji podatkowej organa podatkowe mają podejmować wszelkie niezbędne działania mające na celu dokładne wyjaśnienie stanu faktycznego. Nie muszą już tego robić wcale w sposób praworządny. Powstaje zatem pytanie, jaki jest powód takiej różnicy między kodeksem postępowania administracyjnego a ordynacją podatkową? Art. 9 k.p.a. stanowi, że organy administracji państwowej są obowiązane do należytego i wyczerpującego informowania stron o okolicznościach faktycznych i prawnych, które mogą mieć wpływ na ustalenie ich praw i obowiązków będących przedmiotem postępowania administracyjnego.

W projekcie ordynacji znalazł się natomiast przepis nakładający na organ podatkowy obowiązek udzielania tylko niezbędnych informacji i to jedynie na wniosek strony. Jest różnica? Wydaje się, że zasadnicza. Powstaje więc pytanie, dlaczego w sprawach podatkowych reguły postępowania administracyjnego nie mają pozostać takie same, jak w kodeksie postępowania administracyjnego? 

Odpowiedzialność zbiorowa

Projekt ordynacji wprowadza także po cichu odpowiedzialność zbiorową rodziny, czyniąc nawet z wnuków zakładników państwa za zobowiązania podatkowe dziadka. Członek rodziny podatnika odpowiada bowiem całym swoim majątkiem za zobowiązania podatnika do wysokości korzyści osiągniętych z działalności podatnika. Jeżeli zatem dziadek kupił wnukowi rower, a nie zapłacił podatku dochodowego, to wnuk może odpowiadać za to zobowiązanie dziadka do wartości owego roweru. Można oczywiście twierdzić, że urzędy skarbowe nie posuną się aż do takiego absurdu. Wystarczy sobie jednak przypomnieć, jakie absurdy wcześniej wymyślano, aby stracić pewność, co do tego, czy w głowach urzędników pomysł taki rzeczywiście nie może się zrodzić. 

Projektodawcy ordynacji chcą też zlikwidować podstawową zasadę prawa, zgodnie z którą podejrzany nie musi składać obciążających siebie samego zeznań. Co prawda, ordynacja przewiduje, że przesłuchać stronę - czyli podatnika, wobec którego prowadzi się postępowanie - można tyko za jej zgodą, ale jednocześnie przewiduje się, że gdy strona odmówi "złożenia wyjaśnień", może zostać ukarana. Kto podejmie się stwierdzenia, czy strona była przesłuchiwana, czy tylko poproszona o złożenie wyjaśnienia? Bandyta, który kogoś zabił może odmówić składania jakichkolwiek "wyjaśnień" bez żadnych konsekwencji przed sądem i prokuratorem. Podatnik, który nie zapłacił podatku drogowego może być potraktowany gorzej niż morderca.

Hipoteka na nieruchomościach podatnika ma powstawać w chwili wydania decyzji, a nie jej doręczenia stronie toczącego się postępowania. Zatem każdy, kto kupuje jakąkolwiek nieruchomość czy mieszkanie spółdzielcze, nie będzie mógł spać spokojnie z obawy, czy sprzedawca rozliczył się z urzędem skarbowym. W przeciwnym wypadku fiskus będzie mógł zlicytować nabyte mieszkanie i wypędzić nabywcę na bruk. Jeżeli zaś weźmie się pod uwagę oskarżenia o fałszowanie przez urzędników dokumentów w sprawie podatkowej Lecha Wałęsy, jakie wysunięte zostały na rozprawie sądowej przed NSA, to powstaje pytanie, jakie szanse na uczciwe postępowanie będzie miał przysłowiowy Jan Kowalski?

Jak udowodni, że decyzja nie została wydana, jeżeli o jej "wydaniu" ma wiedzieć tylko urzędnik, który ją wydał? Aby uspokoić Kowalskiego w sprawie zarzutu dotyczącego Lecha Wałęsy, ktoś powinien stanąć przed sądem i zostać skazany. Albo odpowiedzialna osoba z Ministerstwa Finansów za fałszerstwo, albo pełnomocnik byłego prezydenta za oszczerstwo. Można jednak z dużą dozą prawdopodobieństwa przyjąć, że się tak nie stanie, a cała sprawa nie będzie miała dla nikogo negatywnych konsekwencji. Prokurator generalny musiał słyszeć 

zarzut fałszerstwa, jaki padł na sali rozpraw. Mimo to nikt nie podjął się wyjaśnienia tej sprawy. W ten sposób Kowalski zostanie postawiony sam na sam z urzędnikami, którzy być może fałszują dokumenty.

