Centrum im. Adama SmithaPierwszy Niezależny Instytut w Polsce od 16 września 1989 roku

Stoi na stacji lokomotywa

Nie ma ekonomii lewicowej i prawicowej, tylko dobra lub zła – dobra prowadzi do bogacenia się obywateli 

Bez względu na stosunek kolejnych rządów do Pana Boga i komunizmu polska ekonomia nie może wyrwać się z zaklętego kręgu politycznego uzależnienia

Podział na lewicę i prawicę wywodzi się z tradycji Wielkiej Rewolucji Francuskiej, gdy Zgromadzenie Narodowe odbywało posiedzenia w owalnej hali do jazdy konnej, gdzie rzędy krzeseł i ławek miały kształt maneżu. Po lewej stronie przewodniczącego gromadzili się radykalni patrioci, a po prawej - arystokraci. Tak powstała tradycja, za którą kryje się dziś coś więcej niż rozmieszczenie w przestrzeni. Lewica podchwyciła fakt, że "serca mamy po lewej stronie", na co prawica odpowiedziała, że bogini Temida dzierży miecz sprawiedliwości w prawej dłoni.

Choć rozróżnienie lewicy i prawicy ma genezę w przypadku, nie udało się wytyczyć innej linii podziału sceny politycznej. W polskiej rzeczywistości ten podział nabrał dodatkowego sensu. Choć ani rząd Mazowieckiego, ani Bieleckiego, ani Suchockiej nie pretendował do miana prawicowego, postkomuniści zjednoczyli się pod sztandarem lewicy. Po ich wyborczym sukcesie w roku 1993 przeciwwaga tworzona przez przeciwników politycznych spod znaku obozu posierpniowego przyjęła nazwę prawicy.

1) FILOZOFICZNE POROZUMIENIE

Z filozoficznego punktu widzenia każda prawica generalnie podziela romantyczne przekonanie, że "czucie i wiara silniej mówi do mnie niż mędrca szkiełko i oko". Lewica ufa w potęgę ludzkiego rozumu, a konserwatywne przekonania uznaje za zabobony.

Prawica jest przekonana, że ludzie z natury są źli, i nadzieję na poskromienie zła pokłada w organach państwa i surowym prawie. Natomiast zdaniem lewicy, człowieka, z natury dobrego, psują zewnętrzne warunki jego otoczenia, więc chce wyeliminować powody złych zachowań ludzi - biedę, nierówność, alienację - w przekonaniu, że zmieni też ludzi. Prawica zwykła podkreślać rolę religii i opatrzności, a lewica negować. Zdaniem prawicy, człowiek wierzący zawsze postępuje rozsądniej od niewierzącego i życiu społecznemu niezbędne jest oparcie zapatrywań na dobro i zło na trwałych, religijnych zasadach. Lewica zaś - za Karolem Marksem - zwykła traktować religię jak "opium dla ludu".

Ważnym wyróżnikiem myślenia prawicowego i lewicowego jest stosunek do tradycji. "Jedni dopatrują się w tradycji bielma na oczach ludzkości - pisze Jerzy Szacki - inni mają ją za oczy same". Ci drudzy to oczywiście ludzie prawicy. W przekonaniu, że rozum nie jest najpewniejszym środkiem do poznania rzeczywistości, szukają najważniejszych zasad życia społecznego w systemie wartości, który został przekazany przez tradycję. Z szacunkiem dla niej nierozerwalnie łączy się niechęć do zmian. W większości z nas niedowierzanie nowinkom tkwi równie głęboko jak przywiązanie do form już zaakceptowanych.

W polskich warunkach, w sporze o tradycję i zmiany, szczególnego znaczenia nabiera stosunek do PRL i minionych piętnastu lat transformacji. Polskie partie odwołujące się do idei prawicowych nie mają zamiaru afirmować przeszłości. Domagają się radykalnych zmian. "Konserwatywni" są w tym względzie postkomuniści i partie centrowe. W tym przypadku nie świadczy to jednak o pomieszaniu pojęć.

Jak zauważył Jerzy Szacki, między utopijną negacją przeszłości jako takiej a tradycjonalistyczną afirmacją tejże można wyodrębnić trzeci typ idealny: afirmację przeszłości określonej, wybranej spośród wielu możliwych. Pytaniu, do jakiego dziedzictwa nawiązujemy, towarzyszy zwykle pytanie, jakiego dziedzictwa się wyrzekamy.

W tych podstawowych kwestiach filozoficznych i politycznych podział na partie odwołujące się do retoryki prawicowej i lewicowej zdaje się pokrywać z teorią. W innych kwestiach jest już znacznie gorzej.

2) GOSPODARKA JAK MROWISKO

Dotyczy to zwłaszcza gospodarki. Nie ma ekonomii lewicowej i prawicowej. Jest ekonomia dobra lub zła. Dobra ekonomia prowadzi do wzrostu gospodarczego i bogacenia się obywateli. Zła w najlepszym razie powoduje stagnację, a w najgorszym wiedzie ku katastrofie.

W kwestiach gospodarczych spór między prawicą a lewicą zaczyna się od wyboru powszechnie przyjętego sposobu postrzegania rzeczywistości makroekonomicznej. Dziś w makroekonomii dominuje przekonanie, że gospodarka jest mechanizmem. Taki model w prosty sposób wyjaśnia skomplikowaną rzeczywistość ekonomiczną oraz pozwala politykom i ekonomistom wierzyć, że gospodarką da się łatwo sterować, o ile posiadło się odpowiednią wiedzę teoretyczną o podstawach funkcjonowania mechanizmu. Wystarczy wskazać lokomotywę i dostarczyć jej paliwa. Najlepszym są pieniądze. Dlatego publiczna debata na tematy gospodarcze obraca się ciągle wokół wielkości monetarnych.

Model ten, obok niewątpliwych zalet, ma także jedną zasadniczą wadę. Jest mianowicie z gruntu fałszywy - z właściwą sobie przenikliwością zauważa Krzysztof Dzierżawski. W istocie gospodarka jest organizmem, a nie mechanizmem. Jest fenomenem społecznym, a więc organicznym, a nie fizycznym. Ma strukturę bardziej przypominającą mrowisko niż pociąg. Na ten fantastyczny twór składają się żywiołowe i spontaniczne zachowania jednostek.

Drugie pytanie: skąd się bierze wzrost gospodarczy? Jedna teoria zakłada, że centralną postacią w systemie gospodarczym jest dostawca dóbr, tj. producent, a druga uznaje, że kluczowym aktorem jest ten, kto tych dóbr potrzebuje, czyli konsument. W szkołach na całym świecie dominuje ta druga teoria. John Myrdal Keynes wmówił kiedyś politykom, że wszystko można wyprodukować, pod warunkiem, że ktoś to kupi. Wskazał na celowość poszerzenia oddziaływania państwa na gospodarkę i oparcia teorii ekonomii na idei aktywnego sterowania efektywnym popytem.

Tak odrzucił prawo Saya, który głosił, że produkcja jest przyczyną konsumpcji, a nie na odwrót. Say wyjaśniał, że najpierw muszę coś wyprodukować, bym mógł stać się konsumentem innych towarów o wartości równej tych wyprodukowanych przeze mnie. Jeśli jestem producentem zboża, to wartość wyprodukowanego przeze mnie zboża określa moją wartość jako konsumenta usług transportowych, ubrań czy rozrywki.