Władza niedouczonych urzędników

W tej sytuacji musi budzić grozę fakt, że kontrolerzy skarbowi zostają wyposażeni w takie środki inwigilacji obywateli, jakich nie miała nawet stalinowska służba bezpieczeństwa. W imię obrony interesów skarbu państwa wprowadza się przepisy, których nie odważono się wprowadzić nawet w imię budowy przodującego ustroju socjalistycznego. Arbitralna władza ma zostać przekazana w ręce urzędników, którzy nie tylko być może są fałszerzami, ale nawet nie potrafią (lub nie chcą) napisać żadnego jednoznacznego przepisu prawnego nie stwarzającego możliwości do różnych interpretacji i nadużyć. Te nowe przepisy układają ludzie, którzy od części otrzymywanych kwot w ogóle nie płacą podatku (diety poselskie, ryczałt na utrzymanie biura, wynagrodzenia z instytucji międzynarodowych).

Zdumiewa też to, że panie i panowie posłowie odrzucili projekt składania przez siebie jawnych deklaracji majątkowych, argumentując, iż byłaby to "lista adresowa dla przestępców", w związku z czym te deklaracje powinny być pieczołowicie przechowywane w Sejmie. Dziś zaś chcą, aby każdy obywatel złożył taką deklarację do urzędu skarbowego. W dobie, gdy z Urzędu Ochrony Państwa giną dokumenty "tajne specjalnego znaczenia", usiłuje się nas przekonać, że z urzędów skarbowych nie zginą nasze deklaracje majątkowe. Gdy międzynarodowi hackerzy włamują się do komputerowych baz danych Pentagonu, a rodzimi do serwera Biura Informacyjnego Rządu, usiłuje się nas przekonać, iż informacje zgromadzone w urzędach skarbowych są całkowicie bezpieczne i żadna grupa przestępcza nigdy nie zdobędzie do nich dostępu.

Tym współobywatelom, którzy przypuszczają, iż restrykcyjne przepisy skierowane będą jedynie wobec finansowej elity, trzeba uświadomić, że umożliwią one pełną inwigilację nie tylko osób prowadzących działalność gospodarczą, ale każdego podatnika - również tych, za których podatki powinny płacić ich zakłady pracy. 

To wszystko dzieje się w dobie, gdy większość państw odstępuje od nadmiernej restrykcyjności. Opamiętali się nawet Niemcy, gdy Boris Becker zapowiedział emigrację z rodzinnego kraju zniesmaczony postępowaniem urzędników skarbowych. Opamiętajmy się i my, zanim będzie za późno.

(„Regulacje ponad prawem”, Rzeczpospolita, Nr 148, 27.06.1997)

Reddit icon
Technorati icon
Yahoo! icon
e-mail icon
Twitter icon
Facebook icon
StumbleUpon icon
Del.icio.us icon
Digg icon
LinkedIn icon
MySpace icon
Newsvine icon
Pinterest icon

Ankieta

niedziela, 2018-08-12

Mariusz Łuszczewski ekspertem ds. relacji indyjskich

Mariusz Łuszczewski decyzją zarządu Centrum jest nowym ekspertem ds. relacji indyjskich. Oficjalne wręczenie tytułu eksperta miało miejsce 8 sierpnia 2018 roku.

niedziela, 2018-08-12

Spotkanie z Ambasadorem Indii J.E. Tsewangiem Namgyalem

9 sierpnia 2018 r. miało miejsce spotkanie z Ambasadorem Indii J.E. Tsewangiem Namgyalem (drugi od prawej) oraz Pierwszym Sekretarzem V.S.D.L. Surendra (czwarty od prawej) z ekspertem Centrum ds. relacji indyjskich Mariuszem Łuszczewskim (trzeci od prawej).

niedziela, 2018-08-12

Mariusz Łuszczewski ekspertem ds. relacji indyjskich

Mariusz Łuszczewski decyzją zarządu Centrum jest nowym ekspertem ds. relacji indyjskich. Oficjalne wręczenie tytułu eksperta miało miejsce 8 sierpnia 2018 roku.

niedziela, 2018-08-12

Spotkanie z Ambasadorem Indii J.E. Tsewangiem Namgyalem

9 sierpnia 2018 r. miało miejsce spotkanie z Ambasadorem Indii J.E. Tsewangiem Namgyalem (drugi od prawej) oraz Pierwszym Sekretarzem V.S.D.L. Surendra (czwarty od prawej) z ekspertem Centrum ds. relacji indyjskich Mariuszem Łuszczewskim (trzeci od prawej).

niedziela, 2018-08-12

Mariusz Łuszczewski ekspertem ds. relacji indyjskich

Mariusz Łuszczewski decyzją zarządu Centrum jest nowym ekspertem ds. relacji indyjskich. Oficjalne wręczenie tytułu eksperta miało miejsce 8 sierpnia 2018 roku.

niedziela, 2018-08-12

Spotkanie z Ambasadorem Indii J.E. Tsewangiem Namgyalem

9 sierpnia 2018 r. miało miejsce spotkanie z Ambasadorem Indii J.E. Tsewangiem Namgyalem (drugi od prawej) oraz Pierwszym Sekretarzem V.S.D.L. Surendra (czwarty od prawej) z ekspertem Centrum ds. relacji indyjskich Mariuszem Łuszczewskim (trzeci od prawej).