3) SWOBODY WYLANE Z KĄPIELĄ

Keynes całkowicie abstrahował od istoty pieniądza. Jego teoria o możliwości wywoływania wzrostu gospodarczego poprzez wpompowywanie w gospodarkę pieniądza, którego ilość przekracza wzrost siły nabywczej ludzi, jest całkowicie błędna, bo ceny towarów i usług rosną wtedy proporcjonalnie do wzrostu podaży pieniądza, co neutralizuje efekt zwiększenia ilości pieniędzy w obiegu. Jednak na lata zdominowała ona światową ekonomię, przyjmowana przez polityków marzących o zwiększeniu zakresu własnej władzy. Państwo preferuje ekonomię popytu, bo daje ona rządom polityczne podstawy do wpływania na bieżącą konsumpcję, co jest istotne z punktu widzenia kupowania głosów wyborców.

Klasycznej prawicy zdecydowanie bliższy jest podażowy model myślenia ekonomicznego. Lewica gustuje natomiast w rozwiązaniach prototypowych, bo te wymagają większego zaangażowania państwa w działalność gospodarczą. W Polsce zdecydowana większość polityków pozostaje zauroczona teoriami głoszonymi przez ekonomistów wywodzących się ze szkoły Karola Marksa albo, w najlepszym przypadku, Johna Keynesa. I daleko im do szkoły podażowej. Pod tym względem trudno mówić o podziale na prawicę i lewicę.

Istotny jest też stosunek polskich polityków do idei wolności gospodarczej. Jak wyobrażają sobie oni tę wolność, łatwo się przekonać, czytając ustawę o swobodzie gospodarczej przyjętą głosami wszystkich klubów. Swoboda jest taka, że pewien znany przedsiębiorca na uzyskanie pozwolenia na budowę tymczasowej szopy dla owiec potrzebował pół roku, a opinię w jego sprawie musiało wyrazić 16 różnych instytucji z wojewodą włącznie. Nie słychać ze strony partii mieniących się mianem prawicowych zapowiedzi rychłych zmian tego stanu rzeczy.

Z punktu widzenia ochrony wolności gospodarczej za najbardziej prawicowy trzeba byłoby uznać rząd Mieczysława Rakowskiego, za sprawą uchwalonej w grudniu 1988 roku ustawy o działalności gospodarczej, która dawała przedsiębiorcom największe swobody działania. Przeciwnicy okrzyknęli, że te swobody przyznano uwłaszczającej się nomenklaturze i wylali dziecko z kąpielą, wprowadzając z roku na rok coraz większe ograniczenia.

4) WŁASNOŚĆ CZYNI WOLNYM

Wstępnym warunkiem wolnej konkurencji ekonomicznej jest oczywiście istnienie własności prywatnej, a celem konkurencji - pomnażanie tej własności. Uznanie pierwszoplanowego znaczenia własności prywatnej dla wolności, porządku społecznego i postępu należy do głównych pryncypiów myśli prawicowej.

Własność czyni człowieka wolnym, bo tylko ten, kto nie musi liczyć się z innymi, a zwłaszcza z rządem, w sprawach dotyczących swych elementarnych potrzeb, może cieszyć się niezależnością. Dzięki własności człowiek posiada sferę, w obrębie której może dokonywać wolnych wyborów i ignorować państwo.

Tam, gdzie nie ma prywatnej własności, wolność jest pustym słowem. Uspołecznienie własności pociąga zaś za sobą skutki katastrofalne. Skoro każdy jest właścicielem wszystkiego - twierdzi Milton Friedman - nikt nie jest właścicielem niczego i nikt nie jest bezpośrednio zainteresowany utrzymaniem i poprawą stanu całości.

Tymczasem polskie partie rzekomo prawicowe nie wynoszą na swoje sztandary haseł reprywatyzacji, dokończenia prywatyzacji własności państwowej czy mienia komunalnego. Ba, rządząca w Warszawie prawica stara się rugować z nieruchomości byłych właścicieli, wywłaszczonych w okresie komunistycznym, którzy mieszkali w swoich starych domach, żeby broń Boże nie uzyskali podstaw do zasiedzenia tego, co zostało im ukradzione.

Najbardziej prawicowa pod względem gospodarczym wydaje się Platforma Obywatelska. "Wydaje się", bo przywiązanie do obowiązku "oszczędzania" obywateli w otwartych funduszach emerytalnych, które w dzisiejszej rzeczywistości gospodarczej są głównym animatorem "popytu", rodzi poważne znaki zapytania co do rzeczywistego paradygmatu myślowego leżącego u podstaw budowy programu gospodarczego tej partii. Jest to prawicowość relatywna - na tle innych ugrupowań politycznych.

Z kolei PiS ze swoim sprzeciwem wobec prywatyzacji, niechętny reprywatyzacji, protestujący przeciwko podatkowi liniowemu, głosujący za zwiększeniem obciążeń podatkowych (50 proc. PIT) i za podwyższeniem składek ubezpieczeniowych, skłonny główną rolę w sterowaniu procesami gospodarczymi przyznać już nawet nie urzędnikom, ale wręcz prokuratorom, jest zdecydowanie bliższy SLD, SdPl i Samoobronie niż jakiejkolwiek prawicy.

5) WSZYSCY MASZYNIŚCI KEYNESA

Wszystkie polskie partie polityczne są za interwencjonizmem, tylko inaczej widzą jego zakres. Platforma widzi taką potrzebę w dużo mniejszym stopniu niż np. PiS i LPR. Nie oznacza to jednak wcale, że sama uznaje interwencjonizm za szkodliwy. W ograniczonym zakresie dostrzega jego zalety. Na razie nie sprecyzowała jednak wyraźnie owego zakresu dopuszczalnej lub wręcz pożądanej interwencji państwa.

W kwestiach podatkowych najbliższa prawicowości jest oczywiście Platforma Obywatelska. Program wyborczy PiS, a jeszcze bardziej głosowanie posłów tej partii w parlamencie, na przykład w sprawach wprowadzenia nowego progu podatkowego czy podwyższenia podatku na ZUS, z prawicowością mają tyle wspólnego, co teoria Włodzimierza Lenina z liberalizmem. Ale nawet PO nie jest w stanie wyrwać się z myślenia typowego dla lewicowych programów interwencjonistycznych, czego dowodem jest uparte tkwienie przy idei podatku dochodowego.

Patrząc wstecz na poczynania kolejnych rządów, można zaryzykować twierdzenie, że zasadniczych różnic między nimi w kwestiach gospodarczych nie było. Dało to nawet asumpt Jerzemu Surdykowskiemu i Janowi Winieckiemu do rozróżnienia lewicy pobożnej (AWS) i lewicy bezbożnej (SLD). Bez względu na stosunek kolejnych rządów do Pana Boga i komunizmu polska ekonomia nie może wyrwać się z zaklętego kręgu politycznego uzależnienia.

Programy gospodarcze poszczególnych partii oparte są na tej samej, wywodzącej się od Keynesa, makroekonomii popytowej. Wszyscy politycy zdają się wierzyć, że gospodarka jest jak pociąg. I wmawiają pasażerom, że wystarczy zmienić maszynistę, aby zaczął on jechać szybciej, bo inni maszyniści celowo jego bieg spowalniają, nie dodając lokomotywie paliwa - albo z głupoty, albo dlatego, że są wynajęci przez jakieś siły zła - maszynistów innych pociągów, którzy chcą, żeby nasza lokomotywa, nie wiedzieć czemu, jechała wolniej. Po wyborach okaże się, jak zawsze, że pociąg nie jest wcale taki dobry i aby go rozpędzić, trzeba go najpierw wyremontować. No i poprzednicy schowali gdzieś paliwo...

(„Stoi na stacji lokomotywa”, Rzeczpospolita, Nr 208, 06.09.2005)

prof. Robert Gwiazdowski

Reddit icon
Technorati icon
Yahoo! icon
e-mail icon
Twitter icon
Facebook icon
StumbleUpon icon
Del.icio.us icon
Digg icon
LinkedIn icon
MySpace icon
Newsvine icon
Pinterest icon

Ankieta